Indyk Michał

Indyk Michał odwiedził Kraków.
Poznał swojego dalekiego przodka smoka wawelskiego.
Przechadzał się nad Wisłą i pozował do zdjęć z zaciekawionymi tubylcami.

Ściana z napisami

Ściana z napisami świecąca w świetle UV.

Ceramika ślimacza

Wszystko wolno
www.slimaczyzm.org
ceramikę wykonała Julia Lu

Michał Indyk robi inpsekcję

Michał indyk odwiedził nas z kolegą i zrobił inspekcje okolicy.
Wyszedł na duży pień i obejrzał okolice a później pochodził kretami ścieżkami w ogródka.
Bardzo był zdziwiony widokiem drewnianego konia ale podjadł ziarna i się uspokoił.
Michał wrócił już w swoje rodzinne strony i opowiedział o swoich przygodach znajomym.

Wabienie motyli i innych owadów

Opiszę sprawdzone sposoby wabienia motyli, które możesz zastosować w ogrodzie lub na balkonie.
Wabienie motyli polega głównie na stworzeniu im bezpiecznej i obfitej w smaki i aromaty przestrzeni.

## Miejsce
Najlepiej wybrać słoneczne, ale osłonięte przed wiatrem miejsce.
Świetnie się nadaje na to dziki zakątek ogrodu niekoszony z pokrzywami i innymi dzikimi roślinami, na których mogą żerować larwy.
Miejsce z patykami i gałęziami, w których mogą się chować motyle i inne owady.
Miejsce to powinno być spokojne, aby motyle się nie płoszyły.

## Poidło
Zacznijmy od poidła dla owadów i małych ptaków.
Poidło robi się bardzo prosto, napełniamy jakiś pojemnik żwirkiem patykami i nalewamy do niego wodę.
Bardziej sprawdzają się płaskie miednice o dużej powierzchni, idealny byłby strumyczek albo oczko wodne z łagodnym brzegiem i żwirkiem, na którym owady mogą stanąć i bezpiecznie się napić.
Motyle piją też wodę z wysychających kałuży. Z wodopoju będą korzystać też pszczoły i inne owady. Wieczorem pojawią się ćmy i ślimaki.
Woda szybko wysycha, jeśli nie ma deszczy, więc warto ją regularnie uzupełniać szczególnie w upalne dni.
Wodopój, który zrobiłem, znajduje się pod rynną i zawsze w okolicy jest dużo wilgoci, która skrapla się na zimnych i metalowych częściach misy.

## Karmnik
Kolejną misę stawiamy w słonecznym miejscu i wypełniamy ją słodkimi i fermentującymi owocami
takimi jak: poprzecinane pomarańcze, gruszki, ananasy, śliwki, słodkie jabłka i inne aromatyczne słodkości.
Można je zmielić i smarować nimi gałęzie albo rozkładać w różnych miejscach.
Zapach i aromat przyciąga owady z daleka prosto do naszego ogrodu.
Jeśli robicie wina, to możecie użyć przefermentowanego miąższu z owoców lub kwiatów.
Tydzień temu wylałem resztki z kwiatowego wina akacjowego i efekt był niesamowity.

## Kwiaty
Żywe rośliny sprawdzają się jeszcze lepiej i pięknie wyglądają w upalny dzień oblepione motylami.
Kwiatem bardzo lubianym przez motyle jest Budleje Dawida, występują ona w różnych kolorach i rzeczywiście motyle się do niej przylepiają na wiele godzin szczególnie rusałki.
Jest też tańsza i bardziej praktyczna roślina Lebiodka pospolita (Origanum vulgare) zwana potocznie oregano.
Ziółko to jest smaczne i bardzo szybko się rozrasta po całym ogrodzie i wabi stada motyli wszelkich kolorów.
Białe i żółte kwiaty warzyw świetnie wabią jasne bielinki.
Astry, lilaki, mięta, lawenda też bardzo przyciągają kolorowe owady, warto więc eksperymentować i sadzić wielokolorowe kwiaty, aby kwitły cały czas.
Motyle widzą kolory i mają różne preferencje, z moich obserwacji wynika, że lubią te kolory, na których dobrze się maskują.

## Kamienie
Motyle są zmiennocieplne i rano potrzebują się wygrzewać na kamieniach, więc warto im ułożyć jasne i ciemne kamienie, aby w chłodniejsze dni mogły się rozgrzać przed lotem.

Motyle wprowadzają bajkowy klimat do każdego miejsca, obserwacja ich lotu jest bardzo relaksująca.
A jeśli chcesz mieć jeszcze więcej motyli to warto hodować larwy i je wypuszczać.W poprzednim artykule opisałem cały proces.
https://112358.org/pl/content/domowa-hodowla-motyli-rusa%C5%82ki-pawik

Wypalanie gliny w ognisku.

Opiszę wam próbę stworzenia małego pieca do wypalania z gliny i paru garnuszków. Wypalałem bez prądu i bez gazu a piec zrobiłem z gliny, która wykopałem w ogródku.
Lubię bawić się gliną i chcę się z nią bardziej zaprzyjaźnić. Moje eksperymenty różnie się kończą, chce też mieć w nich dużą swobodę, dlatego też ryzykownie byłoby korzystać z drogiego pieca na prąd.
Postanowiłem więc sam sobie zrobić piec do wypalania ceramiki.

Zapragnąłem mieć przenośny komin, w którym można wypalić rzeźby i inne drobne formy z gliny.
Komin miał mieć trzy główne wloty powietrza i komorę, do której mogę włożyć drewno i ceramikę.
Piec nie wyszedł tak jak chciałem, właściwie to zupełnie nie wyszedł. Udało mi się jednak wypalić dwie miseczki i płaski kawał gliny, który niestety pękł.
Cenniejsze jest jednak doświadczenie i wiedza, którą uzyskałem. Dzięki temu przygotuje kolejny wypał inaczej i mam nadzieje, że z większym sukcesem.

Ceramikę można wypalić bezpośrednio w ognisku, ale jak widać na załączonych obrazkach, nie jest to łatwe.
Podstawowy problem to zbyt szybkie nagrzewanie i chłodzenie powodujące pękanie ceramiki.
Główny mój błąd, to za duża bryła do wypalenia w stosunku do wielkości ogniska.
Teraz już wiem, że następnym razem zacznę, od mniejszych form i złoże je później w jeden komin.

Ustawiłem coś w rodzaju wieży z drewna i oblepiłem to gliną, którą wykopałem w ogródku.
Do gliny dodałem piasku i siana, żeby zrobić dobrą konstrukcję, która nie popęka w trakcie wypalania.
W kominie zrobiłem otwory mające dostarczyć do środka tlen potrzebny do spalania.
Dorzuciłem też małe garnuszki do środka, ulepili je moi znajomi w trakcie jednej z imprez.
Całość suszyłem powoli przez jakieś dwa tygodnie. Obsypałem wszystko drewnem a później ziemią, żeby nie zamokło w trakcie deszczu.

Drewno do wypalenie powinno być lekko wilgotne, aby powoli i równomiernie wzrastała temperatura w piecu.
Ja miałem zbyt mokre drewno i bardzo ciężko było mi podpalić kopiec.
Tym bardziej że wybrałem zły dzień i cały czas padało, a w nocy przyszła ogromna ulewa.
Przez cały dzień się pilnowałem ogniska, przekopywałem je dbałem aby równomiernie się paliło.

Gdy już było dużo żaru, postanowiłem zasypać ognisko ziemią, aby odciąć dopływ powietrza i powoli wychłodzić ceramikę.
Proces ten jest znany od bardzo dawna dzięki niemu można uzyskać piękną szarą/czarną barwę.
Tak powstawały staropolskie siwaki, które urzekły mnie swoją elegancją i prostotą.
Udało mi się osiągnąć te barwy, na brązowej glince wyszło bardzo ciemne a na szarej jaśniejsze.
Struktura jest błyszcząca grafitowa jakby mocno zarysowana ołówkiem, dla mnie wyjątkowo piękna i naturalna.
Bardzo ważne jest też to, że nie ma szkodliwych związków chemicznych, które są używane w zwykłej barwionej i szkliwionej ceramice.
Siwaki powstawały w całej Polsce, ale wyjątkowo dużo robiono w okolicach Krakowa, czyli rzut beretem od mojej pracowni.

Nakręciłem się bardzo na tę technologię i będę rozwijał ją w mojej zagrodzie :)
Więc spodziewajcie się kolejnych eksperymentów.

Jeśli sami lub z dziećmi chcecie się pobawić w wypalanie gliny w ognisku, to polecam to inaczej zrobić.
Myślę, że dużo lepiej będzie wykopać spory dół i w nim ułożyć lekko wilgotne drewno z drzew iglastych.
Do tego powsadzać parę przedmiotów zrobionych z gliny zmieszanej z piaskiem.
Ścianki naczyń lepiej, aby były grubsze niż w zwykłej ceramice.
Całość zasypać drewnem i na tym zrobić regularne ognisko z jedzeniem muzyką i tańcami:D po paru godzinach jak już zostanie w dziurze sam żar, trzeba wszystko zasypać ziemią.
Za dzień albo dwa można zrobić wykopki i poszukać ceramiki. Są spore szanse, że wam się uda, życzę powodzenia w eksperymentach.

Króliczki i kury

Prawdziwa historia z mojego podwórka, opiszę w niej kontakty kur z królikami i wzajemne relacje.

Króliki zagościły w moim ogrodzie pierwszy raz dwa lata temu.
Sąsiad przyjechał po trociny, zobaczył kurki i zachęcił mnie do królików.
Powiedział, że przecież one ładnie by tu kicały, wyobraźnia zrobiła swoje i zacząłem się nad tym zastanawiać.
Króliki są urocze i świetnie się spisują zamiast kosiarki i mogą mieszkać w zagrodzie z kurami.
Niestety pierwsze dwa, które przekazał mi sąsiad, uciekły po tygodniu i zagryzły je psy, wędrujące po wiosce samopas.
Po tym przykrym incydencie postanowiłem lepiej zabezpieczyć teren i wzmocniłem płot.
Pojechałem na targ i przywiozłem zapłodnioną samicę, chciałem mieć parkę, ale podobno samce trzeba izolować od małych, a ja nie miałem na to warunków.
Samica była duża, ruda i przypominała lisa, poruszała się szybko i siała popłoch wśród kur.
Kogut walecznie je bronił, kopiąc i dziobiąc nowego współlokatora.
Kury na początku bardzo się denerwowały i przestały nieść jajka, trwało to kilka dni aż się zaprzyjaźniły.
Króliczka też się bała i szybko uciekała, siejąc jeszcze większy postrach.
Po paru dniach oswoiły się z sobą i jadły razem z jednej misy, ale dochodziło czasem do awantur i nieporozumień.
Królicza matka przygotowała gniazdo, uwiła je z siana i swojej sierści, którą sobie wydarła z podbrzusza.
Pierwsze małe pojawiły się po dwóch tygodniach, łyse i ślepe kulki, ledwo poruszające się pod stertą siana.
Zaskakująco szybko urosły, po kilku tygodniach zaczęły wychodzić z domku.
Matka raczej im uciekała i ukrywała się przed nimi. Wysysały z niej wszystko razem z mlekiem, pewnie chciała mieć czasem spokój.
Ciężko też ją było zagonić do domku, jest sprytna i szybko biega, z kurami nie ma takiego problemu, jak się robi ciemno i kogut je zawoła, to idą do kurnika.

Co ciekawe kogut opiekował się małymi królikami i często bronił je przed matką, która zabierała im jedzenie.
Przyjął je do stada jak małe kurczęta, sympatia była obopólna, połowa stada wychodziła za kurami po stromej desce i spała z nimi w kurniku.

Króliki są bardzo kapryśne, jeśli chodzi o jedzenie, potrzebują suchego siana, ziarna, trawy, mlecza, ziółek, marchewek owoców, wiele rzeczy nie mogą jeść jak np. mokrej koniczyny.
Szybko wyjadły całą trawę z kurnika i trzeba było im zrywać zielsko i przynosić. Karmienie i obserwowanie królików to duża przyjemność i zawsze byli chętni, aby im coś dać. Tym bardziej że króliki przestały się płoszyć i jadły z ręki.

Niestety sielanka się skończyła po dwóch miesiącach, króliczki zrobiły się osowiałe, oklapły im uszy, przestawały się ruszać i jeden po drugim umierały, nie pomogły zioła ani leczenie.
Zatruły się czymś, najprawdopodobniej jedzeniem, które jadły kury, wysoka temperatura też im nie pomogła i szybko się odwodniły.
Kury są jednak bardziej odporne i nic im się nie dzieje. Z królikami jest więcej problemów i często zdarzają się takie sytuacje, są chorowite może dlatego się tak szybko mnożą inaczej by nie przetrwały.
Widok straszny budziłem się rano i je zakopywałem.
Matce nic się nie stało, była zdrowa, miała odporniejszy organizm. Jednak po ich śmierci przez parę dni wyglądała na przybitą.

Opieka nad zwierzętami, daje dużo przyjemności, wiedzy i rozwija wrażliwość, niestety są też smutne chwile.

Krzywe lustro w Geosferze Jaworzno

Lustro ze stali nierdzewnej stoi w trawie i zniekształca przestrzeń.
Geosfera Jaworzno, w tle drewniany smok, który też zrobiłem.
Polecam to miejsce na wycieczki z dziećmi.
Dużo atrakcji, są ładne dinozaury i wiele eksponatów, które można dotknąć.
Miejsce jest piękne, pełne roślin i zwierząt...

Lustra można zamówić w naszym sklepie.
https://qp.pl/produkt/krzywe-lustro-na-plac-zabaw/