Śnieżny słoń i didgeridoo animacja na podstawie rysunku Lilki.

Krótka animacja 3d zrobiona w blenderze do muzyki Tomsona. Słoń został wymyślony przez Lilę a animacja przez Barnabę.
Na didgeridoo w stolarni grał Tomson, a dźwięki zgrał Mareczek.
**Didgeridoo** Instrument dęty pochodzący z Australii. Aborygeni znajdowali pnie eukaliptusowe wydrążone przez termity i z nich robili długie rury.
U nas nie ma takiego drewna, więc rozcinaliśmy belkę robini akacjowej, wydrążyliśmy jej wnętrze i szlifowaliśmy. Następny etap to klejenie dwóch części, wyszlifowanie i malowanie. Zrobiliśmy tez ustnik z wosku pszczelego, robi się go, wielokrotnie zamaczając końcówkę w płynnym wosku. Instrument jest prosty w konstrukcji, ale granie na nim to prawdziwa sztuka. Aby wydobyć piękne dźwięki, trzeba opanować techniki ciągłego oddychania i grac jednym ciągiem. Brzmienie jest bardzo przyjemne i czuje się go całym ciałem.
muzyka:*Tomson* animacja: *Barnaba* projekt postaci:*Lila*  Instrument z wytwórni Marchwica uszu został zrobiony w naszej pracowni.

Kraków fotografie czarno-białe

Kraków fotografie czarno-białe w ruchu rozmazane. Ziarenka srebra na filmie rosły bardzo powoli. Wywoływanie trwało 12 godzin cały proces zachodził w bardzo rozrzedzonym wywoływaczu. Co godzinkę delikatnie poruszałem koreksem aby ożywić proces. Kościół Mariacki, Most Piłsudzkiego, Kościół Wojciecha, Rzeźba Żaka autorstwa mojego przodka Franciszka Kalfasa

Barnaba-parę słów o mnie.

### Historia w dużym skrócie:
Urodziłem się w Krakowie, a dzieciństwo spędziłem w górach.
Szkołę jakoś przewagarowałem, na studiach wiele się nie zmieniło i więcej imprezowałem, niż studiowałem.
Skończyłem jednak architekturę wnętrz na krakowskim ASP.
W trakcie studiów na życie zarabiałem, robiąc zdjęcia i strony internetowe.
Po studiach założyłem firmę, w której projektowałem i wykonywałem place zabaw.
Urodziła mi się córka i przeprowadziłem się do mojej pracowni w Wołowicach pod Krakowem.
Dalej się bawię i jest mi z tym dobrze :D
### Chciałem być artystą
Miałem dużo zainteresowań technicznych i jakoś to wszystko się ładnie łączyło w klasycznej fotografii. Plan był prosty jeździć po świecie i robić zdjęcia ładnym kobietom. Prosty w teorii w praktyce trudniejszy. Rozwój fotografii cyfrowej spowolnił mój plan, gdyż ludzie mniej zamawiali zdjęć wywoływanych w ciemni. Nauczyłem się rysować i poszedłem na ASP. Nie było wtedy wydziału fotografii, więc wybrałem architekturę wnętrz, żeby przynajmniej mieć ładnie w domu. Po studiach robiłem różne rzeczy, imprezowałem, grałem w gry, fotografowałem i tworzyłem strony internetowe. Internet dopiero raczkował i było to bardzo ekscytujące.
### Myślałem, że jestem projektantem
Miałem ku temu podstawy, projektowałem strony, wnętrza i place zabaw. Współpracowałem z moim ojcem i robiliśmy dużo ciekawych rzeczy. Projektowanie to praca zespołowa, więc zatrudniałem ludzi. Wyspecjalizowałem się w projektowaniu zabawek dla dzieci niepełnosprawnych.
Trudno to jednak nazwać projektowaniem, gdyż wszystko wymyślam w trakcie robienia i bardzo odbiega to początkowych założeń. Moje szkice to zwykle kilka kresek na skrawku papieru. Do tego zajęcia zniechęciła mnie biurokracja i brak elastyczności, potrzebowałem więcej swobody. Postanowiłem więc robić mniej placów zabaw i skupiam się teraz tylko na kilku realizacjach w roku. Pozostały czas wykorzystuję na zabawę, eksperymenty, urządzanie swojej pracowni i zajmowanie się ogrodem.
### Jestem badaczem
To chyba najbardziej do mnie pasuje. Projektowanie zabawek skłoniło mnie do szukania nowych form aktywności i rozrywki. Zbieram informacje, eksperymentuje i adaptuję nową wiedzę.
Mam dużo zainteresowań, przez co poszukiwania są bardzo szerokie. Wychodzę z założenia, że lepiej coś zrobić samemu, przystosować do swoich potrzeb i przy okazji nauczyć się coś ciekawego.
### Moje badania i eksperymenty.
Wymyślam nowe zabawki dla dzieci i dorosłych. Eksperymentuję z dźwiękiem i tworzę instrumenty muzyczne, dla ludzi którzy nie umieją grać. Teraz bardzo zainteresowałem się gliną i różnorodnym jej wykorzystaniem.
Badam też różne techniki automatycznej obróbki i tworzenia pięknych rzeczy za pomocą maszyn, prądu, ognia, grzybów i zwierząt.
Żyję na wsi, uwielbiam proste i tanie metody działania. Eksperymentuję z parmakulturą w moim ogrodzie, to jest przyjemne i daje mi dużo radości.
Pomagam sobie też nowymi technologiami modeluje obiekty 3d i je później frezuję, obrabiam zdjęcia i robię dużo innych rzeczy na komputerze.

foto Mareczek i Patrycja

Jesteś wolontariuszem i pomagasz biednym korporacjom?

Wspierajmy korporację, bo słabo przędą i nie stać ich na porządną reklamę.

Ociepliło się i śnieg stopniał. Jak grzyby po deszczu pojawiły się reklamy przeróżnych firm i korporacji.
Wszystko przy drodze w mojej wiosce zwykle ten spacer zajmuje mi 10 minut, ale tym razem zajęło mi to ponad godzinę.
Zrobiłem nawet dokumentacje z tej cudownej wycieczki.
Zmartwiłem się bardzo, że moje „ulubione korporacje” są takie biedne i nie stać ich na porządną reklamę.
Reklama na produktach jest dobra bardzo widoczna, ale wolontariusze, którzy ją roznoszą, mogliby się bardziej postarać.
Wstydliwie chowają je w rowach, zamiast wziąć do domu i wystawić w oknach.
Postanowiłem pomóc tym biednym korporacjom, skoro już podjęli taki wysiłek i przygotowali reklamy, które przetrwają zimę i ciężkie warunki pogodowe.
Te plastikowe butelki są rewelacyjnymi nośnikami, szybko się nie rozpadną.

Po tej wędrówce założyłem grupę na fb [Przydrożna reklama](https://web.facebook.com/groups/przydroznareklama/), żeby ich wspomóc, tam jest łatwiej oznaczyć korporacje. Czasem przydaje się to staroświeckie narzędzie.
Steemit na razie jest wolny od korporacji, ale to kwestia czasu kiedy zauważą, jakie to przydatne narzędzie i jak będzie można wpływać na ludzi. Mają dużo pieniędzy, kupią sobie reputacje i ukryją niewygodne posty.

Te reklamy są własnością tych firm i powinny do nich wrócić, to są zastrzeżone znaki. Dbają o to, żeby marka była widoczna na opakowaniu, a samo opakowanie się długo nie zepsuło. Myślę, że warto ich wspierać w tym działaniu.

*Tymbark i jego wolontariusze bardzo się starają, tak samo aktywni są producenci papierosów i wódka żołądkowa, krupnik i harnaś.
Korporacja religijna tez ma swój udział. Akcję wspiera również Coca-cola Baunty i Wedel.
Sponsorom tego postu serdecznie dziękuję*

Patrycja w świetle UV

Patrycja obsypuje się trocinami.
Zdjęcia zrobione z długim czasem naświetlanie, zrobione w trakcie sesji do filmu animowanego.

Nie kurwa nie!!

Nie kurwa nie drewno plus żywica z brokatem

Nosił wilk razy kilka, a mógł pomyśleć. Steem power zamiast benzyny.

Artykuł napisałem specjalnie dla społeczności steem, która dzięki nowatorskim rozwiązaniom wspiera i wynagradza twórców oryginalnych treści.
Platforma znajduje się pod adresem https://steemit.com/.
Tytułowy steem power to w uproszczeniu „energia”, jaką się uzyskuję w nagrodę od innych użytkowników.
Jest to cenna nagroda i wymienialna na inne waluty.
Moja strona znajduje się pod adresem https://steemit.com/@fraktale dzięki niej widzę sens w pisaniu takich artykułów.
To jest rewolucyjne narzędzie, które szybko cię zniechęci do: fb, instagrama, twittera i innych miejsc, gdzie korzystają z twojej pracy za darmo.
### Jak sobie nie szkodzić i mniej chodzić
Jeśli chcesz się dowiedzieć jak wykorzystać moc steem zamiast benzyny, przewiń na sam dół.
Ominiesz smutną prawdę na temat transportu rzeczy i ludzi. Nie czytaj też dalej, jeśli tak jak ja lubisz się okłamywać.

# Część pierwsza
### Rozważania mniej eko a bardziej logiczne
Ekologia to takie samo puste słowo jak galeria. Oba te słowa zostały zdewaluowane do poziomu śmieciowego.
Ludzie lubią się oszukiwać, w galeriach kupują więc ekologiczne rzeczy i czują się dobrodziejami dbającymi o środowisko.
Napiszę o transporcie w kontekście ochrony środowiska naturalnego, a nie tego pustego słowa, który ma zbyt wiele znaczeń.

Zacznę od ekonomii, gdyż ma ona bezpośredni związek ze stanem naszego środowiska.
Postaram się udowodnić, że tańsze w produkcji rzeczy mniej szkodzą.
Myślisz pewnie o jakiś plastikowych bublach masowo produkowanych i zastanawiasz się, o co mi chodzi.
Koszt produktu w uproszczeniu to jest energia przekształcona w jakąś prace + surowce.
Przykładowo, jeśli produkujemy samochód z metalu i tworzyw sztucznych to trzeba użyć energii do wykopania surowców i przetworzenia ich w gotowy pojazd.
Dochodzą też inne koszty: zaprojektowanie samochodu, reklama, transport, sprzedaż, podatki (biurokracja) i wiele innych.
Wszystko to pochłania energię i materiały. Samochód finalnie kosztuje około 100 tysięcy. I to jest jego koszt umowny.
Prawdziwy koszt jest dużo wyższy, ale oszukujemy się i go nie liczymy. Po pierwsze dochodzi koszt surowców.
Producenci liczą tylko koszt ich wydobycia, a te surówce często są marnowane bezpowrotnie i przetwarzane na śmieci, z którymi ciężko coś zrobić.
Zmarnowane surowce trzeba przecież czymś zastąpić, żeby zrobić kolejną rzecz.

Inny ukryty koszt to utylizacja odpadów i zepsutych rzeczy, tego też się nie liczy, bo przecież wszystko idzie do powietrza, ziemi i wody.
Są one uznawane za wspólne cena złomowania to tylko ułamek prawdziwych kosztów, które są przeniesione na kupującego.
Bo to my się trujemy i płacimy swoim zdrowiem.
Korporacje stawiają fabryki w krajach nisko rozwiniętych. Ludzie pracują tam za marne pieniądze.
Są biedni, głodni i nie zastanawiają się, czy ich fabryka truje i marnuje wspólne zasoby.
Generuje to niezadowolenie i olbrzymie koszty społeczne. Cena produktu jest niska a zyski korporacji spore, płacimy głównie za markę.
Duże firmy zwykle nie produkują i nie zatrudniają, zajmują się tylko reklamą i oznaczaniem towarów swoim logiem. To jest oszustwo, kradzież i żerowanie na słabszych.
Wspieramy ten procedr, wydając pieniądze na ładne nowe rzeczy. Nasze rany wywołane myśleniem, zaklejamy plastrem z napisem eco, bio lub fair trade.
Plastry te dostarczają nam fundacje, które zajmują się produkcją naklejek. Korporacje wspierają je, żeby pokazać się z jak najlepszej strony.

*Te ukryte koszty są dobrze opisane w książce. „Małe jest piękne” E. F Schumachera i „No logo” Naomi Klein. Polecam je bardzo.*

### Mniej smrodzi więcej szkodzi?
Jak myślisz który samochód jest bardziej szkodliwy dla środowiska?
Elektryczny najnowszej generacji napędzany ogniwami słonecznymi czy stary zdezelowany samochód na ropę z wykręconymi filtrami i sondami?
Instynktownie pewnie czujesz, że to jakieś podchwytliwe pytanie.
Zmartwię Cię, nie ma w tym nic podchwytliwego, stary zdezelowany samochód mniej szkodzi środowisku niż supernowoczesna bryka na panele słoneczne.
Pomińmy ukryte koszty, które wymieniłem w poprzednim punkcie i skupmy się na samej cenie kupna.
Starego grata, za którym ciągnie się chmura śmierdzącego dymu, kupimy za kilka tysięcy, czyli jakiś miesiąc pracy.
Supernowoczesny samochód na ogniwa to już koszt kilkuset tysięcy, czyli jakieś sto razy więcej.
Przez jeden miesiąc kupujący jeździ do pracy i wytwarza jakieś niepotrzebne rzeczy.
A jeśli chce kupić droższy i nowoczesny samochód, to musi do tej pracy jeździć parę lat dłużej, wtedy straty dla środowiska są dużo większe.

*mój 7 sekundowy film o chodzeniu*

meeting from Zajawka on Vimeo.

### Czy chodzenie jest szybsze i tańsze niż jeżdżenie?
Henry D. Thoreau w jednym ze swoich esejów filozoficznych „Jezioro Walden” przedstawił bardzo ciekawe wyliczenia dotyczące podróżowania.
Żył w innych czasach podam więc współczesny przykład z zaokrąglonymi cenami.
Dla przykładu weźmy kogoś, kto pracuje godzinę i zarabia 20 zł i zamawia taksówkę, którą jedzie gdzieś blisko za 20 zł (zł + 7x2zł kilometr).
Prędkość człowieka to około 6 km/h, jeśli więc wyjdzie wcześniej z pracy o godzinę, to dotrze do celu dużo szybciej, niż taksówka, która potrzebuje jeszcze około 15 minut na dojazd.
Jesteśmy więc wcześniej, możemy to potraktować jak ćwiczenie fizyczne albo sobie coś przemyśleć. Nie narażamy się też, na wypadki komunikacyjne.
Jak ktoś zarabia 20 zł, to raczej nie wraca do domu taksówką, wybierze tańszą opcję i pojedzie autobusem koszt jednej jazdy to około zł, czyli jakieś 15 minut pracy plus 15 minut jazdy.
Jesteśmy więc półgodziny szybciej, jednak omija nas miła wycieczka, mniej też się ruszamy, przez co tyjemy i gorzej się czujemy.
Jeśli bardzo nam się spieszy, możemy wybrać rower lub autostop.
Jeżdżenie stopem jest bardzo korzystne. Kierowca i tak gdzieś jedzie, a dodatkowa osoba zmniejszy jego koszty ukryte, czyli np. zanieczyszczenie powietrza.

### Nosił wilk razy kilka, a mógł pomyśleć
Transport to skomplikowana sprawa i bardzo szkodliwa.
Generuje dodatkowe koszty, a produktem ubocznym są opakowania i zanieczyszczenia komunikacyjne.
Przenoszenie rzeczy na plecach swoich lub zwierząt pozytywnie wpływa na przyrodę.
Po pierwsze przenosimy mało rzeczy i tylko te najpotrzebniejsze. Po drugie transportujemy je na bliskie odległości, a szkodliwość dla środowiska jest znikoma.
Może to oburzać obrońców zwierząt, jednak więcej zwierząt ginie pod kołami lub rozgniecionych na masce samochodu.
Osobiście nie widzę różnicy między cierpieniem małego a dużego zwierzęcia. Koń dostaje jedzenie i ma schronienie, jego przydatność dla ludzi zapewnia mu życie.

Używając tylko z rzeczy wytworzonych blisko, wspieramy różnorodność i lokalną społeczność, pojawiają się zamienniki i ogólny koszt maleje.
Rośnie też przedsiębiorczość, a dzięki szybkiej wymianie informacji wszystko lepiej się rozwija.
Między sąsiadami często rezygnuje się z pieniędzy i przechodzi na wymianę barterową.
Tym sposobem omija się biurokrację, nie karmi polityków i życie staje się prostsze.

Są też inne metody transportu , można na przykład spławiać towary rzeką albo przenosić tylko nasiona, zasadzić je i poczekać aż urośnie.
To tylko absurdalne i nieżyciowe przykłady, oddają jednak ogólny zamysł i pozwolą mi wytłumaczyć tytułowe zagadnienie.

# Część druga
### Steem power zamiast benzyny.
Użycie szybkiej wymiany informacji wspomaganej przez technologie steem jest jak sianie nasion.
Wkładamy bardzo mało wysiłku, aby osiągnąć cel. Omówię to na przykładach.

### Produkcja i transport.
Dzięki nowym technologiom nie musimy transportować.
Wygląda to tak, przesyłamy instrukcję lub program za pomocą internetu do odległego miejsca.
Odbiorca zdobywa nową wiedzę i sam wykonuje przedmiot z lokalnych materiałów.
Może zrobić to ręcznie, jeśli technologia jest prosta, lub za pomocą maszyn cnc i druku 3d, jeśli jest bardziej skomplikowana.
Rozwiązuje to też parę innych problemów związanych z transportem. Robiąc sobie rzeczy samemu, nie trzeba jeździć do pracy.
Można w tym czasie iść na spacer i zdobyć potrzebne materiały lub powymieniać się z sąsiadami.
Na wsi mamy naturalne surowce a w mieście przetworzone oba rodzaje są bardzo przydatne.

Zamiast jechać do pracy i pracować za biurkiem na jedzenie lepiej je sobie samemu wyhodować w domu i w ogrodzie.
Wystarczy się podszkolić i zdobyć nasiona. Przesłanie nasion jest dużo tańsze niż całych owoców. Nasiona można też samemu pozyskiwać i jest to korzystniejsze.
Jeśli interesuje Cię temat, polecam książkę „Rewolucja źdźbła słomy.” Masanobu Fukuoka o tym, jak robić mniej i osiągać lepsze wyniki w hodowli roślin.
Pomyślisz pewnie, że nie masz działki i w domu to nie ma sensu, nic bardziej mylnego jest aquaponika, hydroponika i inne sprytne metody, które postaram się kiedyś opisać.
Dzięki steem power możesz sam sobie ugotować pyszne jedzenie, wystarczy wesprzeć doświadczonego kucharza, który w przystępny sposób nauczy cię jak dobrze gotować.
Możesz też poczytać o potrawach z innych krajów i zastąpić surowce lokalnymi. Nie ma wtedy potrzeby jechać za granicę czy iść do drogiej restauracji, żeby zaspokoić swoją ciekawość.

### Podróżowanie
Podróżnicy, którzy barwnie opisują swoje przygody mogą zaspokoić naszą potrzebę podróżowania.
Albo wzbudzić naszą ciekawość i skłonić nas do wyprawy. Dzięki nim możemy wybrać najciekawsze dla siebie miejsce lub pojechać w mało znane zakątki, których nikt nie opisał.
Dzięki wymianie informacji możemy też lepiej poznać swoją okolicę i iść pieszo albo pojechać rowerem. Nagradzajmy ich więc niech mają pieniądze na podróże i badanie okolicy.

### Kultura sztuka i wszystko inne czego potrzebujemy.
Możemy brać w tym udział tworzyć i rozwijać się zdalnie. Decentralizacja kultury sprzyja rozwojowi społeczności lokalnej. Artysta może tworzyć gdzieś w spokoju i nie musi jeździć do miasta, aby pokazać swoje prace.
Ma też mniejsze koszty i stać go, by zrobić lokalną wystawę pokaz i transmitować go dalej. Steem power bardzo pomaga i przyspiesza wymianę informacji, motywuje do przekazywania wiedzy i pomysłów.
Wspiera najpotrzebniejsze myśli i idee, które można błyskawicznie przekazać do wielu osób naraz bez papieru i druku, zmniejsza to koszty i wiedza staje się dostępniejsza.
Projekty są wspierane przez steemową społeczność, rozwija się dyskusja, wytykane są błędy i nagradzana aktywność. Głosując, sami decydujemy co jest ważne i jakie pomysły mają ewoluować.

### Podsumowanie.
Widzę dużo wad takich rozwiązań. Są spore uogólnienia i bystry czytelnik znajdzie wiele błędów w myśleniu, ale natchniony nową ideą pomijam je celowo.
Dzięki temu powstaje efekt halo i złudne wyobrażenie, które da siłę na rozwój. Jak pisałem wcześniej, też lubię się oszukiwać.
Czuję chyba ten sam entuzjazm co Douglas Rushkoff w książce Cyberia. Życie w okopach hiperprzestrzeni . Obserwował on rozwój informatyki internetu i ulegał różnym złudzeniom.
Warto ją też przeczytać, jestem w połowie i jak na razie bardzo mi się podoba. Ciężko byłoby ją nazwać książką naukową, świetnie jednak opisuje odczucia ludzi związane z nową technologią,

### Razem drążmy skałę
Wspierajmy się więc w ciekawych inicjatywach i krytykujmy szkodliwe rzeczy.
Mamy wpływ na nasz świat dzięki swojej wytrwałości.
„Kropla drąży skałę nie siłą, lecz ciągłym spadaniem.” Owidiusz

Książki, które na mnie wpłynęły i na których oparłem ten artykuł to:
*„Małe jest piękne”* E.F Schumacher
*„No logo”* Naomi Klein
*„Jezioro Walden”* Henry D. Thoreau
*„Rewolucja źdźbła słomy.”* Masanobu Fukuoka
*„Cyberia.”* Życie w okopach hiperprzestrzeni Douglas Rushkoff*

Autorem zdjęć i tekstu jest Barnaba Wójtowicz-Szczotka
Artykuł napisałem specjalnie dla społeczności steem i chcę aby dotarł do większej ilości osób dlatego też wystawiłem go w konkursie #tematygodnia pod haslem riposta.
Jeśli uważasz, że to co napisałem jest ważne i może nam pomóc, żyć w lepszym świecie, udostępnij proszę.

Miało być o zjeżdżalniach, a będzie o tym jak twój strach zagraża dziecku

Zaryzykuj, poradzisz sobie

To dobre słowa, które zwiększają bezpieczeństwo dziecka. Zamiast klasycznego „uważaj na siebie”, warto zachęcić je do ryzyka.
Postaram się wytłumaczyć to na przykładzie zjeżdżalni jak skomplikowane i nieoczywiste są kwestie bezpieczeństwa.
Czytaj dalej, jeśli chcesz, aby twoje dziecko miało siniaki, zadrapania a jego ubranie było poniszczone i ubłocone.
To mała cena za szczęście i uśmiech dziecka. Doświadczone dzieci są odważniejsze i lepiej poradzą sobie z niebezpieczeństwem, będą miały ciekawsze dzieciństwo, a ty spokojniejsze życie.

Zjeżdżalnia uczy dzieci odwagi i rozwija pewność siebie.

Dziecko wychodząc po schodkach na górę, pokonuje różne lęki.
Rozwija poczucie równowagi i koordynację ruchową. Stojąc na szczycie zjeżdżalni, czuje się większe i silniejsze, widzi cały teren.
Patrzy z góry na opiekunów, czuje wtedy dumę. Jest to dla niego pierwsza nagroda.
Jeśli widzi aprobatę u opiekuna, cieszy się jeszcze bardziej. Widząc natomiast strach, traci pewność siebie.
Dziecko będzie się wahać czy zjechać, ale to ono podejmuje największe ryzyko i powinno samo podjąć tę decyzję.
Wspierajmy je, obserwujmy i cieszmy się z sukcesu. Pomaganie mu i namawianie zaburza samoocenę ryzyka.
Jeśli się dziecko boi, to ma ku temu powody, jeśli samo nie może wyjść na zjeżdżalnię, to też nie powinno z niej zjeżdżać.
Wsadzając dziecko na zjeżdżalnie i asekurując, odbieramy mu coś bardzo ważnego, dumę z samodzielnego pokonania trudności.
Dzieci rywalizują między sobą i popisują się, pozwólmy im na to. Po paru zjazdach satysfakcja maleje i zaczyna się nuda.
Zaczyna się kombinacja, wchodzenie po ślizgu pod prąd, spuszczanie zabawek. Zjeżdża głową w dół na kuckach albo w dwójkę.
I to jest bardzo rozwijające dla dziecka. Postarajmy się przełamać te lęki i pozwólmy im na swobodną zabawę.
Jeśli nabiją sobie guza albo będą mieć siniaki, nauczą się więcej o bezpieczeństwie, drobny ból jest dobrym nauczycielem.
Rodzice często ograniczają dzieciom swobodę zabawy, zabraniają wszystkiego, co niebezpieczne.
Podcinają dzieciom skrzydła i myślą za nich. Dziecko robi się potulne i traci wiarę w siebie, ma słabszy kontakt z rówieśnikami i wolniej się rozwija.
Ślepo ufa dorosłym, podporządkowuje się łatwo, przestaje myśleć i staje się kolejnym trybikiem.
W dorosłym życiu gorzej też sobie radzi, zaczyna pracować, zamiast zaryzykować i robić to, co lubi.
Brak pewności siebie utrudnia życie towarzyskie i kontakty międzyludzkie.
Zwykle matki są bardziej przewrażliwione i opiekuńcze, taka jest ich natura.
Ojcowie natomiast konkretnie psują zabawę przez niecierpliwość i chęć pomocy.
Najlepiej jest, jak dzieci na placu zabaw same się bawią w bezpiecznej odległości od rodziców.
Rodzice niech sobie odpoczną i zajmą się sobą. Potrzebują dużo siły, bo w domu to oni stają się placem zabaw i workiem treningowym.

Budowa zjeżdżalni i szkodliwe „zabezpieczenia”

Zjeżdżalnia to świetna zabawka, którą ciężko zastąpić czymś innym i warto, aby znalazła się na dużym placu zabaw dla większej grupy dzieci.
Przydomowy plac zabaw może się bez niej obejść i te pieniądze można lepiej wykorzystać. Zimą można z dzieckiem zrobić lodową zjeżdżalnię ze śniegu.

Barierki zwykle są bez sensu

Podstawowy problem z barierką jest taki, że dzieci wychodzą na barierki i na nich stają.
Niskie barierki są jeszcze bardziej niebezpieczne, bo dziecko może się o nie potknąć albo być wypchnięte i wtedy źle upada.
Istnieje też ryzyko zaklinowania. Jeśli jest taka potrzeba to lepiej zrobić barierkę zabudowaną. Jeśli dziecko gdzieś może wejść, to prawdopodobnie tam wejdzie mimo zakazów, kiedy nie będziemy patrzeć.
Chyba że wyciągnie wnioski z wcześniejszych doświadczeń i wtedy nie będziemy musieli mu nawet zabraniać, jest to komfortowa sytuacja.
Przy tych wysokościach, jakie ja stosuję, zabezpieczenia ślizgu nie wydają się konieczne, ale norma to norma i robię miękkie linowe barierki, które się przekłada nad głową.
Ma to zapobiec przypadkowemu wypchnięciu przez inne dziecko, rówieśnicy i starsi często właśnie tak pomagają nowicjuszom w podjęciu decyzji o zjeździe.
Barierki dają złudne poczucie bezpieczeństwa. Brak zabezpieczeń wymusza na dziecku ostrożność i skupienie. Bez barierek ma też więcej różnych dróg wejścia i wyjścia, co urozmaica zabawę.

Wysokie place zabaw to skarbonka bez dna.

Producenci dobrze o tym wiedzą i robią duże place zabaw, które nie spełniają później norm.
Aby były z nimi zgodne trzeba wybetonować teren, dać gumowe maty, powiększyć przestrzenie i kupić dużo dodatków.
Mówią, że plac zabaw spełnia normy, jest to jednak manipulacja, gdyż normy wystawia się na zamontowany plac zabaw.
Jeśli przykładowo jest za mała strefa bezpieczna wkoło zjeżdżalni, to nie spełnia on norm. Jeśli zjeżdżalnia nie ma regularnego przeglądu, też przestaje spełniać normy.
Model biznesowy jest taki, sprzedaje się taniej dużą zjeżdżalnię. Po zakupie okazuję się, że jest to niebezpieczne i dla spokoju montuje się „bezpieczną nawierzchnię”.
Polecam więc mniejsze ślizgi ustawione na wysokości jednego metra. Z takiej zabawki dziecko może bezpiecznie spaść na glebę i ma super zabawę.

Tak zwane bezpieczne nawierzchnie to wielkie nieporozumienie

Zamontowanie takiej nawierzchni jest potwornie drogie i trzeba ją co parę lat wymieniać i utylizować zanieczyszczając środowisko.
Dziecko upadając z dużej wysokości, spada na miękką matę, uczy się, że jakkolwiek nie spadnie, to zawsze miękko wyląduje.
Zaburza to jego poczucie bezpieczeństwa. Wychodząc poza teren placu zabaw, może skoczyć z tej samej wysokości na beton, który wygląda podobnie i wtedy już zrobi sobie krzywdę.
Dużo lepszy jest piasek albo żwirek. Takie podłoże wygląda ładnie i bezpieczeństwo jest większe.

Drabinka i schody.

Wszelkie ułatwienia w wychodzeniu mogą być szkodliwe.
Drabinki zwiększają bezpieczeństwo, bo filtrują dzieci, można tak zaprojektować pierwszy stopień, że na górę wejdzie tylko dziecko w odpowiednim rozwoju psychomotorycznym.
Czasem opiekunowie się boją i chcą pomóc, podkładają np. jakiś pieniek albo podsypują ziemią.
Jest to niekorzystne, gdyż obsypując drewniany plac zabaw, powodują jego gnicie.
Podkładając pieniek, narażają na dodatkowe obrażenia dziecko, które upadnie.
Taka podpora może też być niestabilna i powodować urazy nóg.

Ślizg i strefa upadku.

Tu też można przedobrzyć, np. dosypując za dużo piasku żwirku, ze strachu przed upadkiem.
Dziecko ma się nauczyć spadać bezpiecznie na nogi i utrzymać równowagę, więc upadek na tyłek nie powinien być zbyt komfortowy.
Dlatego też robię wyższy próg wybijający. Podsypanie dużej ilości piasku zmienia wysokość i utrudnia dziecku prawidłowe spadanie.
Budując zjeżdżalnie, trzeba zostawić w koło dużo miejsca tak, aby dziecko miało przestrzeń na bieganie i skakanie.
Polecam metalowe ślizgi, gdyż plastikowe się elektryzują i są szkodliwe. Nie tylko fizycznie, ale tez psychicznie.
Są tandetnie wykonane, szybko się niszczą i mają brzydkie kolory.
Dziecko się do nich przyzwyczaja i osłabia swoją wrażliwość na subtelniejsze barwy.
Później wybierają plastikowe jedzenie i plastikowe życie.
Mają natomiast jedną zaletę nad metalowymi, nie nagrzewają się tak bardzo.
Wystarczy jednak ustawić zjeżdżalnie tak, aby słońce, jak najmniej na nią padało.

Podsumowanie

Mam nadzieje, że jasno napisałem o problemach związanych z bezpieczeństwem.
Chciałbym na placach zabaw spotykać odważnych rodziców i szalone dzieci.
Straszne by to było, jakby dzieci bawiły się w kaskach i ochraniaczach izolujących je od otoczenia.
Zabezpieczenia te czasem są bardzo przydatne, ale też mogą powodować dodatkowe obrażenia.
Sznurki mogą się zaplatać, dziecko nie usłyszy zagrożenia, nie poczuje też ruchu powietrza.
Czując się pewniej, będzie też bardziej ryzykować niż zwykle.
Czasem widuję dzieci z opiekunami w kaskach i ochraniaczach, jakby tego było mało, to dzieci mają jeszcze kółka boczne i kijek do prowadzenia.
Dla „dobra” dziecka kółka są niżej i blokują przechył. Efekt jest taki, że dziecko przy nagłym skręcie się wywraca, bo to kółko mu przeszkadza w pochyleniu.
Bez ich pomocy szybciej by się nauczyło trzymać równowagę.
Jazda na rowerze jest bardzo trudna przy małych prędkościach, rower się przewraca i ciężko utrzymać równowagę, ale wystarczy szybciej pojechać i można puścić kierownicę.
Pozwólmy więc dzieciom się rozpędzić i szaleć, nie hamujmy ich swoim strachem.
Jeśli podobał Ci się ten artykuł, może zainteresuję cię też poprzedni tekst o piaskownicach, który znajdziesz tu: https://112358.org/pl/content/kupa-piasku-czy-piaskownica Place zabaw robiłem z moim ojcem Jackiem Szczotką. Są to moje opinie i przemyślenia wynikające z moich doświadczeń, obserwacji dzieci i rozmów z opiekunami.

Żarłoczek zabawka i film

Żarłoczek ręcznie robiony drewniany pies na smyczy. Idealny do chodzenia tyłem.
Film nakręciłem w Krakowie i zmontowałem z muzyką Mareczka.
Reżyseria Barnaba Wójtowicz-Szczotka Muzyka "Mobis beta "Mike Skrobiś Występują Olaf,Zosia,Lila

Kupa piasku czy piaskownica?

Piaskownica wygląda na prostą zabawkę, parę desek i piasek.
To tylko pozory, gdyż jest to jeden z najbardziej skomplikowanych elementów placu zabaw.
Aby zrobić dobrze piaskownicę trzeba się solidnie natrudzić.
Zaczynając budowę piaskownicy dobrze jest sobie zdać sprawę z jakimi problemami mamy do czynienia. Napisałem parę słów o piaskownicach i zdjęcie zrealizowanych projektów.

Czy dziecko tak naprawdę potrzebuje piaskownicę?

Dziecko potrzebuje piasek i zabawę w nim, piaskownica jest dla dorosłych, żeby ten piasek nie rozniósł się po całym ogrodzie.
Osobiście nie mam piaskownicy mam natomiast kupę piasku, w której dzieci się bawią.
Blisko pracowni jest piaszczysta plaża, gdzie dzieci kopią skarby, jest też miejsce do ćwiczenia akrobacji.
Właścicielom przedszkoli też odradzam piaskownice ze względu na biurokracje i problemy techniczne.
Są inne ciekawe rozwiązania można na przykład cały plac zabaw obsypać piaskiem, wtedy pasiek jest traktowany jako podłoże i obowiązują inne normy.
Ilość piasku jest tak duża, że zwierzęta nie są go w stanie mocno zanieczyścić.

Wilgoć i zmienna temperatura.

Po pierwsze zmienne czynniki zewnętrzne, piasek namaka i schnie, nagrzewając się do wysokich temperatur.
W związku z tym drewno jest bardzo narażone na gnicie, pękanie i pęcznienie.
Przy kontakcie z ziemią dobrze jest użyć drewna bardzo odpornego np. robinia akacjowa, z tańszych gatunków świetnie nada się też modrzew. Jak ktoś ma za dużo pieniędzy to najlepszy będzie teak. Piaskownice stawiam na drewnianych klockach, które podnoszą ją nad ziemie i zapewniają przewiew. Zwykle robię piaskownice z drewnianym dnem, na dno daję mocne odporne deski.
Między deskami zostawia się szpary, aby pęczniejąc nie zepsuły się z powodu ścisku.
Dzięki szparom woda swobodnie wypływa z piasku i szybciej schnie.
Piaskownicę warto postawić w zacienionym miejscu tak, aby dzieci mogły się tez bawić w słoneczne dni.
Jednak stawianie piaskownicy pod drzewem liściastym nie jest najlepszym pomysłem. Liście opadają i brudzą piasek.

Zwierzęta i piasek

Kolejnym problemem są zwierzęta, które bardzo lubią zostawiać niespodzianki w piasku.
Przodują w tym koty i psy, jeśli nie mają innego dobrego miejsca, traktują piaskownicę jako kuwetę.
Główny Inspektor Sanitarny zaleca wymianę piasku dwa razy w roku
(zalecenia Głównego Inspektora Sanitarnego z dnia 05.05.2009 r. GIS-BI-074-68-1/J0/09)
dlatego też lepiej wybrać małą piaskownicę łatwiej jest wtedy wymienić piasek, dzięki temu też częściej się to robi.
Zaleca się też budować zamykane piaskownice, choć nie jest to wymagane przez normy.
Odradzam foliowe zakrycia, utrudniają wentylację piasku, który się nagrzewa, dzięki czemu bakterie i grzyby szybciej się rozmnażają.
Certyfikowany piasek jest drogi i nie jest wymagany przez normy. Lepiej kupić tańszy i częściej go wymieniać.
Lepszy jest piasek kopalniany płukany bez drobnych pyłów i iłów.
Piasek warto sprawdzić, gdyż są różne jego rodzaje i nie każdy tak samo dobrze się lepi.
Można też użyć kolorowego piasku, jednak jest on dużo droższy.
Ciekawostka: Światło słoneczne zawiera promieniowanie UV, które działa antybakteryjnie.
Dzieci przekopując piasek, poprawiają jego czystość. Im piasek jest jaśniejszy, tym więcej światła odbija i efekt jest lepszy.

Rodzice też są problemem.

Przeszkadzają dzieciom w zabawie, więc dobrze jest zrobić dla nich ławeczki w takiej odległości,
żeby dzieci były bezpieczne od nadmiernej kontroli, a rodzice mogli je spokojnie obserwować i zareagować w razie potrzeby.

Piasek ma dużo zalet.

Dzieciaki w piaskownicy budują zamki, lepią babki, wykopują i zakopują skarby.
Nawiązują przyjaźnie i znajomości. Dzieci o innej wrażliwości szybciej się rozwijają, korzystając z piaskownicy.
Piaskownice bardzo są polecane w terapii dzieci niewidomych i niedowidzących.
To dobra rozwijająca zabawa. Jest to też bezpieczna zabawa, zagrożenia dla dzieci w piaskownicy są głównie biologiczne, istnieje też niewielkie ryzyko przytrzaśnięcia palców przez klapy.
Czasem dochodzi do rękoczynów, drobnych utarczek i konfliktów. Jest to jednak bardzo przydatne i rozwija cechy społeczne u naszych pociech.

Jaką wybrać piaskownicę?

Mała zamykana piaskownica ma najwięcej zalet, łatwiej będzie ci ją utrzymać w czystości.
Zwróć uwagę na to, aby był luz na zawiasach, po zabawie zostaje piasek i klapa się nie domyka, przez co szybko się psuje.
Dobrze też jest, jak klapy są blokowane, zabezpieczy to dzieci przed przytrzaśnięciem sobie palców.
Piaskownica powinna też być dobrze wykończona, bez drzazg, gładka i bezpieczna.
Dobrze jak deski są łączone bezpiecznymi śrubami, a najlepiej jak tych śrub nie widać.
O plastikowych „piaskownicach” nie piszę szkoda mi czasu, każdy chyba widzi, jakie są tandetne i szkodliwe.
Lepiej wykopać dziurę obłożyć ją belkami drewnianymi i wsypać tam piasek.

Subskrybuj