Strach na wróble

Zdjęcia okolicznych strachów na wróble.
Dawniej był to częsty widok, teraz jest ich bardzo mało. Ptaków i wróbli też jakoś mniej.
A może mniej się uprawia, w mojej okolicy głównie są łąki, rzepak i kukurydza.
Zastanawia mnie tez, jaki sens ma straszenie ptaków na polu ziemniaków.
Przecież głównymi pożeraczami ziemniaków jest stonką, którą ptaki zjadają.
Nie wyglądają te strachy na skuteczne, ale ładnie urozmaicają krajobraz.

Mam zaprzyjaźnione stado wróbli, lubię je obserwować, posadziłem dla nich zboża, na których się rano bujają, mają też wodopój z kamieni.
Myślałem o zrobieniu stracha a właściwie wabika na wróble miałby w dłoniach ziarna wodę i oswajał wróble.
Podobno mają słabe serce i długo latać nie mogą jak się wystraszą.
Jeśli się je oswoi, będą może spokojniejsze.

Namiotniki w akcji, piękne pajęczyny i prawdziwe szkodniki.

Widok niesamowity i dla wielu osób może być przerażający co widać po nagłówkach artykułów.

„Morderca drzew złapany na gorącym uczynku”.
„Namiotniki wystraszyły mieszkańców Gdańska i Gdyni”.

## Sposoby walki z nimi są drastyczne:

„Niestety, jego liczne gąsienice intensywnie żerują na liściach. Nie ma innego sposobu, jak tylko wycinka zaatakowanych krzewów i wywiezienie ich z terenu miasta-tłumaczy Maria Jaźwińska z Zarządu Dróg i Zieleni w Gdańsku”.
https://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Namiotniki-wystraszyly-mieszkancow…

„Szkodnik pojawił się na drzewach koło placu zabaw. Gąsienice wyjadają liście do gołych pędów i zostawiają po sobie jasny puch. - Nie wygląda to dobrze, przyznała Ewa Ogińska-Woźniak z Zarządu Dróg i Zieleni. Jak mówią fachowcy, krzaków nie można opryskać z powodu pobliskiego ujęcia wody. Pozostaje wycinka, a ta rozpocznie się w czwartek rano”
https://radiogdansk.pl/wiadomosci/item/25629-po-trzech-latach-powrocil-…

## I kto tu jest szkodnikiem?

Namiotniki żerują na określonych drzewach, jest namiotnik trzmielinowy, namiotnik czeremchowy i namiotnik jabłoniowy.
Nie ma więc ryzyka, że zaatakują wszystkie drzewa w okolicy, o ile nie jest to jakaś masowa hodowla.
Dlatego tak ważna jest różnorodność, aby się dobrze bronić przed różnymi atakami.

Drzewa i krzewy w pajęczynie wyglądają pięknie, ale nie każdemu może się to podobać, są ludzie, którzy preferują beton i równe trawniki dla nich to musi być koszmar.
Mnie też zaatakowały jeden krzew, cieszyłem jak dziecko, ale ja mam dużą bioróżnorodność i coś je wyjadło od zewnątrz albo od środka co też jest dla mnie satysfakcjonujące.

Obserwowałem je parę razy, ogałacają drzewo z liści, przepoczwarzają się i odlatują, a drzewo wypuszcza nowe liście i rośnie dalej.
Nowe liście są mniejsze, co samo w sobie wygląda ciekawie, przecież tak się zmniejsza drzewkom liścia na bonsai.

Ludzie w panice wolą jednak zatruć albo wyciąć. Pewnie ich tak w szkole uczyli, że jak szkodnik to zabić i zasadzić nowe drzewo. ;/ Oczywiście ekonomicznie dla nich to jest lepsze, bo mają więcej pracy.
Wcale to nie zmniejszy kolejnych ataków. Namiotnik falami atakuje co parę lat, wynika to z tego, że jak jest ich za dużo, to głodują i nie mogą się w pełni wykształcić. Co jakiś czas dziesiątkują ich też mrozy.

Może to ludzie są szkodnikami i warto im zburzyć domy, żeby nie szkodzili. Owady zjadają tylko liście, a ludzie wycinają całe drzewo.

## Co zrobić z namiotnikami?

Oczywiście pokochać:D obserwować i cieszyć się pięknym dzikim widokiem.
Drzewa i krzewy to zespól organizmów: rośliny grzyby porosty owady ptaki wszystko razem tworzy piękno. Rozdzielanie ich na siłę zaburza ich rozwój i powoduję, że mamy więcej problemów.

Można też zrobić tablice informacyjne w miejscach publicznych. Ludzie zamykają zwierzęta w Zoo, żeby je oglądać a z naturalnych środowisk wypędzają.
Wystarczy napisać, że owady są niegroźne dla ludzi, jak się przepoczwarzą to odlecą, a drzewo dalej będzie piękne.

Jest też tak, że przyrost drapieżników jest wolniejszy niż przyrost ofiar. Więc jeśli chcemy, aby rozwinęły się owady i ptaki walczące z nimi, to wystarczy poczekać i ich nie truć.
Warto zapewnić im też kryjówki, zostawiając dzikie miejsca.

Jeśli bardzo nam przeszkadzają, to korzystniej jest poniszczyć im oploty ręcznie niż je truć.
Drapieżniki i pasożyty będą miały wtedy szanse się do nich dobrać i rozwinąć, a nie umrą zatrute.

Zdjęcia namiotników zrobiłem w mojej okolicy przy drodze. U nas nie wycinają drzew, na szczęście mają za mało pieniędzy na „pielęgnacje zieleni”.
Wyglądają mi na larwy Namiotnika Trzmieliniaczka ale głowy za to nie dam, gdyż cała przemiana była bardzo i przegapiłem moment przepoczwarzenia i nie mam zdjęć dorosłej formy.

Pierwsze zdjęcia robiłem 13 maja ale myślę że oploty zaczęły się pod koniec kwietnia.

Nowe liście na zdjęciach to 9 czerwca

Kwiaty bzu na wino i syrop.

Chodzi o czarny bez ten dziki. Teraz kwitnie w mojej okolicy, ma bardzo małe kwiatuszki, zebrane w duże kwiatostany.
Wino wychodzi mi słodkie i aromatyczne a kwiaty są takie drobne i piękne, że zawsze część z nich zostawiam w winie.
Tak jak przy innych winach, polecam małe dymiony, żeby szybko zrobić i sprawnie.
Mieć mniej pracy a więcej przyjemności.

Na 5 litrów potrzeba
2,5 litra kwiatów
1 kg cukru
3 litry wody
2 cytryny ze skórkami (cytrynki pomagają w fermentacji)
Wino pewnie samo ruszy, ale dobre drożdże z innego wina lub kupione i wyhodowane pozwolą otrzymać mocniejszy alkohol.

Podane ilości są orientacyjne, cukru można dodać więcej, wtedy wino będzie słodsze.
Kwiaty zbiera się łatwo, nie trzeba żadnych do tego przyrządów. Podobnie jak z innymi kwiatami na wino, zbieramy je z dala od zanieczyszczeń.
Kwiatów nie płuczemy, bo szkoda pyłku kwiatowego, z którego między innymi wino powstaje.
Z jednego krzaka zbierajmy około 20% albo mniej wtedy roślina nie ucierpi tak bardzo i wytworzy mocniejsze owoce, z których też robi się wino.
Bez jest bardzo ciekawą rośliną cenioną dawniej przez ludzi i szanowaną. Tradycyjnie rośnie na rogach domów i je ochrania.
Myślałem, że specjalnie je ludzie sadzili do czasu aż wyrosły mi takie na rogach pracowni.
Widać lubi, rosnąc na skraju przy ścianie, a może ptaki lubią je tam rozsiewać. Wciąż to dla mnie jest zagadką.

Przygotowanie wina trwa chwilę, więc zachęcam do spaceru po kwiaty, o ile jeszcze nie przekwitły i nie opadły.
Kwiaty trzymamy chwile rozłożone na płaskim, aby wyszły z nich owady.
Kwiatami obranymi z łodyżek napełniamy dymion i zalewamy dobrą wodą z rozpuszczonym cukrem, dodajemy umyte i pokrojone cytryny i ewentualnie drożdże winne rozmnożone wcześniej.
Resztę, która została, dobrze jest zasypać cukrem i zrobić syrop.
Jest to smaczny i piękny dodatek do różnych napojów i deserów, te małe kwiatuszki bardzo działają na zmysły i wyobraźnię od razu wszystko lepiej smakuje.

Wino jak przestanie fermentować, trzeba zlać znad osadu martwych drożdży, można dosypać trochę cukru i odstawić do dalszej fermentacji i dojrzewania.
Życzę miłych chwil w obcowaniu z tą rośliną i jej smakiem.

Jako ciekawostkę dodam na koniec, że z bzu robiono proste flety, ich łodygi mają w środku gąbkę, którą łatwo wyciągnąć i nie trzeba nic wiercić, aby mieć rurkę.

Siatka z patyków

Siatki to plecione elementy z różnych materiałów pierwsze siatki były pewnie z patyków i innych fragmentów roślin. Rozmawiałem z kolegą o wiklinie i powiedział mi, że umie grodzić, że tak nazywa się plecenie wikliny w tej okolicy. Wołowice pod Krakowem to było zagłębie wiklinowe, w co drugim domu ludzie pletli z wikliny. Teraz już mniej ludzi robi z wikliny, ale wciąż widać przy domach stosy suszonej wikliny. Grodzenie wikliną i odgradzanie się nią było chyba pierwszym jej zastosowaniem, wydaje mi się, że dopiero później ludzie zaczęli pleść koszyki. Inne rzeczy z wikliny trudniej się robi i wymagają większej obróbki drewna. Myślę, że najpierw grodzili, aby ochronić roślin i zwierzęta przed różnymi zagrożeniami. Postanowiłem też skorzystać z tego rozwiązania i ochraniać świeżo przesadzone warzywa i zioła.

Rośliny po przesadzeniu są bardzo słabe i potrzebują ochrony przed: słońcem, wiatrem, gwałtownym deszczem, gradem kurami albo ludźmi. Można przykryć luźnymi patykami, ale ciężko je później wyciągnąć jak zarosną, mogą też utrudniać wzrost roślinom. Po przesadzeniu rośliny opadają i po kilku dniach wstają, dobrze więc taką siatkę umieścić wyżej nad roślinami.

Siatkę zrobiłem z brzozowych patyków i wikliny.
Brzozowe patyki już miałem, niestety trochę podeschły i nie wyginały się tak dobrze. Wiklinę ściąłem świeżą i była bardzo elastyczna.
Wycinałem ją sierpem z ząbkami, tak najwygodniej się ją tnie. Brzozowe patyki obrobiłem i skróciłem tą oto siekierką z krótkim rymem Desartka, który pomaga mi czasem w pracowni.

Początek był prosty i regularny patyki, były grube i szybko cała konstrukcja stała się sztywna.
Na tym można by skończyć, powiązać końce i mieć materiał na płotek wystarczy przymocować do słupków i zasadzić pnące rośliny.
To jest niesamowite, jak taka prosta konstrukcja wzmacnia się nawzajem i usztywnia.
Pojedynczy patyk nie wytrzymałby dużego obciążenia, a po zapleceniu spokojnie można by na tym leżeć. Siatkę robiłem na około 170 cm, nie mierzyłem, tylko przycinałem patyki na wysokości wzroku. To wygodne rozwiązanie wiele zwierząt je stosuję ja podpatrzyłem je u bobrów które małe kawałki tną na swój wymiar, macając pewnie koniec ogonem.

Potrzebowałem gęstszą siatkę, do uzupełnienia najodpowiedniejsza wydała mi się wiklina. Całkiem sprawnie udało mi się ją wpleść, choć bywały problemy i w jednym przypadku zdarła się kora, a parę patyków się nadłamało. Wdarł się też chaos, który tak bardzo lubię. Szczypta chaosu zawsze pomaga mi w dopasowaniu elementów do siebie.
Po tym etapie miałem już bardzo mocną konstrukcję, ale potrzebowałem jeszcze czegoś do rozbijania deszczu i zacieniania. Wplotłem więc cienkie końcówki brzozowe, które rozwidlają się na wiele kawałków i które można wiązać jak sznurki.

O ile środek był bardzo wytrzymały, to siatka na końcach traciła swoja moc postanowiłem więc obwiązać rogi sznurkiem.
Gotową siatkę postawiłem na mojej podwyższonej grządce.

Siatki są bardzo przydatne w budowaniu ogrodzeń, ale osobiście za nimi nie przepadam, przeszkadza mi ich regularność. Zasłaniają mi widok, a zwierzęta nie mogą swobodnie wędrować. Ludzie czasem się tak ogrodzą, że wyglądają jak w zoo albo w więzieniu. Chronią się przed innymi czy innych przed sobą. Siatka i płoty to cena strachu albo potrzeby prywatności.

Rękodzieło w letnią pogodę teoria i praktyka.

Artykuł napisałem na konkurs #tematygodnia na platformie www.steemit.com

Słońce i wiosna skłaniają mnie do wczesnego wstawania. Słońce prosto w oczy i ptaki swym śpiewem obudziły mnie przed piątą. Poczułem wiosnę i postanowiłem od razu iść na spacer na pobliską plażę. Chciałem spotkać ptaki, które widziałem dzień wcześniej i porobić im zdjęcia.
Ptaków było mało, ale zobaczyłem za to bobra siedzącego na plaży tak mnie zaskoczył że zrobiłem mu zdjęcie dopiero jak wskoczył do wody i całkiem blisko pływał. Wyglądało to jak zabawa pływał w kółko obserwował mnie i najwyraźniej dobrze się bawił. Poszedłem dalej brzegiem i zobaczyłem ślady na piasku. Była to droga, która bóbr ciągnie drzewa do Wisły. Od wielu lat bobry chcą ją bezskutecznie zatamować widzę jak ścinają pobliskie wierzby i znoszą patyki. Praca bobra zainspirowała mnie do zrobienia czegoś z wikliny i opisania tego w tematach tygodnia.

Wróciłem do domu pokopałem w ogródku a jak już się zrobiło bardzo ciepło poszedłem spać. Po południu znów poszedłem na plażę tym razem z sierpem do ścinania wikliny.
Młode wierzby, które same się zasiały to wiklina. Są mocne i elastyczne, trudno je wyrwać, ale sierpem z ząbkami szybko i przyjemnie się ścina.
Pora jest późna na zbiory wikliny, ale jeszcze się nadaję do szybkiego obrobienia. Zebrałem całą wiązkę wikliny i parę patyków równo przyciętych i okorowanych przez bobry.
Zachęciłem też @smilegirl do wzięcia udziału w konkursie i szybko zrobiła sobie strój z kolorowych kwiatów. Strój bardzo ładny i można go tu zobaczyć.

W tym czasie obmyśliłem plan działania i postanowiłem zrobić płaską tacę albo torebkę. Wiklina dokonała wyboru za mnie była za mało elastyczna i jedyne co mogłem zrobić z niej to tace. Wiklinę oczyściłem nożem z kory, która bardzo dobrze schodzi. Wiem, że sąsiedzi moczą albo gotują wiklinę przed okorowaniem i korę ściągają przeciągając między ostrymi kawałkami materiału. Robią to dużo szybciej niż ja, ale mi się nie spieszyło.

Na drugi dzień pojechałem na targ wcześnie rano i kupiłem rośliny do zasadzenia,
trzeba było je szybko zasadzić i podlać przy takiej słonecznej pogodzie nie dało się czekać.
Ale i tak myślałem, że zdążę zrobić i napisać artykuł do wieczora sporo czasu a robienie z wikliny jest przyjemne. Córka chciała coś upiec w piecu chlebowym więc pomagałem jej robić ciasto, rozmawialiśmy śmialiśmy się i robiliśmy zdjęcia. Patrycja w tym czasie postanowiła też coś szybko zrobić z wikliny i wybrała zrobienie torebki, którą możecie zobaczyć tu.

Drastycznie zmniejszały się szanse na dokończenie czegokolwiek i napisanie postu na tematy tygodnia. Dziewczyny zgłodniały, zapaliłem w piecu i przygotowałem zawijane placki z z ziołami i warzywami. W trakcie pieczenia robiłem im zdjęcia i pospieszałem je, bo słońce powoli zachodziło a miało być letnią pogodę. Lilka zrobiła serce przyjaźni i poszła spać a ja pozamykałem kury podlałem rośliny i poszedłem do sklepu po wino, żeby uczcić ten dobry dzień. Po drodze przemyślałem sobie i postanowiłem napisać krótki tekst, o tym, jak wygląda rękodzieło w letni słoneczny dzień.

Pije teraz wino, zagryzam plackiem, który upiekłem z córką i przeglądam zdjęcia do tego postu.
Projekt dokończę później i opisze go lepiej. A teraz cieszę się udanym dniem.

Tak to jest, wszystko idzie wolno i jakoś się udaje.
Zobaczcie co zrobiła Patrycja i Lilka, zagłosujcie na nie, bo się bardzo napracowały cały dzień siedziały na słońcu i plotły.

Dzikie lampy z wikliny i suchych roślin

Teraz jest dobra pora, żeby zrobić takie szybkie lampy.
Patyki wiklinowe już są odpowiednio wilgotne, można je dowolnie zawijać i nie pękają.
Zostały jeszcze jakieś suche badyle i trawy, po które zimie tez można wpleść w konstrukcję lampy.
Z sufitu zwisają mi oprawy żarówkowe i żarówki ledowe, które się nie nagrzewają i nie ma ryzyka, że coś się zapali.
W kulach robiłem palcami dziurę i nakładałem na żarówkę , gałązki są na tyle elastyczne, że od razu powracają do poprzedniego kształtu.
Kule wiklinowe można samemu zrobić albo tanio kupić w wielu miejscach.
Ja z lenistwa użyłem gotowych, które zostały mi po jednym placu zabaw.
Wiklinę łatwo można zdobyć, wystarczy wiedzieć, że są to młode pędy wierzby, wierzby rosną w wilgotnych miejscach i najłatwiej je znaleźć nad jakąś rzeką.
Można ściąć jednoroczne samosiejki lub powycinać pędy z drzew.
Wiklinę bardzo łatwo się sadzi i hoduje, wystarczy pociąć kawałki wierzbowych patyków na 20-30 cm i wbić do wilgotnej ziemi. Bardzo łatwo się ukorzeniają i szybko rosną.
Po dwóch latach mamy już długie pędy, które można ściąć albo zaplatać na żywca i stworzyć płot tunel, albo altankę
Teraz jeszcze dobra pora i można sadzić wiklinę akurat pogoda jest deszczowa i nie trzeba podlewać. W maju bywa za sucho i wiele z nich może się nie przyjąć
Z wikliny można sobie zaplatać płot tunel albo posadzić altankę.
Można też użyć patyków z innych drzew np. leszczyny albo z drzew owocowych tak zwane wilki, które się wycina na wiosnę ważne, żeby były świeże (suche patyki pękają i nie są takie elastyczne).
Wikliny i lamp nie trzeba malować, a jak coś się zepsuje to można dodać nowe gałązki.
Lampy robi się bardzo szybko, mniej niż godzinę jedną zależy jak się wydziwia i kombinuje.
Lampy ze zdjęć robiłem razem z Julką i wiszą w mojej pracowni.

Mglisty poranek na wałach

Mgły o 6 rano spacer po wałach we mgle jest jak podróż w chmurach.
Latające sarny jeszcze bardziej podkręciły klimat.

Wiosna i jedzenie skrzypu

Teraz właśnie jest sezon pędy zarodnikowe skrzypu.
Zbieramy skrzyp polny ten najmniejszy i z pojedynczym pędem takie, które nie są wysuszone i w dotyku soczyste.
Po oczyszczeniu obgotowujemy go chwilę we wrzącej wodzie, można też upiec na tłuszczu.
Na początek polecam bez przypraw i dodatków, żeby poczuć smak. Skrzyp dodaje do sałatek świetnie wygląda i ma ciekawą konsystencję.

W Japonii te pędy zwane są tsukushi i uważane za przysmak. ( https://pl.wikipedia.org/wiki/Skrzyp_polny )

Skrzyp jest ziołem leczniczym i zawiera dużo krzemu jest dobry na paznokcie i włosy.
Używa się go też do płukania włosów i w szamponach.
Na Podhalu końcówki zwane są szypułki lub sypułki i były dawniej spożywane na surowo, lub w zupach.
Informacje z książki Łukasza Łuczaja o dzikich roślinach jadalnych którą bardzo polecam i która można przeczytać całą na jego stronie:
http://lukaszluczaj.pl/dzikie-rosliny-jadalne-polski-pelny-tekst/

Skrzyp ma tez inne zastosowanie dzięki zawartości krzemu idealnie nadaje się do polerowania metalu i drewna.
Zwija się w dłoni pędy i nimi poleruje.

Uwaga!
Jest jeszcze skrzyp olbrzymi i skrzyp błotny, który zawiera szkodliwe substancje szczególnie dla bydła ma on inny wygląd jest rozgałęziony i rośnie w wilgotnych miejscach.

Wypalanie traw wołowice.

Dzień jak co dzień znów ktoś podpalił łąkę.
Kiedyś myślałem, że to przypadkowe podpalenia, ale jak zobaczyłem źródła ognia regularnie co 15 metrów zmieniłem zdanie.
Ktoś płynął łódką i podpalał wały albo szedł brzegiem.
W mojej okolicy codziennie słychać syreny i gdzieś się pali często zapalają się od tego budynki.
Zdjęcia z poprzedniego tygodnia od dziesiątej do 17 się paliło. Czuć było fale ciepła po drugiej stronie Wisły.
Giną ślimaki dżdżownice motyle i inne owady, ptaki i małe ssaki pewnie też.
Nie użyźnia to ziemi ani nie wybija tak zwanych "chwastów".
Ziemia się osusza giną małe organizmy a te które zostają nie są w stanie przetworzyć takiej ilości węgla i związać azotu.
Glina się wypala i wiąże w skorupę woda po niej spływa a nie penetruje ją wewnątrz.
Dżdżownic jest mało i nie ma kto rozdrabniać ziemi i i ziemia się wyjaławia.
Łąką się długo regeneruje po czymś takim.

Grasz w gre? Jeśli tak to właśnie przegrałaś/eś.

Grasz w Grę? Jeśli tak to właśnie przegrałaś/eś.
Przypomniałem sobie o niej patrząc na to zdjęcie i przegrałem o czym chcę was poinformować :D

Mówią, że każdy gra w grę jak o niej usłyszy.
To jest stara gra i dużo osób o niej wie.

Zasady są bardzo proste, gra polega na niemyśleniu o grze. Więc jeśli pomyślisz o grze, przegrywasz. A jeśli przegrasz powiedz to przynajmniej jednej osobie.

Prawie dwa lata się trzymałem to chyba sporo.