Kwiaty „akacji” w cieście naleśnikowym i degustacja innych kwiatów.

Majowe kwiaty są smaczne i bardzo uatrakcyjnią twoje posiłki. Opisze akacjowe placki i inne smaczne kwiatki, które pewnie jeszcze nie zagościły w twoim jadłospisie.

Robinia akacjowa, grochodrzew zwana błędnie „akacją” to jedno z moich ulubionych drzew, ma piękne drewno o niespotykanych cechach.
Teraz można zbierać kwiaty i tak jak to opisała zrobić wino ( https://steemit.com/polish/@bowess/wino-z-kwiatow-akacji-robinia-pseudo… ) lub zjeść w inny sposób.
Kwiaty są surowcem lekarskim, wspomagają trawienie, oczyszczają i wzmacniają.

Kwiaty w cieście naleśnikowym zbierałem i przygotowałem razem z Lilką.

Jeśli chcemy skosztować takich przysmaków.
Bierzemy papierową torbę albo jakiś koszyczek i idziemy na spacer, gdzie rosną młode akacje. Ważne, żeby to było z dala od samochodów i zanieczyszczeń.
Kwiatostany zbieramy całe, zbiera się je bardzo szybko i przyjemnie, można odcinać nożyczkami.
Rozkładamy je na czymś płaskim, aby wyszły robaczki.

Przygotowujemy ciasto naleśnikowe.
Ciasto naleśnikowe jest proste do zrobienia, ale są różne metody i przepisy.
Pewnie masz swój, ulubiony więc nie będę się rozpisywał. Jeśli nie znasz, to polecam poszukać w sieci i znaleźć swój ulubiony.

Całe kwiatostany chwytamy za łodyżkę i moczymy w cieście naleśnikowym, układamy je na rozgrzanej patelni tak, aby wystawały łodyżki.
Pieczemy z dwóch stron jak placki i czekamy, aż trochę ostygną.

Do ręki i do buzi
Chwytamy za łodyżkę i przytrzymujemy ciasto zębami i wyciągamy pustą łodyżkę.
To jest dużo szybsze niż obieranie kwiatostanów, przed robieniem placków.
Placki szybko znikały z talerza w trakcie pieczenia, tyle udało mi się ocalić do zdjęcia.

Jako dodatek do placków proponuje inne kwiaty, które można teraz zebrać.

Bowes polecała bratki fiołki i lilaki https://steemit.com/polish/@bowess/salatka-majowa-kwiatowo-szczawiowa, ja polecam jeszcze:

Kwiaty dzikiej róży, które pięknie wyglądają i dobrze smakują.
Smak białych kwiatów chrzanu jest dużo delikatniejszy i miło mnie zaskoczył.
Protestujcie też kwiaty warzyw. Warzywa mają drobne kwiaty, ale górują nad innymi roślinami i ładnie to wygląda.
Część roślin zostawiam dla zwierząt i zawsze coś zakwitnie.
Świetnie do tego nadają się rośliny zimujące takie jak jarmuż i brukiew.
Na drugi rok wydają smaczne żółte kwiaty. Jeśli się im pozwoli, to same się rozsieją.
Piękne i smaczne są też płatki rukoli, mają paseczki i subtelny kolor.
Rukola rośnie jak szalona, mi się przejadła i trzymam ją dla ozdoby bardziej.
Zbierałem też kuliste kwiatostany koniczyny na łące obok są słodkie.
Podobnie jak bez czarny, który też masowo kwitnie teraz i może być dobrym dodatkiem.
Moje kolejne odkrycie to słodko-kwaśny smak osłonek borówki amerykańskiej.
Zbierałem je z ziemi, bo opadają same po przekwitnięciu, można rozłożyć gazetę pod krzakiem, będzie łatwiej.

Wąchajcie kwiatki od góry
Smakujcie je i testujcie, szczególnie warto sprawdzić rośliny jadalnych i ziół.
Rozmawiałem z zielarzami i botanikami na temat toksyczności kwiatów i szukałem też informacji na ten temat, jest bardzo małe prawdopodobieństwa zatrucia.
Trujące są raczej nasiona i owoce i reszta rośliny potrzeba by też było ogromnych ilości.
Można być uczulonym na jakieś pyłki, ale to raczej traw i drzew.

Robinia akacjowa, o której pisałem teraz, też jest trująca dla zwierząt i może być szkodliwa dla ludzi w dużych ilościach, ale kwiaty są znanym przysmakiem i lekarstwem.
Tak samo Cis cały jest trujący, a (osnówki) nie stanowią zagrożenia.

Jednak unikam kwiatów konwalii, ozdobnych roślin cebulkowych, powojów i innych roślin uznanych za trujące.

Kawa zbożowa – przepis jak zrobić zamiast kupować

Powolne prażenie zboża i dodatków pozwala na zrobienie tego dobrego i zdrowego napoju.
Będąc mały, nie piłem kawy zbożowej, chciałem pić normalną kawę, a nie jakieś podróby dla dzieci. Teraz bardzo lubię i często pije, mieszam ją też pół na pół ze zwykłą kawą.
Lubię gorzki smak, rośliny hodowlane utraciły, gdyż ludzie preferują inne smaki, można też dodawać piołunu albo cykorii do potraw.

Kawę zbożową najczęściej robi się z żyta, orkiszu, i różnych dodatków.
Żyto bez dodatków hamujących wzrost ciężko mi kupić w okolicy, ale w sklepach spożywczych jest dużo różnych kasz, które świetnie się nadają do prażenia.
Zwykle robiłem tylko z kasz, ale teraz chciałem poeksperymentować i prażyć otręby z różnych zbóż.
Może i pomysł dobry, nie wiem, bo dodałem jeszcze zwykłe kasze i nie wszystko poszło zgodnie z planem.
Płatki się trochę za bardzo spaliły, mi to nie przeszkadza, węgiel lubię od dziecka do tego stopnia, że przysmakiem dla mnie były tabletki z węglem aktywnym kupowane w aptece.

Zapaliłem ognisko i przygotowałem żeliwny kociołek. Można też z powodzeniem kawę prażyć na patelni albo w jakimś garnku.
Polecam żeliwne naczynia, gdyż mają dużą bezwładność cieplną i ciężej coś przypalić, a to często mi się zdarza.
Dlatego też wole robić kawę na ognisku, większe szanse są, że jej przypilnuję.
Pomieszałem kaszę i płatki, dodałem też startą pestkę awokado, która podobnie jak owoc jest bardzo wartościowa.
Szkoda mi wyrzucać pestki sadzę je albo ścieram i dodaję do potraw. Liście awokado podobno też są bardzo zdrowe, dowiedziałem się o tym, kiedy wiosną wyniosłem drzewko na słońce i w nocy mi przemarzło.
Zebrałem liście, wysuszyłem i zrobiłem sobie herbatki. Awokado jest dobre i zdrowe, ale też bardzo drogie, może lepiej je zasadzić i zbierać listki.

Kolejny dodatek to starte buraki, które dodaje się do kawy i praży razem z nimi. Czasem dodaję też starty korzeń cykorii, którą sadzę, bo ładnie wygląda i ma gorzkie liście.
Podobno dodaje się też korzenie mniszka lekarskiego, zbiera się jesienią suszy ściera na tarce i praży. W tym roku posadziłem, arcydzięgiel litwor i sprawdzę jego korzenie, jak tylko urosną.
Z ziarnami też można pokombinować i dodać np. sezam albo siemię. Lubię mieszać różne rzeczy, mniej boję się interakcji niż przedawkowania jednej rzeczy.
Nasiona bywają szkodliwe i ciężkostrawne, trzeba mieć to na uwadze. Lata ewolucji tak wpłynęły na nie, że przechodzą przez układ trawienny lekko uszkodzone i lądują na ziemi w kupce wodnistego nawozu.
Prażenie zmniejsza ilość szkodliwych substancji, np. kwasu pruskiego, który jest w pestkach wiśni śliwek moreli i czereśni i zostają same dobre substancje.
Robi się też kawę z żołędzi, proces jej przygotowania jest jednak bardziej skomplikowany, trzeba je ługować przed prażeniem, opisze ten proces jesienią, jak nazbieram żołędzi.

Ziarna i dodatki prażymy na małym ogniu, powoli mieszając ciągle, aby równomiernie się nagrzewały i robiły brązowe, nie powinny się spalić, bo stracimy wtedy cenne substancje. Po uprażeniu ziarna i dodatki mielimy w młynku lub ugniatamy w moździerzu.
Ja dopiero przed parzeniem kawy ugniatam w moździerzu, wydaje mi się, że wtedy lepsza, pewnie jest to złudzenie, ale przyjemniej tak mi się robi kawę.
Można też dosypać przypraw: goździki, ziele angielskie, cynamon, kardamon albo inne, które lubimy. Zachęcam do eksperymentów i stworzenia własnej receptury.

Kawę parzymy tak jak zwykłą, zalewamy ją wrzątkiem, gotujemy w garnku, albo robimy w ekspresie do kawy. Kawa zbożowa bardziej pęcznieje przy parzeniu, dlatego też mniej się jej sypie i nie ugniata tak bardzo, parząc ciśnieniowo.

Można kupić kawy zbożowe w sklepie, te rozpuszczalne są takie sobie, smakują sztucznie, dużo lepsze wydają mi się sypane albo w torebkach.
Samodzielnie zrobiona jednak smakuje najlepiej i jest dużo tańsza.

Wybielająca pasta do zębów do której składniki masz pewnie w domu.

Przepis na pastę wybielającą do zębów, która można zrobić w domu z ogólnodostępnych składników.

Składniki:
Olej kokosowy, lniany albo inny roślinny
Soda spożywcza
Sól
Węgiel z apteki
Dodatki ziołowe.

## Olej
Podstawowym składnikiem jest olej kokosowy, który jest stały w temperaturze pokojowej i bardziej przypomina masło.
Roztapia się w temperaturze ponad 30°C. Olej ma substancje bakteriobójcze i dobrze wpływa na dziąsła.
Jest też świetnym medium do łączenia pozostałych składników, gdyż kryształki soli i sody nie rozpuszczają się w nim i dalej mają właściwości trące.
Zamiennie można użyć oleju lnianego, który bardzo dobrze wpływa na skórę i jest używany do płukania jamy ustnej.
## Sól, soda, węgiel
Soda świetnie czyści i mineralizuje dodatkowo. Podobnie działa sól, która jeszcze konserwuje pastę przez wiązanie wody i działanie bakteriobójcze.
Węgiel aktywny z apteki jest materiałem ściernym i świetnie pochłania różne substancje chemiczne. Ma porowatą strukturę, w której zamyka brudy. Jest mało reaktywny chemicznie, używa się go do filtrowania i przy różnych zatruciach.
## Zioła i dodatki
Można dodać też olejki eteryczne np. miętowy lub eukaliptusowy mają działanie bakteriobójcze i poprawiają smak, który nie jest najlepszy ze względu na sól i sodę.
Ja dodałem miażdżone liście eukaliptusa, tymianek (który tez jest bakteriobójczy) ziele angielskie i goździki. Czasem ludzie dodają też stevie, aby było bardziej słodkie albo Ksylitol.
Ksylitol to „cukier brzozowy” a dokładnie alkohol cukrowy działa przeciwpróchniczo, ale sposób jego otrzymywania jest daleki od naturalnych metod i jest dość drogi. Substancja ta jest też bardzo szkodliwa dla psów.
Informacje z wikipedi: https://pl.wikipedia.org/wiki/Ksylitol

Goździki to nie jest tylko dodatek smakowy, mają działanie przeciwbólowe na zęby i dziąsła. Wystarczy je rozgryźć i od razu czuje się mrowienie i znieczulenie miejscowe, które daje ulgę przy lekkich bólach.
Pastę robi się prosto, wystarczy wymieszać składniki a proporcje najlepiej ustalić samemu w zależności od potrzeb i upodobań.

## Mieszanie
Ja dałem po jednej łyżce soli i sody, dwie łyżki ziół 3 łyżki węgla i ponad sześć łyżek oleju dodawałem tyle, aby mieć dobrą do nakładania konsystencje.
Olej podgrzałem na słońcu i nim zalałem zioła i dodatki. Pasta jest raczej gęstą cieczą i dużo się jej nie nakłada.
Zioła wcześniej ugniotłem w moździerzu i przesiałem przez sitko.

## Pasta
Pastę przed użyciem trzeba ogrzać i wymieszać. Ja wystawiam ją na słońce albo słoik zalewam ciepła wodą. W trakcie mycia zęby są czarne, ale łatwo je wypłukać.

Pasty są dość mocno czyszczące i lepiej nie robić sobie jednodniowego dobielania cały dzień szczotkując.
Jeśli już sobie wybielimy zęby to można zmniejszyć ilość substancji ciernych a zwiększyć ilość oleju i ziół.

Robiąc taką pastę, znamy jej skład, oszczędzamy pieniądze i mniej szkodzimy naszemu otoczeniu.
Takie pasty są bardzo drogie i kosztują kilkadziesiąt złotych szybciej lepiej i taniej je zrobimy w domu.
Zamiast pracować godzinę albo więcej na pastę można ja w 20 minut samemu zrobić nie wychodząc z domu.

Przepis na wino z mlecza - dobre zdrowe i tanie wino z kwiatów.

Wino z kwiatów mniszka jest naprawdę dobre, ma złocistą barwę i jest też zdrowe. Pomaga w trawieniu, zawiera dużo minerałów soli mineralnych i ma właściwości oczyszczające.
Poprawia też nastrój i pogłębia relacje towarzyskie, przy nadużywaniu zawsze się można tłumaczyć, że pije się dla zdrowia.

Zachęcam do spaceru na łąki, które są teraz pełne żółtych kwiatów mlecza. Zbieranie kwiatów jest przyjemne, a przygotowanie wina nie zajmuje długo.
Ludzie wiosną zauważają, że spodnie się skurczyły, a wagi zepsuły. Chcą ćwiczyć, bo z nadmiernego jedzenia ciężej zrezygnować, ale ćwiczenia zwykle są nudne i męczące.
Warto więc pomyśleć o dodatkowej motywacji, dla wielu osób wino jest taką motywacją, skłania ich do tego, aby iść do sklepu albo pracy.
Pracę odradzam, bo zamiast godzinę pracować na wino, lepiej je zrobić w godzinę ćwicząc przy tym i rozwijając swoje talenty kulinarne.

Wina się robi prosto i zawsze wychodzą, o ile nie ma się za dużych oczekiwań.
Najczęstszym problemem jest to, że wino kwaśnieje i robi ocet, ale ocet tez jest przydatny w kuchni.

Przepis jest na 5l.
Polecam małe dymiony leniwym osobom, dzięki małej pojemności długo nie trzeba robić jednej rzeczy i można ją z radością skończyć.
Jeśli nie macie dymiona, to kupcie takie z większym otworem wtedy łatwiej się je czyści i wsadza owoce.
Mam kilka takich małych dymionów i cały czas coś w nich buzuje.
Zwykle mam mniejsze porcje owoców i mało czasu, ale jak ktoś ma więcej, to duże dymiony są wydajniejsze.

Proporcje
2,5 litra kwiatów
1 kg cukru
3 litry wody
2 cytryny ze skórkami (albo kwas cytrynowy 20 gram.)
1 pomarańcza i rodzynki (niekonieczne dodatki smakowe)

Mniszek lekarski zwany częściej mleczem albo dmuchawcami rośnie wszędzie, gdyż jest mało wymagająca. Trawa zwykle zagłusza mniszki, rosną więc na skraju przy drogach albo na koszonych trawnikach.
Zbieramy kwiaty najlepiej w piękny słoneczny dzień, spacerując gdzieś daleko od dróg i zanieczyszczeń. Interesują nas same płatki, można zbierać całe główki i później w domu je obrać lub na miejscu przycinać nożyczkami.
Kwiatki barwią na żółty kolor, jak ktoś nie lubi to lepiej zbierać w rękawiczkach. Uzbierałem garnek kwiatów bardzo szybko. Rozłożyłem je na dwie godziny na gazetach, aby wyszły robaczki.
Płatków nie płuczemy, żeby nie stracić pyłku i cennych rzeczy, które pszczoły pracowicie teraz zbierają.
Obieranie płatków z szypułek trwa niestety dłużej niż zbieranie, podobno jak się nie obierze, to wino ma gorszy smak. Ciężko mi to potwierdzić, bo pierwsze dwa robiłem z szypułkami i były bardzo dobre, zobaczę, jakie to będzie.
Płatki zalewamy wodą z cukrem i odstawiamy na dobę w garnku przykrytym tkaniną, żeby był dopływ powietrza.
Do wina można dodać cytryny pokrojone drobno razem ze skórkami, będzie wtedy dobrze fermentować i mieć lepszy smak.
Dodałem też pokrojoną pomarańczę i trochę winogron. Drożdży nie przygotowałem z lenistwa, ale zawsze mi coś fermentuje i przelewam trochę wina z namnożonymi już drożdżami.
Jeśli nie mamy drożdży, to od nich trzeba zacząć, gdyż mnożą się kilka dni, instrukcje są na opakowaniach.
Samo wino też powinno wystartować i po paru dniach zacząć fermentować, w powietrzu jest mnóstwo drożdży, które tylko czekają na taką okazję.
Odstany wywar przecedzamy i przelewamy do dymiona, ale tak, aby zostało trochę w nim miejsca, bo inaczej może wysadzić korek, jeśliby fermentacja była zbyt mocna.
Raz już miałem sufit cały w czarnej porzeczce, wyglądało to ciekawie.
Całość zamykamy korkiem z rurką i odstawiamy w ciemne ciepłe miejsce.
Ciemne, żeby zachować wartościowe substancje, a ciepłe, żeby drożdże lepiej się rozwijały.
Trzeba też sprawdzać, czy jest woda w rurce, bo jak będzie się dostawało powietrze do środka, to wino skwaśnieje i powstanie ocet.

Po kilku dniach pojawi się dźwięk bulgotającego wina, który jest bardzo przyjemny i relaksujący.

Wino po ustaniu fermentacji, można delikatnie zlać znad osadu do drugiego dymiona, przefiltrować i zostawić do leżakowania.
Leżakowanie w teorii jest bardzo korzystne, ale w praktyce moje wina ciężko pracują i nie mają czasu na leżakowanie.
Szybko zostają wypite bez zbędnego kontaktu z butelkami :D

To kolejna roślina uważana za chwast, ludziom przeszkadza na trawnikach. Bardzo mnie to dziwi wygląda pięknie i do tego można z niego zrobić pyszne wino albo syrop na kaszel.
Pszczoły mają na nim używanie, a dzieci bawią się, puszczając dmuchawce. Walka z nimi skazana jest na porażkę, chyba że planujemy sobie zatruć okolicę albo wybetonować cały ogród.
Warto się z nimi zaprzyjaźnić i je pokochać. Z kwiatów mlecza robi się też bardzo skuteczny syrop na kaszel, który opiszę następnym razem.

Piece i tynki gliniane czyli zabawy z gliną.

Okazuje się że glina może być rewelacyjnym materiałem budowlanym. Jest tania i ma rewelacyjne cechy fizyko-chemiczne. Swoją naturą prowokuje do powstawania pięknych rzeczy.
Glina to skała osadowa i można ją wykopać w wielu miejscach, całkiem możliwe, że masz ją w swoim ogrodzie.
Można ją tez tanio kupić, więc warto poznać ten wciąż niedoceniony materiał budowlany.

Od paru lat interesowałem się gliną i powoli do niej przekonywałem.
Zainteresowały mnie najpierw tynki gliniane. Drewno ma wiele zalet i łatwo mi się z niego robi różne rzeczy, ale dla zachowania równowagi we wnętrzach, potrzebowałem jeszcze innego materiału.
Zwykle białe ściany nie interesują mnie zupełnie, więc swoje zainteresowanie skierowałem na tynki gliniane.
Dodatkowo szybkimi krokami zbliżała się zima i potrzebowałem piec gliniany do ogrzania hali i postanowiłem go sam zrobić, ucząc się przy tym czegoś nowego.

## Rakietowy piec z gliny
Poczytałem o nowych technologiach i postanowiłem zbudować rakietowy piec gliniany.
Konstrukcja zrobiona jest ze zwykłych cegieł lepionych na glinie. Cegły też są zrobione z gliny, ale nie chce pisać o tym przetworzonym materiale, tylko skupić się na surowej glinie.
Do budowy pieca kupiłem paletę mieszanki gliny i piasku 1200 kg za około 350zł.
Sama glina za bardzo by pękała i kurczyła się przy wysychaniu, dodaje się więc piasku. Takie mieszanki mają swoje zalety, gdyż są jednorodne i za każdym razem otrzymujemy podobny efekt.

Jeśli mamy glinę wykopaną w ogródku warto zrobić próbki z różnymi proporcjami piasku i dodatkami. Proporcje to zwykle jedna część gliny na trzy części piasku.
Robi się jednakowe placki, podsusza je i wybiera proporcje takie, dzięki którym wysuszona próbka jest najmniej spękana i wygląda najlepiej.
Gorszy jest piasek rzeczny, gdyż jest jednolity i wygładzony i przez to słabiej się lepi. Korzystniej jest użyć piasku ostrego kopalnianego, którego ziarna między sobą się klinują i tynk lepiej trzyma.

Piec robiłem razem z moim ojcem, który miał już doświadczenie przy budowie pieców kaflowych.
Akumulacyjny piec rakietowy to taka nowoczesna konstrukcja, z pionowym podnośnikiem ciepła, w którym spalają się dodatkowo gazy.
Dzięki temu piec jest bardzo wydajny i nie kopci o ile pali się suchym drewnem.
Podnośnik ciepła zrobiłem ze starego bojlera, piec ma też rekuperator.
Dym nie idzie bezpośrednio do komina, tylko oddaje ciepło. Po drodze nagrzewa dużą powierzchnię akumulacyjną, na której można siedzieć albo spać.
Kiedyś opiszę dokładnie budowę tego pieca, a teraz skupię się na samym lepieniu z gliny.

## Lepienie pieca
Glinę mieszamy dokładnie z wodą, można też dodać słomy albo siana wtedy lepiej się konstrukcja trzyma i jest bardziej związana.
Cegły trzeba dobrze namoczyć, żeby glina się do nich przylepiła. Glinę najlepiej nakłada się na rzutowo albo jakąś szpachelką, gdyż bardzo się lepi i ciężko ja odkleić.
Konstrukcje ceglano-glinianą warto w trakcie suszenia nawilżać, wtedy nie ma tak gwałtownych skurczów na powierzchni, a glina równomiernie schnie.
Na cegły nakładłem kolejne warstwy gliny i wciskałem w pęknięcia, ubijałem i zacierałem aż do uzyskania gładkiej struktury. Powierzchnię wykańcza się coraz drobniejszą glinką i wygładza.
Piec po wybudowaniu trzeba wysuszyć dobrze, aby nie popękał od nagłej zmiany wilgotności.
Rozpala się w nim powoli, dopiero po kilku tygodniach od wybudowania. Zaczyna się od małego ognia i z każdym dniem zwiększa się temperaturę. Początki są ciężkie, mokry i zimny piec ma słaby ciąg i trochę się z niego dymi przy rozpalaniu. Po miesiącu używania wysycha i wszystkie dziury się zatykają i uszczelniają wtedy działa świetnie.

## Tynki gliniane
Zostało mi sporo gliny i postanowiłem przetestować tynki gliniane, które mają dla mnie wiele zalet.
Łatwo się je robi, zrobiłem konstrukcje z listewek drewnianych, ale można też położyć matę ze słomy albo dać jakiś inny materiał, do którego glina się lepiej przyczepi niż do gładkiej ściany (ja miałem pustaki).
Podobnie jak przy budowie pieca namoczyłem ścianę spryskiwaczem i narzucałem glinę. Glinę mieszałem z trawą, którą skosiłem kosą i wysuszyłem na słońcu, dawniej używano końskiego łajna, które ma w środku zmieloną trawę i wydawało się najlepsze z wielu względów.
Glinę brałem do ręki i rzucałem nią w ścianę, wtedy dobrze się przylepia i zatyka dziury. Nakładałem warstwy o grubości centymetra a później cieńsze, zacierałem glinę i czekałem aż warstwa podeschnie. Po wyschnięciu znów spryskiwałem wodą i kładłem kolejną warstwę.
Zawsze kładzie się na mokre podłoże, inaczej glina się nie lepi. W efekcie mam pięciocentymetrową warstwę gliny na ścianach.
Ostatnie warstwy kładłem już bez słomy i bez piasku wcierałem je rękami i rozcierałem mokrą gąbką.
Robiłem tak do czasu, aż przestały się pojawiać pęknięcia na gładkiej płaszczyźnie. Taki tynk nie sypie się i jest miły w dotyku.
Na końcu można całość natrzeć olejem i zawoskować takie wykończenie jest bardzo wytrzymałe i odporne na wodę, ale tynk przestaje „oddychać”.
Nacieranie olejem i woskowanie stosuje się dla posadzek glinianych, wtedy można je zmywać i są bardzo wytrzymałe.

## Kolorki
Wierzchnie warstwy robiłem z gliny, którą wykopałem w ogródku, jest drobniejsza i ma ładniejszy kolor. Gliny mają różne odcienie, od dawna używam ich jako barwniki i dodatki do farb, są tanie ładne i dobrze zabezpieczają drewno.
Ochry są bardziej czerwone, a ugry żółto brązowe są też glinki szare zielone lub białe. Można też zmodyfikować odcień, dodając węgiel albo kredę.
Ściany według mojego pomysłu pomalowała Anastasiia.
Wszystkie kolory oprócz niebieskiego i jaskrawo zielonego są kolorami glinek, kupiłem je w sklepie dla konserwatorów.
Do gliny można dodawać też inne dodatki strukturalne, aby wyglądała ciekawiej. Używa się na przykład słomy poszatkowanej, która ładnie się błyszczy, jak jest wypolerowana.
Można dodać też łuski ryb, wtedy glina mieni się kolorami tęczy. Dodatek kredy rozjaśni glinę, a dodatek złota mineralnego sprawi, że będzie lepiej odbijać światło.
Malowane farbami wodnymi wzory na suchej glinie, są bardzo wyraźne i nie rozlewają się jak akwarela.

## Plastyczność
Na tym zdjęciu ściana jest niedokończona widać chropowaty narzut gliny.
Taki nierówny narzut lepiej się wiąże z kolejnymi warstwami. Glina dobrze uszczelnia i nie przepuszcza gazów, pozalepiałem szpary w belkach konstrukcyjnych, przez które mi wiało zimą, bardzo to pomogło.
Glinę jest bardzo plastyczna i można ją dowolnie formować. Dzięki czemu łatwiej zrobić naturalną pofalowaną płaszczyznę, na której ładniej gra światło. Można z niej też zrobić półeczki albo siedziska bezpośrednio w ścianie.
Na tym zdjęciu widać początek takiego formowania, patyki są umieszczone dla wzmocnienia konstrukcji.
W glinie bardzo przyjemnie się pracuje, a główną wadą jest wysuszanie dłoni. Glina jest też bardzo wytrzymała i ciężko ja uszkodzić jak jest wysuszona.
Jeśli powstanie jakaś dziura od uderzenia ostrym przedmiotem łatwo można ją zalepić, wystarczy namoczyć i rozetrzeć.

## Inne zalety gliny
Glina ma jeszcze parę innych zalet. Jest odporna na ogień, a wysoka temperatura ją tylko wzmacnia.
Ma swoją bezwładność cieplna i jak się w dzień nagrzeje, to w nocy powoli się oddaje ciepło. Drugi piec, który postawiłem sobie w pokoju, nagrzewa się długo, ale trzyma ciepło przez parę dni.
Też zrobiłem go z gliny i tak się rozpędziłem, że obudowałem komin i glina zaczyna się pojawiać na ścianach i jako obudowa okna. Glina prowokuje do rzeźbienia i piec ma oczy i nos. Piec robiłem razem z julialu.

Tynki lub piec z gliny regulują też wilgotność powietrza. Przy dużej wilgotności wchłaniają nadmiar wilgoci, a jak się nagrzewają, to oddają ją do powietrza.
Zapobiega to rozwojom pleśni i grzybów. Dzięki tej właściwości wchłaniają też szkodliwe substancje, które są wiązane z gliną.
Można ją nasączyć olejkami zapachowymi i długo cieszyć się zapachem. W piecu nad paleniskiem mam taki fragment gliny, na który wylewam różne zapachowe substancje i jak zapalam, to aromat rozchodzi się po całym wnętrzu.

Na ścianach i dwóch piecach się nie skończyło, zrobiłem jeszcze glinianą wędzarnię i piec do pieczenia chleba i pizzy.
W takim piecu łatwo utrzymać odpowiednia do pieczenia wilgotność, można też palić aromatycznym drewnem.
Wypieki wychodzą bardzo dobre i piecze się dużo lepiej niż w innych piecach.
O wędzarni pisałem tutaj https://112358.org/pl/content/gliniana-w%C4%99dzarnia-ogrodowa-nr-6659-… , a o piecu chlebowym jeszcze napiszę.

## Ceramika
Glina to tez świetny materiał do lepienia garnków i rzeźbienia. Sprawdza się w wielu dziedzinach sztuki. 10 kg takiej plastycznej gliny to koszt około 30 zł, można sobie zrobić coś pięknego i później dać do wypalenia albo pozostawić niewypalone.
Wypalanie jest najdroższą sprawą w tej zabawie i wypał tych 10 kg będzie kosztował więcej niż 100 zł. To mała cena za przyjemność lepienia i posiadania własnej ceramiki.

Glinę do ceramiki można też samemu przygotować. Trzeba ją wykopać, wysuszyć, rozdrobnić i pokruszyć.
Taką sypką glinę przesiewamy przez sita, przesianą glinę mieszamy z wodą i wyrabiamy w plastyczną masę.
Drobne przedmioty można wypalać w samodzielnie zrobionym piecu, mam nadzieję, że kiedyś zrobię taki piec i wam opiszę cały proces.

#Zabawa w błocie
Zabawa w błocie i glinie to nie tylko lepienie i budowanie, ale też tarzanie się w niej.
Już od dawna planuję zrobienie błotnego placu zabaw, ciężko mi było znaleźć inwestora, więc postanowiłem zrobić go w ogródku mam nadzieje, że w tym miejscu, gdzie planuję, też będzie glina, a nie piasek.

O glinie w budownictwie można jeszcze wiele napisać, powstają z niej zdrowe i tanie domy nie tylko w budowie, ale też w eksploatacji.
Wykorzystanie lokalnych naturalnych materiałów to według mnie przyszłość budownictwa.

Informacji o budowaniu z gliny mam głównie ze swoich doświadczeń i szczątkowych informacji z różnych stron.
Jeśli ktoś jest zainteresowany szczegółami to polecam, webinar o tynkach glinianych, z którego dowiedziałem się wiele nowych rzeczy.
https://www.youtube.com/watch?v=Sc27qpGDqzU

Drewniane gonty

Drewniane gonty. Opiszę tradycyjną technologię i nowocześniejsza, którą zastosowaliśmy do zrobienia gontów ze zdjęć.

Gonty tradycyjne, dachowe robi się z drewna drzew iglastych głównie ze świerku i jodły.
Są to drogie pokrycia dachowe i są popularne głównie na południu tam, gdzie materiał i wyszkoleni pracownicy są na miejscu.

Gonty mają długość 60-70 cm ta długości wynika z odległości między gałęziami bocznymi.
Sęki drzew iglastych często wypadają i powstaje wtedy dziura. Sęk utrudnia też podział drewna w trakcie łupania pni na mniejsze kawałki.

Łupanie albo szczypanie gontów jest tradycyjną metodą, która wciąż daje lepsze efekty od metod przemysłowych.
Polega ona na promienistym łupaniu pociętych pni, tak jak tnie się drewno siekierą.
Przemysłowe gonty tnie się na trójkątne kawałki i zostaje dużo uszkodzonych włókien. Takie drewno schnąc, bardziej się krzywi i może pękać.
Łupane gonty mają też naturalne rowki, dzięki czemu woda lepiej spływa.

## Materiał
Drewno drzew iglastych jest nasączone żywica i jest bardziej wytrzymałe na czynniki fizyczne i grzyby, które sobie z takim drewnem gorzej radzą.
Większość grzybów rośnie na drzewach liściastych.
Gonty nie malowało się i kładło dwie trzy warstwy. Teraz dzięki rozwojowi chemii używa się różnych farb i wytrzymałość jest dużo dłuższa nawet ponad 40 lat.
Drzewo rosnące wysoko w górach rośnie wolniej i ma gęstsze słoje, dzięki czemu ma też lepsze właściwości techniczne.

Jako pokrycia dachowe stosuje się również wióry z topoli osiki. Są to małe deszczułki strugane z pni topolowych.
Nakładane wielowarstwowo na siebie są kilka razy cieńsze i nie mają rowków (wpustów) jak zwykłe gonty, które łączy się wsuwając jeden w drugi.
Dachy takie mogą być bardzo wytrzymałe, o ile nie padają na nie liście z drzew, wtedy szybko zaczynają się psuć.

## Gonty naszej produkcji.
Gonty na zdjęciach były zrobione inaczej. Zaprojektował je i wykonał mój ojciec Jacek Szczotka. Były pocięte na piłach na wymiar, a później zostały potraktowane maszyną do „szczotkowania”.
Słoje w drewnie to różnicie między przyrostami zimowymi a letnimi, jesienią wiosna i zima drzewo rośnie wolniej i powstała warstwa jest twardsza bardziej zbita, warstwa powstała w lecie jest większa i miększa.
Maszyna ma szczotkę w kształcie walca i szybciej pogłębia miękkie warstwy, uwypuklając słoje. To jest bardzo ładny efekt i można go osiągnąć też ręcznie, pocierając szczotką kawałek drewna.
Często tak właśnie wyglądają deski wypolerowane przez wodę albo stare deski podłogowe szorowane przez lata.
Tak przygotowane gonty wylądowały w dużej wolno obracającej się beczce. Obijały się w niej o siebie, ocierały o stare kawałki papieru szlifierskiego i trociny.
To maszyna szlifierska, która kupiłem z fabryki zabawek. Dosypaliśmy tam jeszcze zmielonej gliny, która wbijała się w drewno i dodatkowo je zabezpieczała, tworząc przy okazji ładne kolorowe wzory.
Gonty były jeszcze malowane bezbarwną farbą na bazie olejów. Po wysuszeniu były na starej warstwie desek w moim rodzinnym domu w Rabce.

Dziecięce odloty i halucynacje.

Dzieci tak jak i dorośli szukają odmiennych stanów świadomości i są w tym dość kreatywne.
Z braku dostępu do używek, szukają naturalnych sposobów i eksplorują swoje ciało.
To nie jest poradnik dla dzieci i takie zabawy mogą być szkodliwe !

## Życie płodowe.
Podejrzewam, że pierwsze doświadczenia psychodeliczne zaczynają się przed porodem.
To są tylko moje hipotezy, gdyż ciężko mi było znaleźć wiarygodne badania na ten temat.
Dziecko zanurzone w wodach płodowych i odcięte od bodźców zewnętrznych może mieć podobne odczucia jak osoby zanurzone w komorze deprywacyjnej.
Komora taka odcina nas od świata zewnętrznego i może powodować różne halucynacje. Ciężko stwierdzić co dziecko wtedy czuje, możemy się tylko domyślać, że świetnie się bawi.
Wiadomo, że dziecko słyszy rytmiczne bicie serca swoje (120-150 BPM) i matki (60-90 BPM) słyszy też dużo basów ze świata zewnętrznego i różne szumy.
Jest to psychodeliczna mieszanka, tempo (120-150 BPM) to szybkość muzyki transowej, dodajmy do tego dźwięki odczuwane całym ciałem, ruch w wodach płodowych
i mamy niezłą imprezę. Wszystko to wykorzystują dziś nieświadomie albo świadomie muzycy, aby wprowadzić nas w odmienne stany.

## Niemowlę.
Dziecko po urodzeniu znajduję się w zupełnie innym świecie pełnym kolorów, kształtów, dźwięków i nowych doznań.
Rozpoczyna swą podróż i na dobry początek uzależnia się od ssania mleka matki, które na pewno ma wiele uzależniających substancji.

W przerwach między wchłanianiem i wydalaniem maleństwo obserwuje świat i zdobywa nowe doświadczenia, które później mózg przetwarza w snach.
Sny to nurkowanie w innej rzeczywistości i najczęstsze doświadczenie psychodeliczne.
Nie będę się o nich rozpisywał, gdyż każdy wie jakie marzenia senne bywają ciekawe i odjechane.

## Dziecko kilkuletnie.
Stoi już twardo na nogach i rozumie różnice między snami a rzeczywistością.
Ma jednak małą wiedzę i wiele zjawisk jest dla niego magicznych i niesamowitych.
Często samo sobie wkręca różne historie i w nie wierzy, buduje na tej bazie zupełnie inną rzeczywistość.
Poza eksplorowaniem świata wyobraźni dzieci eksplorują też swoje ciała.
Mają lepiej rozwinięty błędnik i odporność na długotrwałe kręcenie, szaleją więc na karuzeli.
Uwielbiają ten stan, kiedy im się w głowie kręci po zejściu z karuzeli i zataczają się jak pijane.
Bez karuzeli też można się bawić, pamiętam jak z siostrą, kręciliśmy się w kółko, tak długo aż trudno nam było stać na nogach.
To jest świetne ćwiczenie na błędnik, ale też zmienia postrzeganie rzeczywistości.
Jeśli kręcimy się w koło, ogłupiamy błędnik i mózg wariuje, próbując przystosować się do nowych warunków.
Gdy przestajemy się kręcić, mózg nie nadąża za zmianą i cały świat zaczyna wirować.
Obraz staje się rozmazany i porusza się falami, dochodzą do tego różne doznania fizyczne.

Patrzenie na słońce i naciskanie na gałkę oczną też daje ciekawe efekty.
Doświadcza się powidoków, widzi się kontury obrazy, ale w negatywie barwy są odwrócone.
Można też zezować i palem przemieszczać oko, aby widzieć podwójnie.
Wielokrotnie tak robiłem, żeby zobaczyć inaczej świat.

Pamiętam też, że jako dziecko lubiłem jeszcze zanurzanie głowy wodzie i słuchanie zniekształconych dźwięków.
Efekt zdrętwienia nogi albo ręki też mi się podobał, takie efekty można było samemu osiągać, siedząc długo na niej.

## Starsze dziecko.
Kilkuletnie doświadczenie i liczne obserwacje dorosłych na wszelkich uroczystościach prowadzą do niezdrowego zainteresowania się alkoholem i innymi używkami.
Pamiętam jak z całą zgrają dzieciaków, dopijaliśmy resztki z kieliszków.
Więc rada na koniec nie pij przy dzieciach, a jeśli już pijesz, to pij do dna nie zostawiaj krasnoludkom bo się narąbią.

Ciekaw jestem jakie wy mieliście doświadczenia, też tak robiliście?

Oswajanie i oznaczanie terenu przez ludzi.

Ludzie jak inne zwierzęta oznaczają teren swoimi rzeczami i znakami.
Oswajają tak przestrzeń i staje im się bliższa. W ten sposób przejmują nad nią kontrolę.
W takiej przestrzeni czuja się dużej lepiej i o takie miejsce też bardziej dbają, gdyż uważają je za swoje.

Główne sposoby oznaczania terenu:
-rysowanie (np. graffiti) i pisanie (tagowanie), podpisywanie się swoim imieniem lub znakiem graficznym
znak ten reprezentuje osobę firmę, lub społeczność
-wbijanie flagi tak się przejmowało wyspy zgodnie np. z prawem morskim (flagę trzeba było jeszcze obronić)
-zostawianie rzeczy osobistych, tak się oznacza swoje miejsce w środkach lokomocji,
 ma to też zastosowanie w biurach i innych tymczasowych miejscach.

Piszę o tym, bo to ważne i przydatne do budowanie przyjaznej przestrzeni i unikania szkód.
Tworząc place zabaw, mówię opiekunom, aby pozwalali dzieciom rysować i przerabiać zabawki to ma być ich miejsce i mają się w nim dobrze czuć.
Tworze też miejsca do swobodnego rysowania zwykle są to tablice do rysowania kredą.
Dobrze byłoby tworzyć takie ściany w dużych skupiskach ludzi, dzięki temu mniej by było kiepskich napisów a więcej sztuki.
Jasne gładkie ściany to dla wielu osób prowokacja i zachęta, na to tez warto zwrócić uwagę, projektując przestrzeń.

Jeśli zapraszamy kogoś często do siebie, to tez warto mu dać możliwość oswojenia przestrzeni, taka osoba będzie się lepiej czuła, jak zobaczy swoje stare ślady.
Wiele osób wyczuwa to instynktownie i przynosi jakiś prezent, którym oswaja przestrzeń.
Takie prezenty bywają bardzo kłopotliwe, gdyż nie każdy chce mieć oznaczony teren.
Są ludzie, którzy chowają i wyciągają jakieś rzeczy na przyjście gości, żeby im się przykro nie zrobiło.

Jeśli się gdzieś źle czujesz, to oswój sobie przestrzeń.
Tak zachęcam do wandalizmu, ważniejsi są ludzie niż przedmioty.
Uszanuj znaki innych, jeśli ich szanujesz, gdyż zwykle oznaczana przestrzeń jest wspólna.
Przynieś swoje rzeczy, posprzątaj albo nabałagań w zależności od temperamentu.

Przedstawiam wam moją ściankę ze starego mieszkania.

Kawałek ściany z rysunkami i napisami tworzonymi przez moich gości.
Miałem taką niedokończoną ścianę zaklejoną płótnem i postanowiłem ją udostępnić przyjaciołom.
Obok ściany stał przygotowany zestaw flamastrów i ołówki, które oferowałem znajomym i zachęcałem ich do rysowania.
Wiele osób było opornych i ciężko je było namówić na tworzenie. Widzieli jednak inne nieporadne rysunki i szybko się wkręcali.
Rysunki na dole robiła moja córka, Lila jak miała kilka lat i rysowała gdzie dosięgała, później nauczyła się wychodzić na taboret i malowała wszędzie.
Dziękuję wszystkim za tą piękną pamiątkę, mieszkam gdzie indziej a rysunki mam zwinięte w rulonach i na pewno je dobrze wykorzystam.

Jak masz wolną ścianę, dzieci albo częstych gości to polecam takie rozwiązanie.
Można użyć płótna, tapety albo pomalować ścianę farbą tablicową.
Można też zawiesić płótno na ramie zagruntowane albo stworzyć księgę pamiątkową.
Pewnie macie bardzo ciekawych znajomych i pamiątki po nich mogą mieć wartość nie tylko sentymentalną.
Goście piszą, rysują, wklejają wlepki itp.

Jeśli masz takie miejsce pochwal się, uwielbiam oglądac takie zywe przestrzenie.

Dziaranie ślimaków w pracowni.

Andrzej Tomasz przyjechał z krótką wizytą do pracowni.
Jest znany ze swoich brzydkich tatuaży, które robi na imprezkach.
Pierwszego ślimaka Kasia narysowała długopisem na skórze a Andrzej dziarał.
Andrzej dziara tylko z tymi, którzy z nim piją, więc zaczęło się od dwóch bani.
Warunki nie były sprzyjające, brakowało dobrego uchwytu do igły i były problemy ze światłem.
Zobaczyłem, że linie się nie zeszły i powiedziałem idealnie, bo wyglądało to ciekawiej niż na oryginalnym rysunku.
Andrzej na to powiedział „poprawi się później” stwierdziliśmy, że to dobra nazwa dla jego studia tatuaży.
Tatuaże zrobił szybko jakieś 20 minut tak samo napis i drugiego ślimaka na plecach Kasi.
Dłużej zajęło odbijanie wzoru na kalce i przenoszenie na skórę
Jak widać na zdjęciach trochę boli, po tatuowaniu dezynfekuje się ranę i obwiją folią.
Przez kilka dni trzeba przemywać ranę i smarować kremem.
Ślimaczki to symbol naszej wymyślonej religii www.ślimaczyzm.org, Kasia jednak postanowiła mieć jakiegoś ułomnego słodziaka bez aureolki.
Ale przemyślała już kwestie i chce dorobić aureolę. Dobrze jest mieć tatuaż zrobiony przez kumpla w trakcie imprezy pamiątka na całe życie :D
Podobno jest to zaraźliwe i na jednym tatuażu się nie kończy. Takie też mam odczucia i pewnie zrobię sobie jakieś szybko.
Dostałem od niego igły i tusz, czyli sprzęt do ręcznego robienia tatuaży bez maszynki.
Taka metoda nazywa się handpoke i wygląda bardzo obiecująco.
Jak się podszkolę na swojej skórze, to będę robił znajomym ślimaczki i inne drobiazgi.

Zabawa w doktora, policjanci i złodzieje.

Zapraszam Cię na nostalgiczną podróż do czasów dzieciństwa.
Postaram się opisać zabawy, w które bawiliśmy się razem, zanim poszliśmy do szkoły.
Mam nadzieję, że obudzę w Tobie przyjemne wspomnienia z dzieciństwa.

W artykule użyje zdjęć domków, które robiłem do przedszkoli i prywtanych ogrodów, wraz z moim ojcem Jackiem Szczotką.

Dzieciństwo spędziłem na wsi, mieliśmy dużą swobodę i całe dnie spędzaliśmy na świeżym powietrzu.
Teraz jest chyba trudniej szczególnie w mieście. Małe dzieci swobodnie mogą się bawić tylko na placach zabaw.
Buduję więc dla nich domki i kryjówki, aby mogły się wyszaleć. Takie domki nie są potrzebne, ale bardzo ułatwiają zabawę i naukę.
Najszybciej dzieci uczą się w trakcie zabawy, odgrywają różne role i stawiają się w różnych sytuacjach.
Są bystrymi obserwatorami i naśladują nas, nasze życie i to, co robimy. Naśladują nas albo postacie z bajek i filmów.

## Zabawa w dom.
Domki, które robię, mają zwykle jedno wejście i parę okienek, przez które są też wejściami. Wchodzenie oknami to przydatna umiejętność, dziecko wchodząc przez okno łamie pewne zasady ogólne i to jest bardzo dobre. Dziecko uczy się w trakcie zabawy, że nie wchodzi się przez okno. Zwykle jedno dziecko poucza inne co wolno, a czego nie wolno robić. Pouczanie powoduje naturalny opór i reakcję przeciwną. Dziecko nie chcę łamać jawnie reguł, więc szybko znajduje wytłumaczenie dla tej świetnej zabawy. Krzyczy pożar i bohatersko wchodzi ratować mieszkańców. Albo podjeżdża na rumaku i ratuje księżniczkę przez okno. Bardziej wyluzowane dzieciaki z łobuzerskim nastawieniem, włamują się w trakcie snu gospodarza.
Przyjęło się, że dziewczynki wolą się bawić w dom, gdyż naśladują swoje matki, a chłopaki idą do pracy na polowanie i powielają zachowania swoich rodziców.
W takich zabawach przydatne są drobne akcesoria jak lalki i proste narzędzia domowe.

## Budowanie bazy.
Budowanie bazy w ustronnych miejscach i ukrywanie jej przed dorosłymi i innymi dziećmi to świetna zabawa. Kryjówki pełne są tajemnic i skarbów. Bazy robiło się z patyków koców i wszystkiego, co udało się znaleźć. W bazach odbywały się narady, zastanawialiśmy się, gdzie są inne kryjówki. Świetne były też labirynty w zbożach, wydeptywało się fałszywe ścieżki, żeby zmylić innych i ukryć miejsca spotkań.

## Zabawa w doktora
Takie kryjówki skłaniały do poznawania cielesności i zaspokajania naturalnej ciekawości. Pokazywanie sobie intymnych części ciała, porównywanie ich i wzajemne dotykanie się jest naturalne w wieku przedszkolnym.
Dzieci poznają swoje ciało, uczą się różnic i norm społecznych i tego, jak je łamać dla własnej przyjemności. Nie czują wstydu i budują pewność siebie.
Zabawy takie mają wiele wariacji, dominuje jednak zabawa w doktora i w „mamę i tatę". Dzieci rozbierają też lalki i podglądają starszych.

## Sklep i restauracja.
W domkach przy okienkach robię szerszy parapet, który może być ladą sklepową.
Placek z błota za dwa liście babki, pamiętam to dobrze, takie ceny były kiedyś, koleżanka piekła je na kuchence zrobionej z deski i podawała na kawałkach kory. Liście babki zarobiłem wcześniej, sprzedając jajka, które podkradłem kurze.
Sprzedałem je koledze, który miał sklep, a on je sprzedał później kucharce. Gliniane placki pałaszowaliśmy w restauracji i narzekaliśmy na obsługę albo chwaliliśmy w zależności od humoru.
Później wracało się do warsztatu naprawiać samochody. Interes się kręcił.
Jako monety używaliśmy też kasztanów, guzików i wszystkiego, czym można było łatwo napchać kamienie. Liście babki rządziły, nie było ich dużo i ładnie wyglądały. Wymienialiśmy się tez różnymi skarbami, które znaleźliśmy. Mieliśmy starą wagę, która bardzo nam pomagała w rozliczeniach.

## Poczta
Wysyłanie listów i paczek, jest bardzo dobrą zabawą, można je transportować na wiele sposobów.
Pieczątki z ziemniaka były luksusem, zwykle podbijało się patykiem albo kamykiem i wysyłało do innych osób. Dzieci nie umieją pisać, więc mówią, co jest w liście i przekazują dalej.
Listonosz roznosi je pieszo albo jedzie jakimś pojazdem.

## Budowanie i naprawianie
To była moja ulubiona zabawa. Jak tylko robiło się ciepło, budowaliśmy tamę.
Znosiliśmy kamienie i patyki, a starsi wycinali darń łopatami, potrafiliśmy podnieść poziom wody o metr w małym strumyku.
To wystarczało, aby pływać po warszawsku albo hodować złapane pstrągi.
Mieliśmy mały basen i dużo roboty przy nim co jakiś czas rozwalało tamo albo przeciekała. Budowaliśmy też ze śniegu igloo i tunele.
Dziś też się tak bawię, lepię z gliny i drewna różne rzeczy.
Na placu zabaw dzieci budują konstrukcje z piasku, ale jak damy im inne materiały to też je zaadoptują. Co ciekawe wystarczy im mała budowla, do której mogą wchodzić jakąś zabawką. Wyobrażają siebie w środku i odgrywają sceny.
Zabawa w mechanika i naprawianie różnych pojazdów, też było dobrą zabawą.

## Szkoła
Zabawa w szkołę oswajała dzieci z nadchodzącym kataklizmem.
W szkołę zwykle bawiły się starsze dzieci, które nauczały młodsze i wystawiały oceny.
Do zabawy w szkołę potrzebne są jakieś ławki i stolik.

## Wojna, policjanci i złodzieje
Zabawa w pościgi, łapanie, zamykanie w areszcie brawurowe ucieczki i pogonie.
Są też inne wersje z Indianami, kowbojami i gangami, zwykle są dobrzy i źli.
Dzieci odgrywają rolę dla zabawy, mniej chodzi o wygraną a bardziej o wczucie się w postać.
Wojny i strzelaniny to kolejna zabawa w teatr i odgrywanie ról.

## Granda
Eksplorowanie okolicy i szukanie smakołyków, było klasyczną łobuzerską zabawą. Chodziło się do sąsiadów przez dziury w plotach i zbierało nadmiar owoców. Każde dziecko chodziło i wszystkie ogrody były równie ograbione.
Sąsiedzi raczej nie robili problemów i nam na to pozwalali, chyba że tacy, którzy nie mieli dzieci. Gang był zorganizowany i zawsze ktoś stał na czatach albo zagadywał gospodarza.

## Konkursy
Dzieci lubią też rywalizację i urządzają sobie różne konkursy i zawody.
Wymyślają reguły, ustalają swoje zasady i popisują się przed rówieśnikami.

## Teatr
Dzieci odgrywają wszystko co sobie wymyślą.
Bawią się więc w dzikie i domowe zwierzęta. Dzieci udają ich dźwięki ruchy i zachowania. Skaczą jak małpy, chodzą jak wilki.
Interesują się zwierzętami i sporo o nich wiedzą, Dzięki czemu ich zabawa jest pełniejsza.
Udają też traktory, samoloty, i statki.

## Koniec zabawy pora spać.
Dla tych, co doczytali do końca i mają dzieci albo są dziećmi:D
Wprowadzam liście babki jako oficjalny środek płatniczy w mojej pracowni.
Zapraszam więc z dziećmi wiosną do mojej pracowni, za liście babki oddam klocki i jakieś drobne zabawki.
Przyjmę też kasztany, szyszki (szczególnie te długie), ładne kamyki i patyki.