Duże kalejdoskopy na plac zabaw

Dwa duże kalejdoskopy na plac zabaw.
1) Kalejdoskop do twarzy, umieszczony na wysokości wzroku dziecka.
Patrzenie przez taki kalejdoskop na druga osobę bardzo zbliża, obserwujemy wiele odbić twarzy.
Taki kalejdoskop przez zwielokrotnienie twarzy przybliża drugą osobę i odczuwa się duża bliskość.
Może to być trochę krępujące i zaskakujące.
Dzieci do kalejdoskopu wsadzają kolorowe zabawki i za ich pomocą tworzą ciekawe wzory.

2) Drugi kalejdoskop jest dużo większy i można do niego wejść.
To jest zabawka edukacyjna, poza odbiciami będzie tam też wiele ciekawych
zjawisk fizycznych skraplanie wody, zmiany temperaturowe dźwiękowe itp.
Na górze jest płaska deska do siedzenia i chodzenia (ćwiczenia równowagi).
W zestawie były też kolorowe klocki do układania wzorów.

Idealny element na plac zabaw dla dorosłych.
Sprawdza się też na psychodelicznych imprezach, z muzyką i dźwiękiem.
Ten mniejszy był testowany na Egodropie, w połączeniu z ruchomymi światłami robił wrażenie.

Małe kalejdoskopy łatwo się robi, wystarczą trzy kawałki luster złączone tak, aby powstał trójkąt.
Lepszy efekt jest z lustrami powierzchniowymi, bez warstwy szyby.
Ja używałem stali nierdzewnej, która ładnie odbija.

Kalejdoskopy można zamówić w naszym sklepie z zabawkami.
https://qp.pl/produkt/duzy-kalejdoskop-na-plac-zabaw/

Cajon- siedzisko i mini perkusja prosty instrument dla każdego.

Cajon solo from Zajawka on Vimeo.

Cajon to taki prosty bęben o niesamowitych możliwościach. Łatwo go zrobić samemu.
Jest lekki mały i może zastępować perkusje, stąd pewnie jego popularność.
Wymyślili go najprawdopodobniej afrykańscy niewolnicy w Peru.
Była to sprytna metoda na ominięcie zakazu grania na bębnach.
Instrument robiono z drewnianych skrzyń i wyglądał jak siedzisko.

Bardzo polecam ten instrument dla dzieci i dorosłych, jest tani i prosty a daje dużo radości.
Wygląda jak siedzisko i jest siedziskiem, można sobie na przykład wymienić krzesło przy komputerze na taką skrzyneczkę i dla relaksu w wolnych chwilach rozwijać talenty muzyczne.
To nie jest duża perkusja, która trzeba rozkładać tylko mała przydatna skrzyneczka.
Najtańsze Cajony możemy kupić za 300 zł, nie jest to drogo jak na ceny instrumentów muzycznych.
Można też go zrobić własnoręcznie, do czego zachęcam.

Zrób go, to jest proste!

Etap pierwszy poszukiwanie skrzynki
Na początek warto się rozluźnić i pomyśleć sobie, że robimy coś do siedzenia, co przy okazji będzie grało. To jest jak z gotowaniem bez przepisu, robimy z tego, co mamy i cieszymy się wybornym smakiem.
Pomińmy wymiary grubości i poszukajmy jakąś skrzyneczkę drewnianą, najlepiej sztywną i szczelną. Szafka nocna, stary telewizor drewniany, walizka, kufer, skrzynie lub obudowy od głośników.
Możliwości jest dużo, trzeba się rozglądać za czymś do siedzenia. Nie musi być to prostopadłościan, może być okrągła beczka albo inna bryła.
Jeśli nic takiego nie mamy, możemy zbić albo skleić skrzynkę z desek.

Etap drugi membrana
Przechodzimy do drugiego etapu i szukamy coś cienkiego i elastycznego, co będzie naszą membraną.
Zwykle używa się cienkiej sklejki, możemy ją znaleźć z tyłu starych mebli albo na dnie szuflad.
Przycinamy ją na wymiar skrzynki i mocujemy śrubami. Tak, aby mieć zamkniętą bryłę.
W jednej z nich robimy na środku kilkucentymetrowy otwór. Mamy więc pudło z dziurką i możemy na nim grać.
Jeśli chcemy mieć dodatkowo efekt werbli, przyczepiamy luźno do przedniej ścianki sprężyny albo inne żelastwo tak, aby przy uderzeniu w przednią ściankę wpadały w wibracje.
Można też użyć struny z gitary, żyłkę od kosiarki, łańcuszki lub metalowe blachy. Zwykle te dodatkowe elementy umieszcza się w rogach instrumentu, ale to ty wymyślasz instrument.

Zdobienie instrumentu.
To bardzo ważny etap, ładny i dopieszczony instrument lepiej wygląda i lepiej gra.
Łatwiej też się nauczyć na nim grać, bo granie na ładnym własnoręcznie zrobionym instrumencie sprawia większą przyjemność.
Zdobimy go tak, aby nam się podobał, aby stworzyć więź z nim.

Gra na Cajonie.
Są różne techniki i metody grania. Uderza się dłońmi, pałeczkami albo innymi przedmiotami. W zależności od tego, gdzie uderzamy, otrzymujemy różne dźwięki perkusyjne od basowych do werblowych.
Jest wiele filmów instruktażowych najlepiej jednak usiąść na nim i samemu się uczyć.

Jeśli wyszedł nam jakiś dziwny instrument, do niczego niepodobny, który wydaje jakieś dźwięki. Możemy go nazwać swoim imieniem i szkolić się w grze na nim. Najprawdopodobniej będziemy światowej klasy mistrzami w grze na tym instrumencie ;)

Cajony na zdjęciach zrobiłem razem z Szymkiem który na jednym z nich gra.

Kury do głaskania i przytulania.

Polecam te puchate kuleczki o wesołym usposobieniu.
Idealne do ogrodu i dla dzieci. Kurki jedwabiste (Silkie) to stara chińska rasa, o której wspominał już Arystoteles.
Nazwę swą zawdzięczają delikatnemu upierzeniu, mięciutkiemu jak jedwab.
Były uważane za znakomite lekarstwo i stosowane do celów medycznych (w postaci rosołu).
Są bardzo przyjemne w dotyku, pod tym względem bliżej im do królika niż kury.
Budowa ich piór jest inna (nie mają haczyków) i prawie całe są włochate. Uniemożliwia im to latanie, ale zwiększa odporność na zimno.
Wydają się też większe i groźniejsze. Dbają o swoje piórka, lubią się czyścić w piasku i zażywać kąpieli słonecznych.
Są bardzo przyjazne Potulne jak baranki, szybko się oswajają, jedzą z ręki i dają się głaskać.
Lubia towarzystwo ludzi i siadają obok nas na ławeczce przed pracownią.
Żebrzą przy tym o jedzenie i cały czas wydają się głodne.
Tworzą mały gang, napadają działki sąsiadów razem z kurami sąsiadki. Wymuszają też od matek z dziećmi jedzenie.
Są mało wymagające, nie latają i nie powodują większych szkód w ogrodach.
Jedzą ziarna, warzywa, owoce, owady i ślimaki. Mogą chronić ogród przed kleszczami, agresywnymi owadami i wężami.
W kurniku mieszkały razem z szerszeniami, które były ich stałą karmą, nawet małe pisklaki je atakowały.
Są wyjątkowe pod wieloma względami, mają jeden palec więcej, czarną skórę i czarne kości.
Koguty mają grzebień, który wygląda jak wystający mózg i turkusowe zausznice. Są też bardzo opiekuńcze i często są używane jako zastępcze mamki.
Wystarczy chwila nieuwagi i siadają na jajkach, żeby je wysiedzieć. Jajka znoszą mniejsze niż zwykłe kury.
Nie nadają się do jedzenia, Gdyż są słodkie i urocze. Chińczycy je jedzą dla nich to zwykłe kury.
Przez swoją pogodną naturę szybko zjednują sobie przyjaciół i obrońców. Mają swoje imiona i historie.
Lisy jednak są mniej wrażliwe na ich urok i zimą porywają je z kurnika, więc trzeba uważać.
Kurki dają wiele radości i miło się je obserwuje. Mają bardzo ciekawe zachowania stadne.
Reagują na głosy i na swoje odbicia w lustrze. Myślę, że można je nauczyć wiele sztuczek.
Kurnik Domek dla nich powinien być zamykany, nie musi mieć grzędy, kurki są małe i nie potrzebują dużych pomieszczeń, śpią przytulone do siebie.
Dobrze jak mają wybieg z piaskiem, zacienione miejsce, ziółka, kamienie i muszelki do jedzenia. Jako podłoże najlepiej sprawdzają się trociny.
Ogrodzenie nie musi być duże, bo nie latają. Dobrze jak w stadzie jest parę kur i jeden kogut.
Ale można mieć też dwa koguty nie robią sobie krzywdy i szybko ustalają hierarchię. Bronią kur i im przewodzą.
*Krótki film o moich kurach: jedzących, walczących, i na bębnach grających"

Polecam też filmik, z którego czerpałem informację o tych kurach na youtube. [Dr inż. Monika Łukasiewicz opisuję tę rasę jej cechy i potrzeby.](https://www.youtube.com/watch?v=jO7Jv0N2uvQ)

Barnaba-parę słów o mnie.

### Historia w dużym skrócie:
Urodziłem się w Krakowie, a dzieciństwo spędziłem w górach.
Szkołę jakoś przewagarowałem, na studiach wiele się nie zmieniło i więcej imprezowałem, niż studiowałem.
Skończyłem jednak architekturę wnętrz na krakowskim ASP.
W trakcie studiów na życie zarabiałem, robiąc zdjęcia i strony internetowe.
Po studiach założyłem firmę, w której projektowałem i wykonywałem place zabaw.
Urodziła mi się córka i przeprowadziłem się do mojej pracowni w Wołowicach pod Krakowem.
Dalej się bawię i jest mi z tym dobrze :D
### Chciałem być artystą
Miałem dużo zainteresowań technicznych i jakoś to wszystko się ładnie łączyło w klasycznej fotografii. Plan był prosty jeździć po świecie i robić zdjęcia ładnym kobietom. Prosty w teorii w praktyce trudniejszy. Rozwój fotografii cyfrowej spowolnił mój plan, gdyż ludzie mniej zamawiali zdjęć wywoływanych w ciemni. Nauczyłem się rysować i poszedłem na ASP. Nie było wtedy wydziału fotografii, więc wybrałem architekturę wnętrz, żeby przynajmniej mieć ładnie w domu. Po studiach robiłem różne rzeczy, imprezowałem, grałem w gry, fotografowałem i tworzyłem strony internetowe. Internet dopiero raczkował i było to bardzo ekscytujące.
### Myślałem, że jestem projektantem
Miałem ku temu podstawy, projektowałem strony, wnętrza i place zabaw. Współpracowałem z moim ojcem i robiliśmy dużo ciekawych rzeczy. Projektowanie to praca zespołowa, więc zatrudniałem ludzi. Wyspecjalizowałem się w projektowaniu zabawek dla dzieci niepełnosprawnych.
Trudno to jednak nazwać projektowaniem, gdyż wszystko wymyślam w trakcie robienia i bardzo odbiega to początkowych założeń. Moje szkice to zwykle kilka kresek na skrawku papieru. Do tego zajęcia zniechęciła mnie biurokracja i brak elastyczności, potrzebowałem więcej swobody. Postanowiłem więc robić mniej placów zabaw i skupiam się teraz tylko na kilku realizacjach w roku. Pozostały czas wykorzystuję na zabawę, eksperymenty, urządzanie swojej pracowni i zajmowanie się ogrodem.
### Jestem badaczem
To chyba najbardziej do mnie pasuje. Projektowanie zabawek skłoniło mnie do szukania nowych form aktywności i rozrywki. Zbieram informacje, eksperymentuje i adaptuję nową wiedzę.
Mam dużo zainteresowań, przez co poszukiwania są bardzo szerokie. Wychodzę z założenia, że lepiej coś zrobić samemu, przystosować do swoich potrzeb i przy okazji nauczyć się coś ciekawego.
### Moje badania i eksperymenty.
Wymyślam nowe zabawki dla dzieci i dorosłych. Eksperymentuję z dźwiękiem i tworzę instrumenty muzyczne, dla ludzi którzy nie umieją grać. Teraz bardzo zainteresowałem się gliną i różnorodnym jej wykorzystaniem.
Badam też różne techniki automatycznej obróbki i tworzenia pięknych rzeczy za pomocą maszyn, prądu, ognia, grzybów i zwierząt.
Żyję na wsi, uwielbiam proste i tanie metody działania. Eksperymentuję z parmakulturą w moim ogrodzie, to jest przyjemne i daje mi dużo radości.
Pomagam sobie też nowymi technologiami modeluje obiekty 3d i je później frezuję, obrabiam zdjęcia i robię dużo innych rzeczy na komputerze.

foto Mareczek i Patrycja

Jesteś wolontariuszem i pomagasz biednym korporacjom?

Wspierajmy korporację, bo słabo przędą i nie stać ich na porządną reklamę.

Ociepliło się i śnieg stopniał. Jak grzyby po deszczu pojawiły się reklamy przeróżnych firm i korporacji.
Wszystko przy drodze w mojej wiosce zwykle ten spacer zajmuje mi 10 minut, ale tym razem zajęło mi to ponad godzinę.
Zrobiłem nawet dokumentacje z tej cudownej wycieczki.
Zmartwiłem się bardzo, że moje „ulubione korporacje” są takie biedne i nie stać ich na porządną reklamę.
Reklama na produktach jest dobra bardzo widoczna, ale wolontariusze, którzy ją roznoszą, mogliby się bardziej postarać.
Wstydliwie chowają je w rowach, zamiast wziąć do domu i wystawić w oknach.
Postanowiłem pomóc tym biednym korporacjom, skoro już podjęli taki wysiłek i przygotowali reklamy, które przetrwają zimę i ciężkie warunki pogodowe.
Te plastikowe butelki są rewelacyjnymi nośnikami, szybko się nie rozpadną.

Po tej wędrówce założyłem grupę na fb [Przydrożna reklama](https://web.facebook.com/groups/przydroznareklama/), żeby ich wspomóc, tam jest łatwiej oznaczyć korporacje. Czasem przydaje się to staroświeckie narzędzie.
Steemit na razie jest wolny od korporacji, ale to kwestia czasu kiedy zauważą, jakie to przydatne narzędzie i jak będzie można wpływać na ludzi. Mają dużo pieniędzy, kupią sobie reputacje i ukryją niewygodne posty.

Te reklamy są własnością tych firm i powinny do nich wrócić, to są zastrzeżone znaki. Dbają o to, żeby marka była widoczna na opakowaniu, a samo opakowanie się długo nie zepsuło. Myślę, że warto ich wspierać w tym działaniu.

*Tymbark i jego wolontariusze bardzo się starają, tak samo aktywni są producenci papierosów i wódka żołądkowa, krupnik i harnaś.
Korporacja religijna tez ma swój udział. Akcję wspiera również Coca-cola Baunty i Wedel.
Sponsorom tego postu serdecznie dziękuję*

Nosił wilk razy kilka, a mógł pomyśleć. Steem power zamiast benzyny.

Artykuł napisałem specjalnie dla społeczności steem, która dzięki nowatorskim rozwiązaniom wspiera i wynagradza twórców oryginalnych treści.
Platforma znajduje się pod adresem https://steemit.com/.
Tytułowy steem power to w uproszczeniu „energia”, jaką się uzyskuję w nagrodę od innych użytkowników.
Jest to cenna nagroda i wymienialna na inne waluty.
Moja strona znajduje się pod adresem https://steemit.com/@fraktale dzięki niej widzę sens w pisaniu takich artykułów.
To jest rewolucyjne narzędzie, które szybko cię zniechęci do: fb, instagrama, twittera i innych miejsc, gdzie korzystają z twojej pracy za darmo.
### Jak sobie nie szkodzić i mniej chodzić
Jeśli chcesz się dowiedzieć jak wykorzystać moc steem zamiast benzyny, przewiń na sam dół.
Ominiesz smutną prawdę na temat transportu rzeczy i ludzi. Nie czytaj też dalej, jeśli tak jak ja lubisz się okłamywać.

# Część pierwsza
### Rozważania mniej eko a bardziej logiczne
Ekologia to takie samo puste słowo jak galeria. Oba te słowa zostały zdewaluowane do poziomu śmieciowego.
Ludzie lubią się oszukiwać, w galeriach kupują więc ekologiczne rzeczy i czują się dobrodziejami dbającymi o środowisko.
Napiszę o transporcie w kontekście ochrony środowiska naturalnego, a nie tego pustego słowa, który ma zbyt wiele znaczeń.

Zacznę od ekonomii, gdyż ma ona bezpośredni związek ze stanem naszego środowiska.
Postaram się udowodnić, że tańsze w produkcji rzeczy mniej szkodzą.
Myślisz pewnie o jakiś plastikowych bublach masowo produkowanych i zastanawiasz się, o co mi chodzi.
Koszt produktu w uproszczeniu to jest energia przekształcona w jakąś prace + surowce.
Przykładowo, jeśli produkujemy samochód z metalu i tworzyw sztucznych to trzeba użyć energii do wykopania surowców i przetworzenia ich w gotowy pojazd.
Dochodzą też inne koszty: zaprojektowanie samochodu, reklama, transport, sprzedaż, podatki (biurokracja) i wiele innych.
Wszystko to pochłania energię i materiały. Samochód finalnie kosztuje około 100 tysięcy. I to jest jego koszt umowny.
Prawdziwy koszt jest dużo wyższy, ale oszukujemy się i go nie liczymy. Po pierwsze dochodzi koszt surowców.
Producenci liczą tylko koszt ich wydobycia, a te surówce często są marnowane bezpowrotnie i przetwarzane na śmieci, z którymi ciężko coś zrobić.
Zmarnowane surowce trzeba przecież czymś zastąpić, żeby zrobić kolejną rzecz.

Inny ukryty koszt to utylizacja odpadów i zepsutych rzeczy, tego też się nie liczy, bo przecież wszystko idzie do powietrza, ziemi i wody.
Są one uznawane za wspólne cena złomowania to tylko ułamek prawdziwych kosztów, które są przeniesione na kupującego.
Bo to my się trujemy i płacimy swoim zdrowiem.
Korporacje stawiają fabryki w krajach nisko rozwiniętych. Ludzie pracują tam za marne pieniądze.
Są biedni, głodni i nie zastanawiają się, czy ich fabryka truje i marnuje wspólne zasoby.
Generuje to niezadowolenie i olbrzymie koszty społeczne. Cena produktu jest niska a zyski korporacji spore, płacimy głównie za markę.
Duże firmy zwykle nie produkują i nie zatrudniają, zajmują się tylko reklamą i oznaczaniem towarów swoim logiem. To jest oszustwo, kradzież i żerowanie na słabszych.
Wspieramy ten procedr, wydając pieniądze na ładne nowe rzeczy. Nasze rany wywołane myśleniem, zaklejamy plastrem z napisem eco, bio lub fair trade.
Plastry te dostarczają nam fundacje, które zajmują się produkcją naklejek. Korporacje wspierają je, żeby pokazać się z jak najlepszej strony.

*Te ukryte koszty są dobrze opisane w książce. „Małe jest piękne” E. F Schumachera i „No logo” Naomi Klein. Polecam je bardzo.*

### Mniej smrodzi więcej szkodzi?
Jak myślisz który samochód jest bardziej szkodliwy dla środowiska?
Elektryczny najnowszej generacji napędzany ogniwami słonecznymi czy stary zdezelowany samochód na ropę z wykręconymi filtrami i sondami?
Instynktownie pewnie czujesz, że to jakieś podchwytliwe pytanie.
Zmartwię Cię, nie ma w tym nic podchwytliwego, stary zdezelowany samochód mniej szkodzi środowisku niż supernowoczesna bryka na panele słoneczne.
Pomińmy ukryte koszty, które wymieniłem w poprzednim punkcie i skupmy się na samej cenie kupna.
Starego grata, za którym ciągnie się chmura śmierdzącego dymu, kupimy za kilka tysięcy, czyli jakiś miesiąc pracy.
Supernowoczesny samochód na ogniwa to już koszt kilkuset tysięcy, czyli jakieś sto razy więcej.
Przez jeden miesiąc kupujący jeździ do pracy i wytwarza jakieś niepotrzebne rzeczy.
A jeśli chce kupić droższy i nowoczesny samochód, to musi do tej pracy jeździć parę lat dłużej, wtedy straty dla środowiska są dużo większe.

*mój 7 sekundowy film o chodzeniu*

meeting from Zajawka on Vimeo.

### Czy chodzenie jest szybsze i tańsze niż jeżdżenie?
Henry D. Thoreau w jednym ze swoich esejów filozoficznych „Jezioro Walden” przedstawił bardzo ciekawe wyliczenia dotyczące podróżowania.
Żył w innych czasach podam więc współczesny przykład z zaokrąglonymi cenami.
Dla przykładu weźmy kogoś, kto pracuje godzinę i zarabia 20 zł i zamawia taksówkę, którą jedzie gdzieś blisko za 20 zł (zł + 7x2zł kilometr).
Prędkość człowieka to około 6 km/h, jeśli więc wyjdzie wcześniej z pracy o godzinę, to dotrze do celu dużo szybciej, niż taksówka, która potrzebuje jeszcze około 15 minut na dojazd.
Jesteśmy więc wcześniej, możemy to potraktować jak ćwiczenie fizyczne albo sobie coś przemyśleć. Nie narażamy się też, na wypadki komunikacyjne.
Jak ktoś zarabia 20 zł, to raczej nie wraca do domu taksówką, wybierze tańszą opcję i pojedzie autobusem koszt jednej jazdy to około zł, czyli jakieś 15 minut pracy plus 15 minut jazdy.
Jesteśmy więc półgodziny szybciej, jednak omija nas miła wycieczka, mniej też się ruszamy, przez co tyjemy i gorzej się czujemy.
Jeśli bardzo nam się spieszy, możemy wybrać rower lub autostop.
Jeżdżenie stopem jest bardzo korzystne. Kierowca i tak gdzieś jedzie, a dodatkowa osoba zmniejszy jego koszty ukryte, czyli np. zanieczyszczenie powietrza.

### Nosił wilk razy kilka, a mógł pomyśleć
Transport to skomplikowana sprawa i bardzo szkodliwa.
Generuje dodatkowe koszty, a produktem ubocznym są opakowania i zanieczyszczenia komunikacyjne.
Przenoszenie rzeczy na plecach swoich lub zwierząt pozytywnie wpływa na przyrodę.
Po pierwsze przenosimy mało rzeczy i tylko te najpotrzebniejsze. Po drugie transportujemy je na bliskie odległości, a szkodliwość dla środowiska jest znikoma.
Może to oburzać obrońców zwierząt, jednak więcej zwierząt ginie pod kołami lub rozgniecionych na masce samochodu.
Osobiście nie widzę różnicy między cierpieniem małego a dużego zwierzęcia. Koń dostaje jedzenie i ma schronienie, jego przydatność dla ludzi zapewnia mu życie.

Używając tylko z rzeczy wytworzonych blisko, wspieramy różnorodność i lokalną społeczność, pojawiają się zamienniki i ogólny koszt maleje.
Rośnie też przedsiębiorczość, a dzięki szybkiej wymianie informacji wszystko lepiej się rozwija.
Między sąsiadami często rezygnuje się z pieniędzy i przechodzi na wymianę barterową.
Tym sposobem omija się biurokrację, nie karmi polityków i życie staje się prostsze.

Są też inne metody transportu , można na przykład spławiać towary rzeką albo przenosić tylko nasiona, zasadzić je i poczekać aż urośnie.
To tylko absurdalne i nieżyciowe przykłady, oddają jednak ogólny zamysł i pozwolą mi wytłumaczyć tytułowe zagadnienie.

# Część druga
### Steem power zamiast benzyny.
Użycie szybkiej wymiany informacji wspomaganej przez technologie steem jest jak sianie nasion.
Wkładamy bardzo mało wysiłku, aby osiągnąć cel. Omówię to na przykładach.

### Produkcja i transport.
Dzięki nowym technologiom nie musimy transportować.
Wygląda to tak, przesyłamy instrukcję lub program za pomocą internetu do odległego miejsca.
Odbiorca zdobywa nową wiedzę i sam wykonuje przedmiot z lokalnych materiałów.
Może zrobić to ręcznie, jeśli technologia jest prosta, lub za pomocą maszyn cnc i druku 3d, jeśli jest bardziej skomplikowana.
Rozwiązuje to też parę innych problemów związanych z transportem. Robiąc sobie rzeczy samemu, nie trzeba jeździć do pracy.
Można w tym czasie iść na spacer i zdobyć potrzebne materiały lub powymieniać się z sąsiadami.
Na wsi mamy naturalne surowce a w mieście przetworzone oba rodzaje są bardzo przydatne.

Zamiast jechać do pracy i pracować za biurkiem na jedzenie lepiej je sobie samemu wyhodować w domu i w ogrodzie.
Wystarczy się podszkolić i zdobyć nasiona. Przesłanie nasion jest dużo tańsze niż całych owoców. Nasiona można też samemu pozyskiwać i jest to korzystniejsze.
Jeśli interesuje Cię temat, polecam książkę „Rewolucja źdźbła słomy.” Masanobu Fukuoka o tym, jak robić mniej i osiągać lepsze wyniki w hodowli roślin.
Pomyślisz pewnie, że nie masz działki i w domu to nie ma sensu, nic bardziej mylnego jest aquaponika, hydroponika i inne sprytne metody, które postaram się kiedyś opisać.
Dzięki steem power możesz sam sobie ugotować pyszne jedzenie, wystarczy wesprzeć doświadczonego kucharza, który w przystępny sposób nauczy cię jak dobrze gotować.
Możesz też poczytać o potrawach z innych krajów i zastąpić surowce lokalnymi. Nie ma wtedy potrzeby jechać za granicę czy iść do drogiej restauracji, żeby zaspokoić swoją ciekawość.

### Podróżowanie
Podróżnicy, którzy barwnie opisują swoje przygody mogą zaspokoić naszą potrzebę podróżowania.
Albo wzbudzić naszą ciekawość i skłonić nas do wyprawy. Dzięki nim możemy wybrać najciekawsze dla siebie miejsce lub pojechać w mało znane zakątki, których nikt nie opisał.
Dzięki wymianie informacji możemy też lepiej poznać swoją okolicę i iść pieszo albo pojechać rowerem. Nagradzajmy ich więc niech mają pieniądze na podróże i badanie okolicy.

### Kultura sztuka i wszystko inne czego potrzebujemy.
Możemy brać w tym udział tworzyć i rozwijać się zdalnie. Decentralizacja kultury sprzyja rozwojowi społeczności lokalnej. Artysta może tworzyć gdzieś w spokoju i nie musi jeździć do miasta, aby pokazać swoje prace.
Ma też mniejsze koszty i stać go, by zrobić lokalną wystawę pokaz i transmitować go dalej. Steem power bardzo pomaga i przyspiesza wymianę informacji, motywuje do przekazywania wiedzy i pomysłów.
Wspiera najpotrzebniejsze myśli i idee, które można błyskawicznie przekazać do wielu osób naraz bez papieru i druku, zmniejsza to koszty i wiedza staje się dostępniejsza.
Projekty są wspierane przez steemową społeczność, rozwija się dyskusja, wytykane są błędy i nagradzana aktywność. Głosując, sami decydujemy co jest ważne i jakie pomysły mają ewoluować.

### Podsumowanie.
Widzę dużo wad takich rozwiązań. Są spore uogólnienia i bystry czytelnik znajdzie wiele błędów w myśleniu, ale natchniony nową ideą pomijam je celowo.
Dzięki temu powstaje efekt halo i złudne wyobrażenie, które da siłę na rozwój. Jak pisałem wcześniej, też lubię się oszukiwać.
Czuję chyba ten sam entuzjazm co Douglas Rushkoff w książce Cyberia. Życie w okopach hiperprzestrzeni . Obserwował on rozwój informatyki internetu i ulegał różnym złudzeniom.
Warto ją też przeczytać, jestem w połowie i jak na razie bardzo mi się podoba. Ciężko byłoby ją nazwać książką naukową, świetnie jednak opisuje odczucia ludzi związane z nową technologią,

### Razem drążmy skałę
Wspierajmy się więc w ciekawych inicjatywach i krytykujmy szkodliwe rzeczy.
Mamy wpływ na nasz świat dzięki swojej wytrwałości.
„Kropla drąży skałę nie siłą, lecz ciągłym spadaniem.” Owidiusz

Książki, które na mnie wpłynęły i na których oparłem ten artykuł to:
*„Małe jest piękne”* E.F Schumacher
*„No logo”* Naomi Klein
*„Jezioro Walden”* Henry D. Thoreau
*„Rewolucja źdźbła słomy.”* Masanobu Fukuoka
*„Cyberia.”* Życie w okopach hiperprzestrzeni Douglas Rushkoff*

Autorem zdjęć i tekstu jest Barnaba Wójtowicz-Szczotka
Artykuł napisałem specjalnie dla społeczności steem i chcę aby dotarł do większej ilości osób dlatego też wystawiłem go w konkursie #tematygodnia pod haslem riposta.
Jeśli uważasz, że to co napisałem jest ważne i może nam pomóc, żyć w lepszym świecie, udostępnij proszę.

Miało być o zjeżdżalniach, a będzie o tym jak twój strach zagraża dziecku

Zaryzykuj, poradzisz sobie

To dobre słowa, które zwiększają bezpieczeństwo dziecka. Zamiast klasycznego „uważaj na siebie”, warto zachęcić je do ryzyka.
Postaram się wytłumaczyć to na przykładzie zjeżdżalni jak skomplikowane i nieoczywiste są kwestie bezpieczeństwa.
Czytaj dalej, jeśli chcesz, aby twoje dziecko miało siniaki, zadrapania a jego ubranie było poniszczone i ubłocone.
To mała cena za szczęście i uśmiech dziecka. Doświadczone dzieci są odważniejsze i lepiej poradzą sobie z niebezpieczeństwem, będą miały ciekawsze dzieciństwo, a ty spokojniejsze życie.

Zjeżdżalnia uczy dzieci odwagi i rozwija pewność siebie.

Dziecko wychodząc po schodkach na górę, pokonuje różne lęki.
Rozwija poczucie równowagi i koordynację ruchową. Stojąc na szczycie zjeżdżalni, czuje się większe i silniejsze, widzi cały teren.
Patrzy z góry na opiekunów, czuje wtedy dumę. Jest to dla niego pierwsza nagroda.
Jeśli widzi aprobatę u opiekuna, cieszy się jeszcze bardziej. Widząc natomiast strach, traci pewność siebie.
Dziecko będzie się wahać czy zjechać, ale to ono podejmuje największe ryzyko i powinno samo podjąć tę decyzję.
Wspierajmy je, obserwujmy i cieszmy się z sukcesu. Pomaganie mu i namawianie zaburza samoocenę ryzyka.
Jeśli się dziecko boi, to ma ku temu powody, jeśli samo nie może wyjść na zjeżdżalnię, to też nie powinno z niej zjeżdżać.
Wsadzając dziecko na zjeżdżalnie i asekurując, odbieramy mu coś bardzo ważnego, dumę z samodzielnego pokonania trudności.
Dzieci rywalizują między sobą i popisują się, pozwólmy im na to. Po paru zjazdach satysfakcja maleje i zaczyna się nuda.
Zaczyna się kombinacja, wchodzenie po ślizgu pod prąd, spuszczanie zabawek. Zjeżdża głową w dół na kuckach albo w dwójkę.
I to jest bardzo rozwijające dla dziecka. Postarajmy się przełamać te lęki i pozwólmy im na swobodną zabawę.
Jeśli nabiją sobie guza albo będą mieć siniaki, nauczą się więcej o bezpieczeństwie, drobny ból jest dobrym nauczycielem.
Rodzice często ograniczają dzieciom swobodę zabawy, zabraniają wszystkiego, co niebezpieczne.
Podcinają dzieciom skrzydła i myślą za nich. Dziecko robi się potulne i traci wiarę w siebie, ma słabszy kontakt z rówieśnikami i wolniej się rozwija.
Ślepo ufa dorosłym, podporządkowuje się łatwo, przestaje myśleć i staje się kolejnym trybikiem.
W dorosłym życiu gorzej też sobie radzi, zaczyna pracować, zamiast zaryzykować i robić to, co lubi.
Brak pewności siebie utrudnia życie towarzyskie i kontakty międzyludzkie.
Zwykle matki są bardziej przewrażliwione i opiekuńcze, taka jest ich natura.
Ojcowie natomiast konkretnie psują zabawę przez niecierpliwość i chęć pomocy.
Najlepiej jest, jak dzieci na placu zabaw same się bawią w bezpiecznej odległości od rodziców.
Rodzice niech sobie odpoczną i zajmą się sobą. Potrzebują dużo siły, bo w domu to oni stają się placem zabaw i workiem treningowym.

Budowa zjeżdżalni i szkodliwe „zabezpieczenia”

Zjeżdżalnia to świetna zabawka, którą ciężko zastąpić czymś innym i warto, aby znalazła się na dużym placu zabaw dla większej grupy dzieci.
Przydomowy plac zabaw może się bez niej obejść i te pieniądze można lepiej wykorzystać. Zimą można z dzieckiem zrobić lodową zjeżdżalnię ze śniegu.

Barierki zwykle są bez sensu

Podstawowy problem z barierką jest taki, że dzieci wychodzą na barierki i na nich stają.
Niskie barierki są jeszcze bardziej niebezpieczne, bo dziecko może się o nie potknąć albo być wypchnięte i wtedy źle upada.
Istnieje też ryzyko zaklinowania. Jeśli jest taka potrzeba to lepiej zrobić barierkę zabudowaną. Jeśli dziecko gdzieś może wejść, to prawdopodobnie tam wejdzie mimo zakazów, kiedy nie będziemy patrzeć.
Chyba że wyciągnie wnioski z wcześniejszych doświadczeń i wtedy nie będziemy musieli mu nawet zabraniać, jest to komfortowa sytuacja.
Przy tych wysokościach, jakie ja stosuję, zabezpieczenia ślizgu nie wydają się konieczne, ale norma to norma i robię miękkie linowe barierki, które się przekłada nad głową.
Ma to zapobiec przypadkowemu wypchnięciu przez inne dziecko, rówieśnicy i starsi często właśnie tak pomagają nowicjuszom w podjęciu decyzji o zjeździe.
Barierki dają złudne poczucie bezpieczeństwa. Brak zabezpieczeń wymusza na dziecku ostrożność i skupienie. Bez barierek ma też więcej różnych dróg wejścia i wyjścia, co urozmaica zabawę.

Wysokie place zabaw to skarbonka bez dna.

Producenci dobrze o tym wiedzą i robią duże place zabaw, które nie spełniają później norm.
Aby były z nimi zgodne trzeba wybetonować teren, dać gumowe maty, powiększyć przestrzenie i kupić dużo dodatków.
Mówią, że plac zabaw spełnia normy, jest to jednak manipulacja, gdyż normy wystawia się na zamontowany plac zabaw.
Jeśli przykładowo jest za mała strefa bezpieczna wkoło zjeżdżalni, to nie spełnia on norm. Jeśli zjeżdżalnia nie ma regularnego przeglądu, też przestaje spełniać normy.
Model biznesowy jest taki, sprzedaje się taniej dużą zjeżdżalnię. Po zakupie okazuję się, że jest to niebezpieczne i dla spokoju montuje się „bezpieczną nawierzchnię”.
Polecam więc mniejsze ślizgi ustawione na wysokości jednego metra. Z takiej zabawki dziecko może bezpiecznie spaść na glebę i ma super zabawę.

Tak zwane bezpieczne nawierzchnie to wielkie nieporozumienie

Zamontowanie takiej nawierzchni jest potwornie drogie i trzeba ją co parę lat wymieniać i utylizować zanieczyszczając środowisko.
Dziecko upadając z dużej wysokości, spada na miękką matę, uczy się, że jakkolwiek nie spadnie, to zawsze miękko wyląduje.
Zaburza to jego poczucie bezpieczeństwa. Wychodząc poza teren placu zabaw, może skoczyć z tej samej wysokości na beton, który wygląda podobnie i wtedy już zrobi sobie krzywdę.
Dużo lepszy jest piasek albo żwirek. Takie podłoże wygląda ładnie i bezpieczeństwo jest większe.

Drabinka i schody.

Wszelkie ułatwienia w wychodzeniu mogą być szkodliwe.
Drabinki zwiększają bezpieczeństwo, bo filtrują dzieci, można tak zaprojektować pierwszy stopień, że na górę wejdzie tylko dziecko w odpowiednim rozwoju psychomotorycznym.
Czasem opiekunowie się boją i chcą pomóc, podkładają np. jakiś pieniek albo podsypują ziemią.
Jest to niekorzystne, gdyż obsypując drewniany plac zabaw, powodują jego gnicie.
Podkładając pieniek, narażają na dodatkowe obrażenia dziecko, które upadnie.
Taka podpora może też być niestabilna i powodować urazy nóg.

Ślizg i strefa upadku.

Tu też można przedobrzyć, np. dosypując za dużo piasku żwirku, ze strachu przed upadkiem.
Dziecko ma się nauczyć spadać bezpiecznie na nogi i utrzymać równowagę, więc upadek na tyłek nie powinien być zbyt komfortowy.
Dlatego też robię wyższy próg wybijający. Podsypanie dużej ilości piasku zmienia wysokość i utrudnia dziecku prawidłowe spadanie.
Budując zjeżdżalnie, trzeba zostawić w koło dużo miejsca tak, aby dziecko miało przestrzeń na bieganie i skakanie.
Polecam metalowe ślizgi, gdyż plastikowe się elektryzują i są szkodliwe. Nie tylko fizycznie, ale tez psychicznie.
Są tandetnie wykonane, szybko się niszczą i mają brzydkie kolory.
Dziecko się do nich przyzwyczaja i osłabia swoją wrażliwość na subtelniejsze barwy.
Później wybierają plastikowe jedzenie i plastikowe życie.
Mają natomiast jedną zaletę nad metalowymi, nie nagrzewają się tak bardzo.
Wystarczy jednak ustawić zjeżdżalnie tak, aby słońce, jak najmniej na nią padało.

Podsumowanie

Mam nadzieje, że jasno napisałem o problemach związanych z bezpieczeństwem.
Chciałbym na placach zabaw spotykać odważnych rodziców i szalone dzieci.
Straszne by to było, jakby dzieci bawiły się w kaskach i ochraniaczach izolujących je od otoczenia.
Zabezpieczenia te czasem są bardzo przydatne, ale też mogą powodować dodatkowe obrażenia.
Sznurki mogą się zaplatać, dziecko nie usłyszy zagrożenia, nie poczuje też ruchu powietrza.
Czując się pewniej, będzie też bardziej ryzykować niż zwykle.
Czasem widuję dzieci z opiekunami w kaskach i ochraniaczach, jakby tego było mało, to dzieci mają jeszcze kółka boczne i kijek do prowadzenia.
Dla „dobra” dziecka kółka są niżej i blokują przechył. Efekt jest taki, że dziecko przy nagłym skręcie się wywraca, bo to kółko mu przeszkadza w pochyleniu.
Bez ich pomocy szybciej by się nauczyło trzymać równowagę.
Jazda na rowerze jest bardzo trudna przy małych prędkościach, rower się przewraca i ciężko utrzymać równowagę, ale wystarczy szybciej pojechać i można puścić kierownicę.
Pozwólmy więc dzieciom się rozpędzić i szaleć, nie hamujmy ich swoim strachem.
Jeśli podobał Ci się ten artykuł, może zainteresuję cię też poprzedni tekst o piaskownicach, który znajdziesz tu: https://112358.org/pl/content/kupa-piasku-czy-piaskownica Place zabaw robiłem z moim ojcem Jackiem Szczotką. Są to moje opinie i przemyślenia wynikające z moich doświadczeń, obserwacji dzieci i rozmów z opiekunami.

Kupa piasku czy piaskownica?

Piaskownica wygląda na prostą zabawkę, parę desek i piasek.
To tylko pozory, gdyż jest to jeden z najbardziej skomplikowanych elementów placu zabaw.
Aby zrobić dobrze piaskownicę trzeba się solidnie natrudzić.
Zaczynając budowę piaskownicy dobrze jest sobie zdać sprawę z jakimi problemami mamy do czynienia. Napisałem parę słów o piaskownicach i zdjęcie zrealizowanych projektów.

Czy dziecko tak naprawdę potrzebuje piaskownicę?

Dziecko potrzebuje piasek i zabawę w nim, piaskownica jest dla dorosłych, żeby ten piasek nie rozniósł się po całym ogrodzie.
Osobiście nie mam piaskownicy mam natomiast kupę piasku, w której dzieci się bawią.
Blisko pracowni jest piaszczysta plaża, gdzie dzieci kopią skarby, jest też miejsce do ćwiczenia akrobacji.
Właścicielom przedszkoli też odradzam piaskownice ze względu na biurokracje i problemy techniczne.
Są inne ciekawe rozwiązania można na przykład cały plac zabaw obsypać piaskiem, wtedy pasiek jest traktowany jako podłoże i obowiązują inne normy.
Ilość piasku jest tak duża, że zwierzęta nie są go w stanie mocno zanieczyścić.

Wilgoć i zmienna temperatura.

Po pierwsze zmienne czynniki zewnętrzne, piasek namaka i schnie, nagrzewając się do wysokich temperatur.
W związku z tym drewno jest bardzo narażone na gnicie, pękanie i pęcznienie.
Przy kontakcie z ziemią dobrze jest użyć drewna bardzo odpornego np. robinia akacjowa, z tańszych gatunków świetnie nada się też modrzew. Jak ktoś ma za dużo pieniędzy to najlepszy będzie teak. Piaskownice stawiam na drewnianych klockach, które podnoszą ją nad ziemie i zapewniają przewiew. Zwykle robię piaskownice z drewnianym dnem, na dno daję mocne odporne deski.
Między deskami zostawia się szpary, aby pęczniejąc nie zepsuły się z powodu ścisku.
Dzięki szparom woda swobodnie wypływa z piasku i szybciej schnie.
Piaskownicę warto postawić w zacienionym miejscu tak, aby dzieci mogły się tez bawić w słoneczne dni.
Jednak stawianie piaskownicy pod drzewem liściastym nie jest najlepszym pomysłem. Liście opadają i brudzą piasek.

Zwierzęta i piasek

Kolejnym problemem są zwierzęta, które bardzo lubią zostawiać niespodzianki w piasku.
Przodują w tym koty i psy, jeśli nie mają innego dobrego miejsca, traktują piaskownicę jako kuwetę.
Główny Inspektor Sanitarny zaleca wymianę piasku dwa razy w roku
(zalecenia Głównego Inspektora Sanitarnego z dnia 05.05.2009 r. GIS-BI-074-68-1/J0/09)
dlatego też lepiej wybrać małą piaskownicę łatwiej jest wtedy wymienić piasek, dzięki temu też częściej się to robi.
Zaleca się też budować zamykane piaskownice, choć nie jest to wymagane przez normy.
Odradzam foliowe zakrycia, utrudniają wentylację piasku, który się nagrzewa, dzięki czemu bakterie i grzyby szybciej się rozmnażają.
Certyfikowany piasek jest drogi i nie jest wymagany przez normy. Lepiej kupić tańszy i częściej go wymieniać.
Lepszy jest piasek kopalniany płukany bez drobnych pyłów i iłów.
Piasek warto sprawdzić, gdyż są różne jego rodzaje i nie każdy tak samo dobrze się lepi.
Można też użyć kolorowego piasku, jednak jest on dużo droższy.
Ciekawostka: Światło słoneczne zawiera promieniowanie UV, które działa antybakteryjnie.
Dzieci przekopując piasek, poprawiają jego czystość. Im piasek jest jaśniejszy, tym więcej światła odbija i efekt jest lepszy.

Rodzice też są problemem.

Przeszkadzają dzieciom w zabawie, więc dobrze jest zrobić dla nich ławeczki w takiej odległości,
żeby dzieci były bezpieczne od nadmiernej kontroli, a rodzice mogli je spokojnie obserwować i zareagować w razie potrzeby.

Piasek ma dużo zalet.

Dzieciaki w piaskownicy budują zamki, lepią babki, wykopują i zakopują skarby.
Nawiązują przyjaźnie i znajomości. Dzieci o innej wrażliwości szybciej się rozwijają, korzystając z piaskownicy.
Piaskownice bardzo są polecane w terapii dzieci niewidomych i niedowidzących.
To dobra rozwijająca zabawa. Jest to też bezpieczna zabawa, zagrożenia dla dzieci w piaskownicy są głównie biologiczne, istnieje też niewielkie ryzyko przytrzaśnięcia palców przez klapy.
Czasem dochodzi do rękoczynów, drobnych utarczek i konfliktów. Jest to jednak bardzo przydatne i rozwija cechy społeczne u naszych pociech.

Jaką wybrać piaskownicę?

Mała zamykana piaskownica ma najwięcej zalet, łatwiej będzie ci ją utrzymać w czystości.
Zwróć uwagę na to, aby był luz na zawiasach, po zabawie zostaje piasek i klapa się nie domyka, przez co szybko się psuje.
Dobrze też jest, jak klapy są blokowane, zabezpieczy to dzieci przed przytrzaśnięciem sobie palców.
Piaskownica powinna też być dobrze wykończona, bez drzazg, gładka i bezpieczna.
Dobrze jak deski są łączone bezpiecznymi śrubami, a najlepiej jak tych śrub nie widać.
O plastikowych „piaskownicach” nie piszę szkoda mi czasu, każdy chyba widzi, jakie są tandetne i szkodliwe.
Lepiej wykopać dziurę obłożyć ją belkami drewnianymi i wsypać tam piasek.

Kołyska - spokój i lans czy drogi niepotrzebny mebel?

Jest dylemat i sprawa wbrew pozorom nie jest taka prosta
Zacznę od opisania wad i zalet może to ułatwi podjęcie decyzji.
Opiszę tez parę rzeczy dotyczących wyboru kołyski jeśli byście się zdecydowali.
A na końcu zdjęcia kołysek które powstały w mojej pracowni.

Główne wady:
-drogo
-krótka przydatność
-dużo miejsca zajmuje

Główne zalety
-dzieci uwielbiają się kołysać
-dziecko szybciej zasypia
-jest ładniej i ma się większy spokój

Wady

Główna wada kołysek to to że jest droga i służy dziecku bardzo krótko.
Dziecko szybko rośnie i szybko tez zaczyna siadać a dla siedzących dzieci kołyski nie za bardzo się nadają i mogą być niebezpieczne. Dziecko zaraz po urodzeniu jest przy rodzicach i raczej ciężko się z nim rozstać chyba, że rodzice boja się go zgnieść w czasie snu ale raczej spać się ciężko przez pierwsze tygodnie więc ja nie widzę takiego zagrożenia. Moja córka spała w kołysce jakieś trzy tygodnie i szybko zaczęła uderzać rączkami o ścianki tłuc się i poruszać całą kołyską. Dawniej kołyski bardziej się sprawdzały bo dzieci się otulało i mocno obwiązywało, były wtedy spokojne i nie ruszały się,dzisiaj już się dzieci nie wiąże tak. Kołyska zajmują też sporo miejsca,szczególnie dużo jak nie jest używana potrafi wtedy pół pokoju zająć. Kołyska mojej córki po tym krótkim okresie użytkowania stała się domem dla pluszaków i innych zabawek.

Zalety

Kołyska oczywiście ma też zalety. Po pierwsze i najważniejsze małe dzieci bardzo lubią się bujać i dobrze to na nie wpływa szybciej też się uspakajają. Takie rytmiczne ruchy wpływają też dobrze na rozwój fizyczny i umysłowy dzieci. Dzieci bujały się w życiu płodowym a po porodzie rodzice kołysają je do snu. Jest więc to dla nich naturalny stan, przytulone dziecko czuje się bezpiecznie i komfortowo niestety jest to męczące fizycznie szczególnie dla kobiety po porodzie. Więc w tym względzie kołyska może być pomocna. Stworzenie ładnego i miłego miejsca może wydawać się błahe i nieistotne dla potomka. Dziecko w tym wieku głównie myśli o tym aby zjeść zrobić kupę i się przytulić. Oczywiście spokojne otoczenie, dobra temperatura, dźwięki i zapachy, też mają znaczenie. Najważniejszy jednak dla dziecka w tym okresie jest spokój rodziców (zadowolony rodzic nakarmi przytuli zadba i zmieni pieluchę). Opiekunowie po narodzinach są narażeni na sporą presję ze strony dziadków, przyjaciół i znajomych. Każdy z nich chce być dobrodziejem i wspomóc radą albo "słuszną krytyką" w imię domniemanego dobra dziecka. Kołyska po prostu zamyka usta dobrodziejom bo od razu widać, że rodzice się postarali i dbają, dziecko w kołysce wygląda też lepiej. Bo kto chce patrzyć na swoje dziecko zza krat łóżeczka, maleństwo jest bardziej wyeksponowane jest też lepszy do niego dostęp, wydaje się większe, zdrowsze i ładniejsze przez co lepiej się prezentuje na zdjęciach. Jest lans i nic w tym złego nie widzę, dzieci to wielkie szczęście i warto sobie podkręcać klimat dobrymi dodatkami i cieszyć się komplementami innych mam. Ale zaraz to dużo pieniędzy/pracy, trzeba pracować i przyjemność jest mniejsza jak człowiek zmęczony.

Wnioski

Odradzam więc kołyski ludziom którzy mają sporo innych wydatków.
Natomiast polecam ludziom bogatym i dużym rodzinom.

Kołyska przechodnia to jest coś naprawdę dobrego i przydatnego a wydane pieniądze nie wydają się tak zmarnowane.
Oczywiście ktoś pierwszy musi ją kupić albo zrobić i po tych dwóch miesiącach przekazać kolejnej rodzinie wtedy to ma sens.
Można się też złożyć w parę osób albo kupić komuś w prezencie i przekazać z taka ideą pewnie wtedy wróci jak bumerang.
Jeśli chcesz kupić kołyskę z drewna to polecam kołyski z drewna liściastego (gdyż nie tworzą się drzazgi), dobre jest drewno topolowe lekkie, miękkie, ciepłe i bezpieczne. Olejowanie i woskowanie jest chyba najlepszym sposobem wykończenia drewna dla dzieci. Widziałem, że w sprzedaży jest dużo grubo lakierowanych kołysek, pokrytych konkretną warstwą plastiku z pod której nie widać już drewna.
Może nie są bezpośrednio szkodliwe, ale przy ich powstaniu wydziela się dużo szkodliwych substancji. Są tandetnie zrobione i szybko się psują przez co nie opłaca się je naprawiać, lądują na śmietniku skąd wędrują do pieców i wracają do naszych płuc. Przydatna jest też blokada huśtania. Ciekawe wydają mi się kołyski zawieszone na linach. Powinny być tańsze, ale sam montaż jest bardziej skomplikowany no i przewrażliwieni rodzice mogą się obawiać, że lina się urwie.
Robię kołyski, są jednak drogie i nie polecam bo mam teraz inne plany związane bardziej z gliną. Jeśli jednak bardzo chcesz, zobacz do mojego sklepu z zabawkami. http://www.qp.pl

Kołyska dla moje córki z wyciąganym środkiem. Kołyskę zrobił mój ojciec Jacek Szczotka. Bez gwoździ wszystko na kołkach drewnianych.
Kolejna kołyska to klasyczny model,składana kołyska na prezent dla rodziny w Indiach. Miało być kolorowo i tradycyjnie więc są ludowe wzory z wycinanek.
I jeszcze jedna zrobiona przez Jacka Szczotkę.

Deski do krojenia,jaką wybrać, jak o nie dbać i jak nie dać się zatruć blogerom.

Drewniane deski do Krojenia

Temat wydaje się prosty i banalny, jednak deski są używane od dawna w sztuce kulinarnej przez co sposoby ich wytworzenia i używania bardzo się rozwinęły.

Historia desek znika w mrokach dziejów i raczej nie ma śladów pisanych ani konkretnych badań.
Jednak korzystając z mojej wiedzy stolarskiej wyobraziłem sobie jak mogło to wyglądać.
Pierwsze deski najprawdopodobniej były znalezione w rzece, zrobione z rozłupanych pni oszlifowanych prądem wody.
Były raczej talerzem i służyły do przenoszenia jedzenia.
Po wymyśleniu narzędzi z krzemienia dalej były robione z drzew iglastych, które łatwiej jest rozłupać za pomocą kamiennej siekierki.
Złamane drzewa od wiatru też dzielą się na takie płaty. Wystarczy więc zabrać taki kawałek drewna opalić w ogniu i wyszlifować kamieniem.
Po wynalezieniu noży deski do krojenia stawały się przydatniejsze gdyż, chroniły ostrze przed szybki tępieniem.
Wtedy tez pewnie zauważono, że potępiony nóż lepiej przecina drewno i wymyślono piłę stąd już prosta droga do hipsterskich desek za parę tysięcy od drwalopodobnych ludzi.

Jaką deskę kupić?

Materiał

Wytrzymała deska powinna być zrobiona z twardego drewna liściastego, iglaste są mniej wytrzymałe na takie cięcie dobrym materiałem jest dąb buk orzech,twarde drzewa owocowe.
Dla mnie najlepszym materiałem jest drewno z czarnego dębu pięknie wygląda,jest naturalnie czarne odporne i nie widać śladów przypaleń jak się postawi coś gorącego.
Taka deska ma tez długą historię, bo aby dąb stał się naturalnie czarny musi leżeć pod ziemią kilkaset lat.
Najlepiej jak drzewo rośnie w wysokich górach wtedy drewno ze względu na małe przyrosty jest jeszcze twardsze.
Dąb i orzech zawierają dużo garbników, które są bakteriobójcze ale w reakcji z solami żelaza mogą zmieniać kolor. https://pl.wikipedia.org/wiki/Taniny

UWAGA!!

Szukając informacji o deskach natknąłem się na wiele postów polecających cis jako drewno na deskę, a przecież
wszystkie gatunki cisa są trujące z powodu zawartości w roślinach (z wyjątkiem osnówek) alkaloidu taksyny (źródło) https://pl.wikipedia.org/wiki/Cis_(roślina)
Zaburza pracę serca, żołądka i jelit a także poraża ośrodek oddechowy powodując gwałtowną śmierć. (źródło) https://pl.wikipedia.org/wiki/Taksyna
tu są przykłady takiej radosnej twórczości blogerskiej wybrałem parę pierwszych, a jest tego dużo więcej

https://www.garneczki.pl/blog/deska-do-krojenia-jaka-najlepsza/
http://dziecisawazne.pl/deska-do-krojenia-drewniana-bambusowa-plastikow…
https://www.castorama.pl/inspiracje-i-porady/urzadzanie/wyposazenie-kuc…

Podobnie jest z Grochodrzewem potocznie zwanym potocznie "akacją". Szkodliwa jest kora liście, mniej drewno i kwiaty które są bezpieczne i jadalne.
Substancje zawarte w niej mogą wywołać reakcje alergiczne. I są bardzo szkodliwe dla koni.

Takie "blogerskie" posty mogą wyrządzić wiele szkód, więc trzeba uważać co się pisze/czyta i z czego się je.

Grubość deski

Kolejna sprawa to grubość deski grubsze się mniej wyginają są stabilniejsze i łatwiej je naprawić jak bardzo się zużyją.
Do krojenia mięsa używa się innych desek często są sztorcowe (czyli cięte w poprzek słojów włókna są pionowo) deski takie są łączone z wielu kawałków i są bardziej odporne na cięcia.
Mają tez rowek dzięki temu woda i inne płyny nie spływają po krawędzi pod deskę.
Są tez deski do podawania serów, zakąsek owoców i innych rzeczy. Tu już jest większa dowolność i głównym kryterium wyboru jest wygląd deski.

Wykończenie deski.

Dawniej się olejowało deski, ale niestety tłuszcze jełczeją i mogą być szkodliwe, ale nie trzeba panikować.
Lepszym zabezpieczeniem wydaje się użycie wosku pszczelego albo stearyny można podgrzać roztopić i wetrzeć w deskę polerując między warstwami.
Można też wosk rozpuścić w olejku terpentynowym robionym z żywicy.To jest najlepsze rozwiązanie, bo terpentyna i wosk mają właściwości bakteriobójcze.
Woski są naturalne występują np na skórkach owoców dzięki nim jabłka tak ładnie błyszczą jak się je wypoleruje.

Jak dbać o deski?

Na pewno nie należy ich myć w zmywarce bo się szybko rozpadną.
Można je opłukać w wodzie z dodatkiem mydła najlepiej potasowego które jest nieszkodliwe i jest źródłem potasu dla roślin.
Deski można też dezynfekować za pomocą soku z cytryny,octu,soli i sody oczyszczonej.Substancje te sa nieszkodliwe dal ludzi a zabójcze dla bakterii.
Suszymy je tak aby nie dotykały płaszczyznami do siebie/blatów wtedy nie zapleśnieją.
Jak deska jest bardzo zniszczona można ją odnowić szlifując i woskując od nowa.
Jeśli masz taką stara deskę przyjedź do mnie do pracowni (Wołowice 520 pod Krakowem) dla użytkowników steema renowacja desek za darmo.

Poniżej parę desek z mojej pracowni.
Deski można zamówić lub kupić na stronie.
http://qp.pl/kategoria-produktu/meble_dodatki/kuchenne/