Pokaż jak się czujesz - drzewo emocji na sensoryczny plac zabaw.

Określanie swoich emocji bywa bardzo trudne i ciężko jest je przekazać słowami. Bardzo pomocne w tym przypadku mogą okazać się emotikony.
Zaprojektowałem dla dzieci i dorosłych zabawkę, która może im ułatwić porozumiewanie się.
Jest to konstrukcja drewniana z konarami, na których wiszą drewniane spłaszczone walce topolowe z namalowanymi emotikonami.
Po obu stronach umieściłem różne emocje często przeciwstawne, tak aby można było je sobie obracać i przechodzić z jednej emocji w drugą albo rozmawiać o emocjach.

-Pokaż, jak się czujesz.
-Jak chcesz się czuć?
-Jak się czuje twoja koleżanka?
-Tak też się czujesz?
-Co czujesz do kolegi?

Na te pytania odpowiedź słowami może być dla dziecka bardzo trudna.
Nie wszystkie dzieci mówią płynnie, są takie, które nie mówią od urodzenia, są też takie, które pod wpływem emocji jąkają się, łatwiej im wtedy pokazać ręką.
Dzieci, jak i dorośli często też obrażają się i wtedy nie rozmawiają, tylko pokazują inaczej swoje emocje pokazanie miny albo gestu bywa łatwiejsze.
Ktoś może się też krępować, mówić o swoich emocjach.
Mogą to robić, wskazując palcem lub pokazać wzrokiem patrząc w danym kierunku.

Obrazków jest wiele i można je ustawić tak, aby było widać tylko pozytywne emocje albo tylko negatywne.
Wystarczy jednak mocniejszy podmuch wiatru, aby obrazki się obróciły w swoje przeciwieństwa.
Tak jak w życiu drobna rzecz może zmienić diametralnie emocje.

Na drzewie zawiesiłem też ptaszki, gwiazdki, zwierzęta, i różne abstrakcyjne formy.
Jakieś dziecko może czuć się jak ptak albo jak ślimak być gwiazda, albo drewnianym klockiem.
Jest też parę dzwoneczków i tasiemki, które wraz z ważkami poruszają się przy najmniejszym podmuchu.

Jeden walec jest szczególny, jest na nim lustro. Można na nim ćwiczyć różne miny i obserwować swoją twarz.
Ciekawe jest to, jak na lustra reagują ludzie, jedni się długo przeglądają, inni szybko odwracają wzrok, są też tacy, którzy się uśmiechają.

Drzewo poznania emocji jest częścią sensorycznego placu zabaw w Kutnie znajdującego się w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczego Nr 1 im. Marii Konopnickiej w Kutnie przy ul. Przemysłowe 6
Plac zabaw jest zrobiony z budżetu obywatelskiego i jest ogólnodostępny, umieściłem tam wiele ciekawych zabawek więc polecam to miejsce.

Namiotniki w akcji, piękne pajęczyny i prawdziwe szkodniki.

Widok niesamowity i dla wielu osób może być przerażający co widać po nagłówkach artykułów.

„Morderca drzew złapany na gorącym uczynku”.
„Namiotniki wystraszyły mieszkańców Gdańska i Gdyni”.

## Sposoby walki z nimi są drastyczne:

„Niestety, jego liczne gąsienice intensywnie żerują na liściach. Nie ma innego sposobu, jak tylko wycinka zaatakowanych krzewów i wywiezienie ich z terenu miasta-tłumaczy Maria Jaźwińska z Zarządu Dróg i Zieleni w Gdańsku”.
https://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Namiotniki-wystraszyly-mieszkancow…

„Szkodnik pojawił się na drzewach koło placu zabaw. Gąsienice wyjadają liście do gołych pędów i zostawiają po sobie jasny puch. - Nie wygląda to dobrze, przyznała Ewa Ogińska-Woźniak z Zarządu Dróg i Zieleni. Jak mówią fachowcy, krzaków nie można opryskać z powodu pobliskiego ujęcia wody. Pozostaje wycinka, a ta rozpocznie się w czwartek rano”
https://radiogdansk.pl/wiadomosci/item/25629-po-trzech-latach-powrocil-…

## I kto tu jest szkodnikiem?

Namiotniki żerują na określonych drzewach, jest namiotnik trzmielinowy, namiotnik czeremchowy i namiotnik jabłoniowy.
Nie ma więc ryzyka, że zaatakują wszystkie drzewa w okolicy, o ile nie jest to jakaś masowa hodowla.
Dlatego tak ważna jest różnorodność, aby się dobrze bronić przed różnymi atakami.

Drzewa i krzewy w pajęczynie wyglądają pięknie, ale nie każdemu może się to podobać, są ludzie, którzy preferują beton i równe trawniki dla nich to musi być koszmar.
Mnie też zaatakowały jeden krzew, cieszyłem jak dziecko, ale ja mam dużą bioróżnorodność i coś je wyjadło od zewnątrz albo od środka co też jest dla mnie satysfakcjonujące.

Obserwowałem je parę razy, ogałacają drzewo z liści, przepoczwarzają się i odlatują, a drzewo wypuszcza nowe liście i rośnie dalej.
Nowe liście są mniejsze, co samo w sobie wygląda ciekawie, przecież tak się zmniejsza drzewkom liścia na bonsai.

Ludzie w panice wolą jednak zatruć albo wyciąć. Pewnie ich tak w szkole uczyli, że jak szkodnik to zabić i zasadzić nowe drzewo. ;/ Oczywiście ekonomicznie dla nich to jest lepsze, bo mają więcej pracy.
Wcale to nie zmniejszy kolejnych ataków. Namiotnik falami atakuje co parę lat, wynika to z tego, że jak jest ich za dużo, to głodują i nie mogą się w pełni wykształcić. Co jakiś czas dziesiątkują ich też mrozy.

Może to ludzie są szkodnikami i warto im zburzyć domy, żeby nie szkodzili. Owady zjadają tylko liście, a ludzie wycinają całe drzewo.

## Co zrobić z namiotnikami?

Oczywiście pokochać:D obserwować i cieszyć się pięknym dzikim widokiem.
Drzewa i krzewy to zespól organizmów: rośliny grzyby porosty owady ptaki wszystko razem tworzy piękno. Rozdzielanie ich na siłę zaburza ich rozwój i powoduję, że mamy więcej problemów.

Można też zrobić tablice informacyjne w miejscach publicznych. Ludzie zamykają zwierzęta w Zoo, żeby je oglądać a z naturalnych środowisk wypędzają.
Wystarczy napisać, że owady są niegroźne dla ludzi, jak się przepoczwarzą to odlecą, a drzewo dalej będzie piękne.

Jest też tak, że przyrost drapieżników jest wolniejszy niż przyrost ofiar. Więc jeśli chcemy, aby rozwinęły się owady i ptaki walczące z nimi, to wystarczy poczekać i ich nie truć.
Warto zapewnić im też kryjówki, zostawiając dzikie miejsca.

Jeśli bardzo nam przeszkadzają, to korzystniej jest poniszczyć im oploty ręcznie niż je truć.
Drapieżniki i pasożyty będą miały wtedy szanse się do nich dobrać i rozwinąć, a nie umrą zatrute.

Zdjęcia namiotników zrobiłem w mojej okolicy przy drodze. U nas nie wycinają drzew, na szczęście mają za mało pieniędzy na „pielęgnacje zieleni”.
Wyglądają mi na larwy Namiotnika Trzmieliniaczka ale głowy za to nie dam, gdyż cała przemiana była bardzo i przegapiłem moment przepoczwarzenia i nie mam zdjęć dorosłej formy.

Pierwsze zdjęcia robiłem 13 maja ale myślę że oploty zaczęły się pod koniec kwietnia.

Nowe liście na zdjęciach to 9 czerwca

Domowa hodowla motyli Rusałki Pawik

Opiszę jak zebrać gąsienice i wyhodować z nich piękne motyle w warunkach domowych. Dzięki takiej hodowli możemy zwiększyć populację motyli.
Hodowla jest bardzo prosta i motyle mają większe szanse na przepoczwarzenie się niż w przyrodzie.
Oczywiście jak zbierzemy wszystkie larwy, to jakieś inne organizmy mogą na tym ucierpieć.

Hodowaniem motyli zarazili mnie moi znajomi, którzy prowadzą motylarnię i różne działania edukacyjne.
http://cetonia.edu.pl/ warto ich odwiedzić, aby zobaczyć na żywo piękne owady.

## Poszukiwanie larw

Między pokrzywami niedaleko pracowni znalazłem bardzo dużo larw, z których rozwiną się motyle gatunku
Rusałka pawik (Inachis io) zwanym też pawim oczkiem. Jest to chyba najczęściej spotykany motyl przynajmniej w mojej okolicy.
W maju widziałem też pazie królowej i parę innych gatunków.

## Pokrzywy są bardzo przydatne
Larwy tych motyli żerują na pokrzywach. Więc jeśli chcecie mieć więcej motyli, to zostawcie im pokrzywy, aby mogły się rozmnażać i rozwijać.
Mam dużo pokrzyw w ogrodzie wycinam je czasem na nawóz i używam do ochrony różnych miejsc przed ludźmi.
Pokrzywy tworzą też dzikie miejsca, w których żerują i ukrywają się inne owady.

W pierwszej fazie jak larwy są małe, to oplatają pajęczynami szczyty pokrzyw tak najłatwiej je zauważyć.
Ta pajęczyna maskuje je przed ptakami i chroni przed owadami, które chcą je zjeść albo złożyć w nich jajka.
Najlepiej zabrać te mniejsze, bo jest większa szans na to, że są zdrowe i z larwy wyjdzie motyl, a nie inny owad.
Wystraszone zwijają się w kłębek i spadają z rośliny, więc najlepiej je się łapie, podkładając coś pod krzak pokrzywy i trzęsąc nim.

## Pojemnik i hodowla

Pojemnik na larwy lepiej przygotować wcześniej, ja użyłem szklanego, aby obserwować czy wszystko jest dobrze i czy się rozwijają. Może być też inny ważne aby był szczelny bo larwy są bardzo ruchliwe i wentylowany ( przykryty siatką z gazy )
Na spód dałem porowate kamienie, aby nie było za sucho i larwy nie wpadały do podłoża.

Można też przygotować doniczkę z pokrzywą i ochronić ją siatką, wtedy ten rozwój będzie bardziej naturalny.
Na takiej pokrzywie hoduję się kilka larw, bo są bardzo żarłoczne i ruchliwe i szybko by zjadły całą roślinę, a później szukałyby wyjścia.
Larwy wymagają karmienia nie i dostępu do powietrza, wystraszone wymiotują zieloną cieczą, nie jest to oznaka choroby, tylko naturalny odruch.

## Kokony

Po tygodniu albo dwóch larwy podwieszają się na siatce, albo gałązkach i przekształcają się w kokon, można je wtedy delikatnie przenieść i przyczepić do innego materiału.
Przyczepia się ten ogonek, za który wiszą, większa część ma być na dole.
Znajomi z motylarni zamawiają larwy z różnych hodowli i przyczepiają je szpilką.
Ja przyczepiałem gałązki z kokonami klejem stolarskim do deski. A te, które przyczepiły się do siatki, delikatnie odczepiałem i na kleju mocowałem do deski.
Robiłem kropelkę z kleju i kładłem na nich końcówki kokonu.
Klej schnie parę godzin, ale kokony nie są za bardzo ruchliwe i jest to bardzo proste.
Deseczkę albo gałązki z przyczepionymi kokonami stawiamy pionowo tak, aby zwisały. Do dwóch tygodni powinny z nich wyjść motyle, z początku są słabe, ale jak rozprostują skrzydła, latają wesoło i szukają pokarmu.
Zwykle trzymałem kokony w szklarni i stamtąd wylatywały, ale zobaczyłem, że osa się koło nich kręciła i jeden kokon wyjadła więc przeniosłem je do pokoju.
Kokony dobrze jak mają lekko wilgotne środowisko wtedy larwy się nie przesuszą i będą dobrze przepoczwarzać można postawić obok miskę z wodą.
Jeśli mają wyższą temperaturę to szybciej się przepoczwarzą ale lepiej nie zostawiać ich w pełnym słońcu.
Motyle po przepoczwarzeniu się od razu wypuszczamy, aby nie uszkodziły sobie skrzydeł. I mogły się rozmnażać. Larwy w kokonach mają różne kolory i wyglądają jak mumie po dotknięciu kokon porusza się.

## Takie kokony to dobry prezent

Taką deseczkę wraz z instrukcjami można też dać komuś w prezencie. Kokony są właściwie bezobsługowe a proces wykluwania się i latające motyle robią wrażenie. Ma też to walory edukacyjne, może ludzie nie będą bezmyślnie zabijać larw i się ich bać.

## Rusałki

Motyle w dojrzałej postaci zwykle żyją bardzo krótko i umierają szybko jak tylko się rozmnożą.
Rusałka pawik jest pod tym względem wyjątkowa i potrafi zimować przyczepiona do góry nogami.
W moim rodzinnym domu w piwnicy na suficie było ich bardzo dużo czasem zimą się budziły i latały.

Rusałki pawik, mimo że pospolite są bardzo interesujące, potrafią udawać martwy liść albo straszyć przeciwników nagle rozkładając skrzydła z oczami.
Są też terytorialne i długo gonią samice, aby im zaimponować. Teraz widać takie pary latające razem.

## Wabienie i hodowla motyli
Jeśli chcemy mieć motyle w ogrodzie to zostawiajmy im dzikie miejsca z pokrzywami.
Sadźmy tez kwiaty bardzo skuteczna jest budleja Dawida, tak samo lebiodka pospolita zwana oregano, jak i inne kwiaty w różnych kolorach.
Dobrze jest też zostawiać owadom gruszki pomarańcze i inne słodkie i miękkie owoce jako karmniki.

W ten sposób można hodować też inne motyle, ja hoduję jeszcze bielinka kapustnika, dla wielu osób to są szkodniki, ale wole posadzić więcej roślin kapustnych i mieć piękne białe motyle.
Ogród w pierwszej kolejności mam dla owadów zwierząt i roślin cieszę się z każdego nowego gatunku, który rozpoznam. Dziś zobaczyłem pierwszego świetlika w tym roku dobry dzień.

Warcaby z kamyków i drewna

Pierwsze warcaby dla mojej córki zrobiłem z kamyczków i kartki papieru, którą pozaginałem na 16 części.
Za pionki służyły mi białe i czarne otoczaki, które znalazłem na plaży obok mojej pracowni. Pograliśmy chwilę i spodobał mi się ten prosty pomysł.
Pomyślałem, że ładnie by wyglądały na drewnianej szachownicy, więc wyfrezowałem otwory na kamienie, a deskę zamieniłem na pudełko.
Pudełko jest zamykane na lekko elastyczne sznureczki, gumka lepiej by trzymała, ale nie pasowała do mojego pomysłu.
Warcaby grzechoczą, dla jednych może to być wada, a dla innych zaleta.
Pisząc ten tekst, wymyśliłem warcaby z tekstylną szachownicą, które można by było nosić w woreczku.
Na koniec zdjęcie z plaży kamienie i coś, co mnie zaskoczyło.

Kwiaty bzu na wino i syrop.

Chodzi o czarny bez ten dziki. Teraz kwitnie w mojej okolicy, ma bardzo małe kwiatuszki, zebrane w duże kwiatostany.
Wino wychodzi mi słodkie i aromatyczne a kwiaty są takie drobne i piękne, że zawsze część z nich zostawiam w winie.
Tak jak przy innych winach, polecam małe dymiony, żeby szybko zrobić i sprawnie.
Mieć mniej pracy a więcej przyjemności.

Na 5 litrów potrzeba
2,5 litra kwiatów
1 kg cukru
3 litry wody
2 cytryny ze skórkami (cytrynki pomagają w fermentacji)
Wino pewnie samo ruszy, ale dobre drożdże z innego wina lub kupione i wyhodowane pozwolą otrzymać mocniejszy alkohol.

Podane ilości są orientacyjne, cukru można dodać więcej, wtedy wino będzie słodsze.
Kwiaty zbiera się łatwo, nie trzeba żadnych do tego przyrządów. Podobnie jak z innymi kwiatami na wino, zbieramy je z dala od zanieczyszczeń.
Kwiatów nie płuczemy, bo szkoda pyłku kwiatowego, z którego między innymi wino powstaje.
Z jednego krzaka zbierajmy około 20% albo mniej wtedy roślina nie ucierpi tak bardzo i wytworzy mocniejsze owoce, z których też robi się wino.
Bez jest bardzo ciekawą rośliną cenioną dawniej przez ludzi i szanowaną. Tradycyjnie rośnie na rogach domów i je ochrania.
Myślałem, że specjalnie je ludzie sadzili do czasu aż wyrosły mi takie na rogach pracowni.
Widać lubi, rosnąc na skraju przy ścianie, a może ptaki lubią je tam rozsiewać. Wciąż to dla mnie jest zagadką.

Przygotowanie wina trwa chwilę, więc zachęcam do spaceru po kwiaty, o ile jeszcze nie przekwitły i nie opadły.
Kwiaty trzymamy chwile rozłożone na płaskim, aby wyszły z nich owady.
Kwiatami obranymi z łodyżek napełniamy dymion i zalewamy dobrą wodą z rozpuszczonym cukrem, dodajemy umyte i pokrojone cytryny i ewentualnie drożdże winne rozmnożone wcześniej.
Resztę, która została, dobrze jest zasypać cukrem i zrobić syrop.
Jest to smaczny i piękny dodatek do różnych napojów i deserów, te małe kwiatuszki bardzo działają na zmysły i wyobraźnię od razu wszystko lepiej smakuje.

Wino jak przestanie fermentować, trzeba zlać znad osadu martwych drożdży, można dosypać trochę cukru i odstawić do dalszej fermentacji i dojrzewania.
Życzę miłych chwil w obcowaniu z tą rośliną i jej smakiem.

Jako ciekawostkę dodam na koniec, że z bzu robiono proste flety, ich łodygi mają w środku gąbkę, którą łatwo wyciągnąć i nie trzeba nic wiercić, aby mieć rurkę.

Siatka z patyków

Siatki to plecione elementy z różnych materiałów pierwsze siatki były pewnie z patyków i innych fragmentów roślin. Rozmawiałem z kolegą o wiklinie i powiedział mi, że umie grodzić, że tak nazywa się plecenie wikliny w tej okolicy. Wołowice pod Krakowem to było zagłębie wiklinowe, w co drugim domu ludzie pletli z wikliny. Teraz już mniej ludzi robi z wikliny, ale wciąż widać przy domach stosy suszonej wikliny. Grodzenie wikliną i odgradzanie się nią było chyba pierwszym jej zastosowaniem, wydaje mi się, że dopiero później ludzie zaczęli pleść koszyki. Inne rzeczy z wikliny trudniej się robi i wymagają większej obróbki drewna. Myślę, że najpierw grodzili, aby ochronić roślin i zwierzęta przed różnymi zagrożeniami. Postanowiłem też skorzystać z tego rozwiązania i ochraniać świeżo przesadzone warzywa i zioła.

Rośliny po przesadzeniu są bardzo słabe i potrzebują ochrony przed: słońcem, wiatrem, gwałtownym deszczem, gradem kurami albo ludźmi. Można przykryć luźnymi patykami, ale ciężko je później wyciągnąć jak zarosną, mogą też utrudniać wzrost roślinom. Po przesadzeniu rośliny opadają i po kilku dniach wstają, dobrze więc taką siatkę umieścić wyżej nad roślinami.

Siatkę zrobiłem z brzozowych patyków i wikliny.
Brzozowe patyki już miałem, niestety trochę podeschły i nie wyginały się tak dobrze. Wiklinę ściąłem świeżą i była bardzo elastyczna.
Wycinałem ją sierpem z ząbkami, tak najwygodniej się ją tnie. Brzozowe patyki obrobiłem i skróciłem tą oto siekierką z krótkim rymem Desartka, który pomaga mi czasem w pracowni.

Początek był prosty i regularny patyki, były grube i szybko cała konstrukcja stała się sztywna.
Na tym można by skończyć, powiązać końce i mieć materiał na płotek wystarczy przymocować do słupków i zasadzić pnące rośliny.
To jest niesamowite, jak taka prosta konstrukcja wzmacnia się nawzajem i usztywnia.
Pojedynczy patyk nie wytrzymałby dużego obciążenia, a po zapleceniu spokojnie można by na tym leżeć. Siatkę robiłem na około 170 cm, nie mierzyłem, tylko przycinałem patyki na wysokości wzroku. To wygodne rozwiązanie wiele zwierząt je stosuję ja podpatrzyłem je u bobrów które małe kawałki tną na swój wymiar, macając pewnie koniec ogonem.

Potrzebowałem gęstszą siatkę, do uzupełnienia najodpowiedniejsza wydała mi się wiklina. Całkiem sprawnie udało mi się ją wpleść, choć bywały problemy i w jednym przypadku zdarła się kora, a parę patyków się nadłamało. Wdarł się też chaos, który tak bardzo lubię. Szczypta chaosu zawsze pomaga mi w dopasowaniu elementów do siebie.
Po tym etapie miałem już bardzo mocną konstrukcję, ale potrzebowałem jeszcze czegoś do rozbijania deszczu i zacieniania. Wplotłem więc cienkie końcówki brzozowe, które rozwidlają się na wiele kawałków i które można wiązać jak sznurki.

O ile środek był bardzo wytrzymały, to siatka na końcach traciła swoja moc postanowiłem więc obwiązać rogi sznurkiem.
Gotową siatkę postawiłem na mojej podwyższonej grządce.

Siatki są bardzo przydatne w budowaniu ogrodzeń, ale osobiście za nimi nie przepadam, przeszkadza mi ich regularność. Zasłaniają mi widok, a zwierzęta nie mogą swobodnie wędrować. Ludzie czasem się tak ogrodzą, że wyglądają jak w zoo albo w więzieniu. Chronią się przed innymi czy innych przed sobą. Siatka i płoty to cena strachu albo potrzeby prywatności.

Gdybym wiedział, że to takie proste byłbym juz cały w tatuażach

Napiszę o tym, jak prosto i tanio można zrobić sobie lub komuś mały tatuaż. Chciałem sam robić sobie tatuaże, ale koszt maszynki do tatuowania i akcesoriów bardzo mnie do tego zniechęcił, podliczyłem i całość pewnie by kosztowała kilka tysięcy. Tatuowanie w studiach jest drogie i mało klimatyczne. Takie działania to coś osobistego i wolę, aby dziarał mnie jakiś znajomy artysta. Pierwsze dwa tatuaże zrobił mi Andrzej Tomek Opar, maszynką u mnie w pracowni w trakcie imprezy co opisałem [tutaj](https://steemit.com/polish/@fraktale/poprawi-sie-pozniej-pijackie-studi…). Bardzo lubię te wzory i mam z nimi dobre wspomnienia. Tomek, wyjeżdżając, zostawił mi zestaw do ręcznego tatuowania oraz garść przydatnych informacji. Poczytałem trochę o tym i postanowiłem pierwszy rysunek zrobić sobie na nodze. Tomek mówił, że ćwiczenie na bananach i skórze to starta czasu, bo to inne materiały, doświadczenie w ręcznym ozdabianiu mam więc go posłuchałem. Sztuka tatuażu jest bardzo stara, od dawien dawna ludzie się nakłuwali ostrymi przedmiotami ubrudzonymi w farbach. Tusze są przebadane i cały proces jest bezpieczny, jeśli zachowuje się podstawowe środki higieny. Jestem już stary, to nie muszę się zastanawiać, jak na starość będą wyglądały tatuaże. Więc długo się nie zastanawiałem. ##Materiały i narzędzia Potrzebujemy tusz i igłę. Można to robić zwykłą igłą i zwykłym tuszem, ale zdecydowanie lepiej kupić jednorazową sterylną igłę za 2-3 zł i tusz za kilkadziesiąt złotych który starczy na bardzo długo. Wszytko, można zamówić przez internet lub kupić w sklepie dla tatuażystów. Tu jest pełna lista: -igły jednorazowe 0,35 są mniejsze i dokładniejsze, ale ciężej się nimi robi i więcej razy trzeba nakłuwać -tusz, polecam klasyczny czarny, najbezpieczniejszy i sprawdzony przez lata, kolorowe tusze zmieniają się z czasem i można mieć też na nie uczulenie -jednorazowe pojemniczki na tusz (wyglądają jak naparstek) -kalka do kopiowania -jednorazowe rękawiczki -wazelina kosmetyczna -alkohol do przeniesienia wzoru lub specjalny płyn -folia spożywcza, golarka i mydło do higieny intymnej -ręcznik papierowy -przyda się też taśma klejąca do mocowania igły na jakimś patyku. Całość kosztuje około 150 zł i starczy na długo. ##Przygotowanie wzoru Przygotowujemy wzór na najlepiej mały kilka centymetrów, aby zrobić go szybko. Ja wybrałem wzory, które narysowała moja córka Lilki. Trochę je uprościłem, żeby łatwiej mi było nakłuwać igłą. Tatuaże są pamiątka na całe życie, w teorii, bo w praktyce można je usunąć laserem, szczególnie łatwo schodzą te czarne. Warto się jednak zastanowić i mieć jakiś ogólny plan, bo zabiegi są drogie. ##Przeniesienie wzoru Do przeniesienia wzoru na skórę używamy kalki do kopiowania, takiej zwykłej, jakiej używa się przy pisaniu. Wzór za pomocą kalki przenosimy na pergamin, który jest w zestawie z kalką. Kartkę ze wzorem odwracamy, aby obraz był odbity jak w lustrze. Kładziemy na kalce i rysujemy po liniach długopisem, aby przenieść wzór. Wycinamy wzór nożyczkami i sprawdzamy, czy będzie pasował wielkością. Jeśli mamy już wzór na kalce i jesteśmy go pewni, przechodzimy do przygotowania miejsca i wszystkich akcesoriów. ##Przygotowanie miejsca i skóry Najlepiej zrobić to w czystym, wygodnym i dobrze oświetlonym miejscu. Ja siedziałem na drewnianej ławie i doświetlałem sobie lampą fotograficzną, miałem też na głowie czołówkę, żeby mieć lepsze oświetlenie. Blat owinąłem jednorazową folią spożywczą, położyłem na foli wazelinę mały pojemniczek na tusz, przygotowałem igłę, muzykę i coś do picia. Miejsce na tatuaż trzeba ogolić i dobrze umyć, a później zdezynfekować. Nakładamy wzór na wybrane miejsce i smarujemy papier alkoholem albo tym płynem do przenoszenia. Trzeba chwile odczekać, aż wzór przejdzie. Odrywamy kartkę i czekamy chwilę, aż wyschnie. Jeśli wzór nie odbił się dobrze, trzeba go jeszcze raz nanieść albo dorysować brakujące fragmenty cienkopisem. Jeśli już mamy naniesiony wzór, nalewamy tusz do pojemniczka, ubieramy rękawiczki, nabieramy trochę wazeliny i kładziemy go na foli tak, aby nie brać wazeliny z pojemniczka za każdym razem i jej nie zabrudzić. W trakcie tatuowania skóra musi być ciągle natłuszczona. Smarujemy więc miejsce cienką warstwą, wzór nie powinien przy tym zejść. ##Tatuowanie Odpakowujemy świeżą igłę i moczymy ja w tuszu. Nakłuwamy pod kątem i lekko odchylamy skórę wbitą igłą, wtedy tusz lepiej wchodzi. Igła jest złożona z wielu małych igiełek i wchodzi w skórę, tyle ile trzeba. Zaczynamy od kropkowanego obrysu, oznaczamy miejsca, gdzie linie się łączą, albo zakrzywiają. Jeśli już mamy parę kropek przecieramy skórę ręcznikiem papierowym, aby zobaczyć wzór i smarujemy wazeliną. Pierwsze kropki są blade, chwile trzeba nakłuwać, aby powstał mocny wzór. Proces jest powolny i wszystko mamy pod kontrolą. ##Czy to boli? Boli boli, ale dużo mniej niż maszynką. Maszynka szarpie skórę i rozcina, ból jest skondensowany. Nakłuwanie jest przyjemne, chyba że nakłuwa się ciągle w tym samym miejscu, przyjemniej jest, jak się rytmicznie nakłuwa, kropka po kropce i parę razy objeżdża kontur. Przy całym zabiegu bardziej mnie ręka bolała ze zmęczenia i noga od dziwnej pozycji. Jak się samemu robi, to się ma lepsze wyczucie czy igła dobrze weszła, jak nie czuć to znaczy, że za słabo. Taki mały tatuaż zajmie godzinę albo dwie. W trakcie trwania zabiegu organizm wytwarza dużo substancji przeciwbólowych i adrenaliny. Ból szybko ustaje i samopoczucie po przestaniu nakłuwania jest bardzo dobre. ## Pielęgnacja po zabiegu Jeśli jesteśmy zadowoleni z efektu, wycieramy skórę z tuszu i wazeliny. Dezynfekujemy środkiem z apteki, smarujemy cienką warstwą kremu ochronnego i owijamy całość folią spożywczą lub nakładamy specjalny plaster z foli paro-przepuszczalnej. Co parę godzin przemywamy wodą z mydłem bez dodatków, osuszamy, dezynfekujemy, smarujemy i nakładamy świeżą folię. Trzymamy tak całą dobę. Na początku przemywamy mydłem do higieny intymnej i smarujemy skórę dość często. Ręcznie robiony tatuaż goi się bardzo szybko, nie schodzi skóra i nie ma z nim takich problemów, jak z tym maszynowym. Tatuaże dobrze jest chronić przed słońcem i smarować latem kremami z filtrami. Rysowanie po swoim ciele jest zaraźliwe, raczej na jednym tatuażu się nie skończy. Tworzenie takich wzorów na własnej skórze zmienia też postrzeganie siebie, wiele osób odczuwa większą pewność siebie. Przestajemy się też bać o jakieś blizny i rany, gdy wiemy, że wszystko można zamalować tuszem. ##Wszystko wolno Tatuaże, które zrobiłem i mają się świetnie, są zagojone i jestem z nich dumny. Planuje kolejne i pewnie cały będę porysowany jak mój mózg :D Podoba mi się ta pierwotna technika i ta forma rytuału. Zadbałem od dobry klimat i słuchałem indyjskich bębnów, które wybijały mi rytm nakłuć. Kolejny tatuaż robiłem przy elektronice i minimalach. Ten rytmiczny ból bardzo mnie relaksuje. Przyjemnie się dziara inne osoby, więc jakby ktoś chciał, to bardzo chętnie coś małego wytatuuje . Nie jestem profesjonalistą i nie jest to dokładny poradnik, pewnie wiele rzeczy można zrobić lepiej. Jeśli ci się podoba ta technika, to koniecznie o niej poczytaj więcej. Artykuły i teksty znajdziesz pod hasłami handpoke lub stick and poke. Studia tatuaży mogą odradzać takie metody, ale oni na tym zarabiają i raczej będą chcieli cię przestraszyć, żeby mieć dobry zarobek. Warto też zobaczyć filmiki, w jaki sposób nakłuwają, bo ciężko było mi to zrozumiale opisać. Taka metoda tatuowania bardzo dobrze się wpisuje w ślimaczy nurt wszystko wolno. Jeśli macie takie tatuaże albo sobie zrobicie, to koniecznie pochwalcie się nimi w komentarzach.

 

Jeśli chcesz, mogę Cię nauczyć robienia takich tatuaży. Więcej informacji znajdziesz tutaj: https://qp.pl/produkt/kurs-tatuazu-metoda-handpoke-bez-maszynki/
Zdjęcia moich tatuaży znajdziesz tutaj: https://112358.org/pl/content/tatuażedziary-handpoke-ręcznie-nakłuwanie

Kwiaty „akacji” w cieście naleśnikowym i degustacja innych kwiatów.

Majowe kwiaty są smaczne i bardzo uatrakcyjnią twoje posiłki. Opisze akacjowe placki i inne smaczne kwiatki, które pewnie jeszcze nie zagościły w twoim jadłospisie.

Robinia akacjowa, grochodrzew zwana błędnie „akacją” to jedno z moich ulubionych drzew, ma piękne drewno o niespotykanych cechach.
Teraz można zbierać kwiaty i tak jak to opisała zrobić wino ( https://steemit.com/polish/@bowess/wino-z-kwiatow-akacji-robinia-pseudo… ) lub zjeść w inny sposób.
Kwiaty są surowcem lekarskim, wspomagają trawienie, oczyszczają i wzmacniają.

Kwiaty w cieście naleśnikowym zbierałem i przygotowałem razem z Lilką.

Jeśli chcemy skosztować takich przysmaków.
Bierzemy papierową torbę albo jakiś koszyczek i idziemy na spacer, gdzie rosną młode akacje. Ważne, żeby to było z dala od samochodów i zanieczyszczeń.
Kwiatostany zbieramy całe, zbiera się je bardzo szybko i przyjemnie, można odcinać nożyczkami.
Rozkładamy je na czymś płaskim, aby wyszły robaczki.

Przygotowujemy ciasto naleśnikowe.
Ciasto naleśnikowe jest proste do zrobienia, ale są różne metody i przepisy.
Pewnie masz swój, ulubiony więc nie będę się rozpisywał. Jeśli nie znasz, to polecam poszukać w sieci i znaleźć swój ulubiony.

Całe kwiatostany chwytamy za łodyżkę i moczymy w cieście naleśnikowym, układamy je na rozgrzanej patelni tak, aby wystawały łodyżki.
Pieczemy z dwóch stron jak placki i czekamy, aż trochę ostygną.

Do ręki i do buzi
Chwytamy za łodyżkę i przytrzymujemy ciasto zębami i wyciągamy pustą łodyżkę.
To jest dużo szybsze niż obieranie kwiatostanów, przed robieniem placków.
Placki szybko znikały z talerza w trakcie pieczenia, tyle udało mi się ocalić do zdjęcia.

Jako dodatek do placków proponuje inne kwiaty, które można teraz zebrać.

Bowes polecała bratki fiołki i lilaki https://steemit.com/polish/@bowess/salatka-majowa-kwiatowo-szczawiowa, ja polecam jeszcze:

Kwiaty dzikiej róży, które pięknie wyglądają i dobrze smakują.
Smak białych kwiatów chrzanu jest dużo delikatniejszy i miło mnie zaskoczył.
Protestujcie też kwiaty warzyw. Warzywa mają drobne kwiaty, ale górują nad innymi roślinami i ładnie to wygląda.
Część roślin zostawiam dla zwierząt i zawsze coś zakwitnie.
Świetnie do tego nadają się rośliny zimujące takie jak jarmuż i brukiew.
Na drugi rok wydają smaczne żółte kwiaty. Jeśli się im pozwoli, to same się rozsieją.
Piękne i smaczne są też płatki rukoli, mają paseczki i subtelny kolor.
Rukola rośnie jak szalona, mi się przejadła i trzymam ją dla ozdoby bardziej.
Zbierałem też kuliste kwiatostany koniczyny na łące obok są słodkie.
Podobnie jak bez czarny, który też masowo kwitnie teraz i może być dobrym dodatkiem.
Moje kolejne odkrycie to słodko-kwaśny smak osłonek borówki amerykańskiej.
Zbierałem je z ziemi, bo opadają same po przekwitnięciu, można rozłożyć gazetę pod krzakiem, będzie łatwiej.

Wąchajcie kwiatki od góry
Smakujcie je i testujcie, szczególnie warto sprawdzić rośliny jadalnych i ziół.
Rozmawiałem z zielarzami i botanikami na temat toksyczności kwiatów i szukałem też informacji na ten temat, jest bardzo małe prawdopodobieństwa zatrucia.
Trujące są raczej nasiona i owoce i reszta rośliny potrzeba by też było ogromnych ilości.
Można być uczulonym na jakieś pyłki, ale to raczej traw i drzew.

Robinia akacjowa, o której pisałem teraz, też jest trująca dla zwierząt i może być szkodliwa dla ludzi w dużych ilościach, ale kwiaty są znanym przysmakiem i lekarstwem.
Tak samo Cis cały jest trujący, a (osnówki) nie stanowią zagrożenia.

Jednak unikam kwiatów konwalii, ozdobnych roślin cebulkowych, powojów i innych roślin uznanych za trujące.

Kawa zbożowa – przepis jak zrobić zamiast kupować

Powolne prażenie zboża i dodatków pozwala na zrobienie tego dobrego i zdrowego napoju.
Będąc mały, nie piłem kawy zbożowej, chciałem pić normalną kawę, a nie jakieś podróby dla dzieci. Teraz bardzo lubię i często pije, mieszam ją też pół na pół ze zwykłą kawą.
Lubię gorzki smak, rośliny hodowlane utraciły, gdyż ludzie preferują inne smaki, można też dodawać piołunu albo cykorii do potraw.

Kawę zbożową najczęściej robi się z żyta, orkiszu, i różnych dodatków.
Żyto bez dodatków hamujących wzrost ciężko mi kupić w okolicy, ale w sklepach spożywczych jest dużo różnych kasz, które świetnie się nadają do prażenia.
Zwykle robiłem tylko z kasz, ale teraz chciałem poeksperymentować i prażyć otręby z różnych zbóż.
Może i pomysł dobry, nie wiem, bo dodałem jeszcze zwykłe kasze i nie wszystko poszło zgodnie z planem.
Płatki się trochę za bardzo spaliły, mi to nie przeszkadza, węgiel lubię od dziecka do tego stopnia, że przysmakiem dla mnie były tabletki z węglem aktywnym kupowane w aptece.

Zapaliłem ognisko i przygotowałem żeliwny kociołek. Można też z powodzeniem kawę prażyć na patelni albo w jakimś garnku.
Polecam żeliwne naczynia, gdyż mają dużą bezwładność cieplną i ciężej coś przypalić, a to często mi się zdarza.
Dlatego też wole robić kawę na ognisku, większe szanse są, że jej przypilnuję.
Pomieszałem kaszę i płatki, dodałem też startą pestkę awokado, która podobnie jak owoc jest bardzo wartościowa.
Szkoda mi wyrzucać pestki sadzę je albo ścieram i dodaję do potraw. Liście awokado podobno też są bardzo zdrowe, dowiedziałem się o tym, kiedy wiosną wyniosłem drzewko na słońce i w nocy mi przemarzło.
Zebrałem liście, wysuszyłem i zrobiłem sobie herbatki. Awokado jest dobre i zdrowe, ale też bardzo drogie, może lepiej je zasadzić i zbierać listki.

Kolejny dodatek to starte buraki, które dodaje się do kawy i praży razem z nimi. Czasem dodaję też starty korzeń cykorii, którą sadzę, bo ładnie wygląda i ma gorzkie liście.
Podobno dodaje się też korzenie mniszka lekarskiego, zbiera się jesienią suszy ściera na tarce i praży. W tym roku posadziłem, arcydzięgiel litwor i sprawdzę jego korzenie, jak tylko urosną.
Z ziarnami też można pokombinować i dodać np. sezam albo siemię. Lubię mieszać różne rzeczy, mniej boję się interakcji niż przedawkowania jednej rzeczy.
Nasiona bywają szkodliwe i ciężkostrawne, trzeba mieć to na uwadze. Lata ewolucji tak wpłynęły na nie, że przechodzą przez układ trawienny lekko uszkodzone i lądują na ziemi w kupce wodnistego nawozu.
Prażenie zmniejsza ilość szkodliwych substancji, np. kwasu pruskiego, który jest w pestkach wiśni śliwek moreli i czereśni i zostają same dobre substancje.
Robi się też kawę z żołędzi, proces jej przygotowania jest jednak bardziej skomplikowany, trzeba je ługować przed prażeniem, opisze ten proces jesienią, jak nazbieram żołędzi.

Ziarna i dodatki prażymy na małym ogniu, powoli mieszając ciągle, aby równomiernie się nagrzewały i robiły brązowe, nie powinny się spalić, bo stracimy wtedy cenne substancje. Po uprażeniu ziarna i dodatki mielimy w młynku lub ugniatamy w moździerzu.
Ja dopiero przed parzeniem kawy ugniatam w moździerzu, wydaje mi się, że wtedy lepsza, pewnie jest to złudzenie, ale przyjemniej tak mi się robi kawę.
Można też dosypać przypraw: goździki, ziele angielskie, cynamon, kardamon albo inne, które lubimy. Zachęcam do eksperymentów i stworzenia własnej receptury.

Kawę parzymy tak jak zwykłą, zalewamy ją wrzątkiem, gotujemy w garnku, albo robimy w ekspresie do kawy. Kawa zbożowa bardziej pęcznieje przy parzeniu, dlatego też mniej się jej sypie i nie ugniata tak bardzo, parząc ciśnieniowo.

Można kupić kawy zbożowe w sklepie, te rozpuszczalne są takie sobie, smakują sztucznie, dużo lepsze wydają mi się sypane albo w torebkach.
Samodzielnie zrobiona jednak smakuje najlepiej i jest dużo tańsza.

Wybielająca pasta do zębów do której składniki masz pewnie w domu.

Przepis na pastę wybielającą do zębów, która można zrobić w domu z ogólnodostępnych składników.

Składniki:
Olej kokosowy, lniany albo inny roślinny
Soda spożywcza
Sól
Węgiel z apteki
Dodatki ziołowe.

## Olej
Podstawowym składnikiem jest olej kokosowy, który jest stały w temperaturze pokojowej i bardziej przypomina masło.
Roztapia się w temperaturze ponad 30°C. Olej ma substancje bakteriobójcze i dobrze wpływa na dziąsła.
Jest też świetnym medium do łączenia pozostałych składników, gdyż kryształki soli i sody nie rozpuszczają się w nim i dalej mają właściwości trące.
Zamiennie można użyć oleju lnianego, który bardzo dobrze wpływa na skórę i jest używany do płukania jamy ustnej.
## Sól, soda, węgiel
Soda świetnie czyści i mineralizuje dodatkowo. Podobnie działa sól, która jeszcze konserwuje pastę przez wiązanie wody i działanie bakteriobójcze.
Węgiel aktywny z apteki jest materiałem ściernym i świetnie pochłania różne substancje chemiczne. Ma porowatą strukturę, w której zamyka brudy. Jest mało reaktywny chemicznie, używa się go do filtrowania i przy różnych zatruciach.
## Zioła i dodatki
Można dodać też olejki eteryczne np. miętowy lub eukaliptusowy mają działanie bakteriobójcze i poprawiają smak, który nie jest najlepszy ze względu na sól i sodę.
Ja dodałem miażdżone liście eukaliptusa, tymianek (który tez jest bakteriobójczy) ziele angielskie i goździki. Czasem ludzie dodają też stevie, aby było bardziej słodkie albo Ksylitol.
Ksylitol to „cukier brzozowy” a dokładnie alkohol cukrowy działa przeciwpróchniczo, ale sposób jego otrzymywania jest daleki od naturalnych metod i jest dość drogi. Substancja ta jest też bardzo szkodliwa dla psów.
Informacje z wikipedi: https://pl.wikipedia.org/wiki/Ksylitol

Goździki to nie jest tylko dodatek smakowy, mają działanie przeciwbólowe na zęby i dziąsła. Wystarczy je rozgryźć i od razu czuje się mrowienie i znieczulenie miejscowe, które daje ulgę przy lekkich bólach.
Pastę robi się prosto, wystarczy wymieszać składniki a proporcje najlepiej ustalić samemu w zależności od potrzeb i upodobań.

## Mieszanie
Ja dałem po jednej łyżce soli i sody, dwie łyżki ziół 3 łyżki węgla i ponad sześć łyżek oleju dodawałem tyle, aby mieć dobrą do nakładania konsystencje.
Olej podgrzałem na słońcu i nim zalałem zioła i dodatki. Pasta jest raczej gęstą cieczą i dużo się jej nie nakłada.
Zioła wcześniej ugniotłem w moździerzu i przesiałem przez sitko.

## Pasta
Pastę przed użyciem trzeba ogrzać i wymieszać. Ja wystawiam ją na słońce albo słoik zalewam ciepła wodą. W trakcie mycia zęby są czarne, ale łatwo je wypłukać.

Pasty są dość mocno czyszczące i lepiej nie robić sobie jednodniowego dobielania cały dzień szczotkując.
Jeśli już sobie wybielimy zęby to można zmniejszyć ilość substancji ciernych a zwiększyć ilość oleju i ziół.

Robiąc taką pastę, znamy jej skład, oszczędzamy pieniądze i mniej szkodzimy naszemu otoczeniu.
Takie pasty są bardzo drogie i kosztują kilkadziesiąt złotych szybciej lepiej i taniej je zrobimy w domu.
Zamiast pracować godzinę albo więcej na pastę można ja w 20 minut samemu zrobić nie wychodząc z domu.

Subskrybuj